SPIS TREŚCI
  1. List otwarty parafian do redakcji gazety "Wysoki Zamek"
  2. List do Prezydenta Ukrainy
  3. Protest głodowy
  4. Przemówienie księdza biskupa Leona Małego do wiernych po rozmowie z władzami miasta w kościele św. Marii Magdaleny
  5. Sytuacja w kościele świętej Marii Magdaleny
  6. Fotografie z 21 marca 2006
  7. Apel lwowskich katolików
  8. Obecne losy kościołów
  9. Zarys dziejów kościoła
  10. Historia świątyni
  11. Fotoreportaż
  12. Odpust w parafii

    FOTOREPORTAŻ
  13. Głodówka w kościele
  14. Wielkanoc 2007

    ARTYKUŁY PRASOWE

    Gazeta Lwowska

  15. Maria Basza - "Spór o kościół"
  16. Irena Masalska - Ukraińskie media o konflikcie"
  17. Irena Masalska - Protest w kościele św. Marii Magdaleny
  18. Zarys dziejów kościoła św. Marii Magdaleny

    Gazeta Polska

  19. Katarzyna Hejke - "Taras łypie na ołtarz"

    Polityka

  20. Natalia Gańko - "Kościół niezgody"
  21. Głos w dyskusji

    Lwiwśka Hazeta

  22. "Spory wokół ołtarza"
  23. Rozmowa z biskupem Leonem Małym
  24. Problem widziany oczyma parafian
  25. Sala organowa u progu zmian?
  26. Umowa niezgody
  27. Konflikt, jakiego nie było

    Wysokij Zamok

  28. "Kulturalny" skandal
  29. Głodówka zakończona, problem pozostał
  30. "Będę głodować i spać w trumnie"
  31. Sprostowanie do artykułu w "Wysokim Zamku"
  32. List otwarty parafian do redakcji gazety "Wysoki Zamek"


    Aktualizacja 2007-04-11

Kościół pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie

     


   List otwarty do redakcji gazety "Wysoki Zamek"

Tłumaczenie z języka ukraińskiego

My chcemy Boga, my chcemy prawdy

Szanowna Redakcjo gazety „Wysoki Zamek”!

Jako rzymokatolicy i parafianie kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie (obecnie Lwowski Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej – dalej skrót - LBMOK) chcemy wyrazić nasze poglądy, dotyczące ostatnich publikacji Państwa („WZ” z dnia 21, 27, 28 marca), poświęconych wydarzeniom, związanym z tą świątynią. Bardzo przykro, że dziennikarze „Wysokiego Zamku” naświetlali problem w sposób jednostronny, uwzględniając praktycznie jedynie argumenty dyrektora LBMOK, pana Juliana Winnickiego. Na skutek tego, w świadomości zwykłego czytelnika wynikł nieobiektywny obraz parafian, jako tych, którzy są przeciwni idei partnerstwa polsko-ukraińskiego. Jesteśmy przyzwyczajeni do nieobiektywnych wypowiedzi dyrektora Winnickiego, tym bardziej przykro jest słyszeć i czytać na stronach „Wysokiego Zamku” podobne wypowiedzi przedstawicieli władz naszego miasta. Podziwiając bezprecedensowe działania naszych parafianek – pań Haliny Makowskiej, Barbary Michałkiewicz i Marii Borejko, nie możemy pozostać obojętni wobec potoku niezgodnych z prawdą informacji, płynących z łamów Państwa pisma.

Wieczorem 26 marca br., na osobistą prośbę kardynała Mariana Jaworskiego, trzy parafianki z parafii rzymskokatolickiej św. Marii Magdaleny przerwały ośmiodniowy strajk głodowy w kościele, obecnie – Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej. Ten desperacki akt był dramatycznym protestem przeciwko sytuacji, która wynikła wokół kościoła. Rozpoczęcie głodówki było osobistą decyzją pań, nikt nie wprowadzał nas w błąd ani nie prowokował!

Wbrew umowie ustnej z Radą Miejską na prośbę biskupa Leona Małego w sprawie zorganizowania wieczornych rekolekcji, wierni, przybyli do kościoła 16 kwietnia br. wraz ze swym duszpasterzem, zastali zamknięte drzwi do kościoła. Parafianie zostali wpuszczeni dopiero po skończeniu próby. W dniu następnym sytuacja się powtórzyła, w dodatku na koncert zostali „zaproszeni” kadeci szkoły Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. Jeden z nich się przyznał, iż o tej „imprezie kulturalnej” dowiedzieli się oni na godzinę przed koncertem. Podobne sposoby zapewnienia odpowiedniej frekwencji na koncertach są znane szerzej.

20 marca br. dyrektor Winnicki zwołał w Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej konferencję prasową, na którą, wbrew informacjom w państwa piśmie („Wysoki Zamek” z dnia 21.03) nie został zaproszony proboszcz parafii – ks. bp Leon Mały. Podczas spotkania z przedstawicielami mediów lwowskich pan J. Winnicki przekazał wiele nieprawdziwych informacji, oskarżając religijną wspólnotę rzymskokatolicką o to, że nie chce ona podpisać z LBMOK umowy użytkowania sali. Podobne zarzuty były czynione przez dyrektora niejednokrotnie, w tym – na łamach Państwa gazety (21. 03., 28-03). Pan J. Winnicki ma rację, co do jednej rzeczy: wspólnota religijna rzeczywiście nie będzie podpisywała umowy z LBMOK. Nie chodzi tu o niechęć czy, być może, przykre doświadczenia współpracy z panem Winnickim... Lwowski Budynek Muzyki Organowej nie jest instytucją, na której bilansie jest obiekt, chcemy w tym miejscu przytoczyć art. 17 Ustawy Ukrainy „O wolności sumienia i organizacjach religijnych” z dnia 23.04.1991 r.: „(...)Budowle kultu religijnego oraz majątek, stanowiące własność państwową, są przekazywane przez organizacje, na których bilansie się znajdują, w nieodpłatne użytkowanie lub są nieodpłatnie zwracane na własność organizacji religijnych na mocy decyzji obwodowych (...) administracji państwowych. Bezpodstawne są oskarżenia naszej parafii o zwlekanie z podpisaniem nowej umowy, które „brzmią” na łamach „Wysokiego Zamku” (27.03, 28.03). Chcemy przypomnieć panu A. Sadowemu i panu T. Batence, że w ciągu 2005 r. nasz proboszcz niejednokrotnie zwracał się do odpowiednich władz miejskich (Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego, na którego bilansie jest budynek) z prośbą o podpisanie z nami nowej umowy. Na początku 2005 r. została utworzona specjalna komisja Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego w celu przygotowania umowy. Niestety, nie doczekaliśmy się wyników pracy komisji. 21 lipca 2006 r. ks. bp Leon Mały skierował do Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego gotowy, podpisany przez niego projekt umowy, lecz dotąd nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Wynika z tego, że nie my zwlekamy z podpisaniem umowy.

Na łamach „Wysokiego Zamku” bardzo często są prezentowane różne poglądy, np. takie, że wymagania katolików rzymskich są zupełnie nieuzasadnione, bezpodstawne. Przykro, że te słowa wypowiada m.in. pan Taras Batenko („Wysoki Zamek” 27.03) Nasze wymagania wynikają z doświadczenia ponad dziesięcioletniego okresu istnienia wspólnoty katolickiej, pełnego absurdalnych oskarżeń, przeszkód, zakazów i poniżeń ze strony LBMOK. Wbrew podpisaniu umowy, zabroniono nam korzystania z organów podczas Mszy św., twierdząc, że możemy je uszkodzić, chociaż nasz organista jest absolwentem Akademii Muzycznej. Na terenie kościoła praktycznie nie można przechowywać mienia parafialnego, ponieważ dotychczas nie zostało udostępnione odpowiednie pomieszczenie dla zakrystii czy kancelarii parafialnej. Pomieszczenie tymczasowej zakrystii, znajdującej się obok toalet, urządzonych w miejscu baptysterium, przypomina raczej schowek. Wiernym, podążającym na codzienną poranną Mszę św. często utrudnia się dostanie się do świątyni, nie mówiąc o tym, że wejście główne dotąd jest zamurowane. Jako parafianie, niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni wysłuchiwać nieadekwatnych i nietolerancyjnych wypowiedzi oraz obelg, rzucanych przez dyrekcję i pracowników Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej.

W swym komentarzu („Wysoki Zamek” 27.03) pan Sadowyj twierdzi, że kościół św. Marii Magdaleny został zbudowany z funduszy społeczności miasta i zawsze był udostępniany katolikom rzymskim jedynie na zasadzie dzierżawy. Co do historii – kościół św. Marii Magdaleny został zbudowany w połowie XVII w. z funduszy szlachcianki lwowskiej Anny Pstrokońskiej. Od 1685 roku w świątyni urzędowali ojcowie dominikanie, zaś po kasacie klasztoru w czasach panowania cesarza austriackiego Józefa II kościół się stał oficjalnie świątynią parafialną. W okresie międzywojennym kościół wciąż pełnił funkcje świątyni parafialnej i był nią aż do roku 1962. Nie wiemy, jakie źródła archiwalne przeglądał Mer Lwowa.

Pragniemy poinformować, iż nasza wspólnota otrzymała z Archiwum Państwowego w Obwodzie Lwowskim notatkę o następującej treści: „Informujemy, że we Lwowie, przy ul. Leona Sapiehy, 10 (ob. Stepana Bandery) jest kościół św. Marii Magdaleny oraz budynek parafialny z plebanią, które do roku 1962 były własnością wspólnoty parafialnej” (13.12.2004, Nr 463/01-22).

Pan Sadowyj i pan Batenko w swych wypowiedziach przywołują przykład cywilizowanego współistnienia sal koncertowych i wspólnot religijnych. Przykłady są trafne, lecz jedynie częściowo. Rzeczywiście, w Paryżu, Wiedniu, Pradze czy chociażby w Krakowie koncerty muzyki organowej czy kameralnej odbywają się w świątyniach, wspaniałych zabytkach historii. Należy dodać, że świątynie te należą do wspólnot religijnych, za których zgodą odbywają się te koncerty. A propos, duchowieństwo rzymskokatolickie na Ukrainie niejednokrotnie oświadczało, że nie jest przeciwne organizowaniu koncertów muzyki organowej po zwróceniu kościoła katolikom rzymskim. Nikt nie ma zamiaru pozbawiać lwowian radości słuchania cudownych organów kościoła! W świecie cywilizowanym praktycznie nie ma przykładów, kiedy wspólnota religijna jest zmuszona prosić użytkownika świeckiego o pozwolenie odprawiania Mszy św. w świątyni.

Przytoczony przykład Rygi nie jest zbyt trafny. Kircha w Rydze została zwrócona wspólnocie luterańskiej dwa lata temu. Oczywiście, przykłady sytuacji, podobnych do lwowskiej, mają miejsce na Białorusi, w Rosji, na Ukrainie Wschodniej czy nawet w Kijowie. Wszędzie wierni starają się o to, by świątynie były użytkowane zgodnie z przeznaczeniem.

Na zakończenie należy dodać, że w tych ciężkich dniach nie byliśmy osamotnieni. Po całym mieście – przed kościołami i cerkwiami – były zbierane podpisy o poparcie naszych działań. Serdecznie dziękujemy przedstawicielom Kościoła greckokatolickiego i Kościołów prawosławnych Lwowa za prawdziwą solidarność chrześcijańską z nami.

Redakcji przystoi, by na łamach pisma przeprosiła ks. bpa Leona Małego za swe bezpodstawne „przypuszczenia”, opublikowane w gazecie nr 55 (3462) z dnia 27.03.07.

Szanowna Redakcjo! Mamy nadzieję, iż umożliwicie państwo czytelnikom „Wysokiego zamku” zapoznanie się z innym punktem widzenia, niż ten, który był dotąd prezentowany na łamach Waszej gazety.

Lwów, 31.03.07

Z poważaniem
w imieniu parafian
(Podpisy)


   List do Prezydenta Ukrainy



Prezydent Ukrainy
Pan Wiktor Andrijowycz Juszczenko

Szanowny Panie Prezydencie!

My, przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa oraz wierni, skupieni wokół parafii pw. św. Marii Magdaleny, jako obywatele Ukrainy, zwracamy się do Pana o pomoc w odzyskaniu naszego kościoła, który został wybudowany dla kultu Bożego. W 1962 r. został zabrany przez władze komunistyczne i zamieniony w Salę Muzyki Organowej.

Jako Polacy, zamieszkali we Lwowie, z ogromną radością przyjęliśmy upadek ZSRR, ciesząc się z powstania Niepodległego Państwa Ukraińskiego. Z wielką nadzieją powitaliśmy również uchwalenie przez Radę Najwyższą Ukrainy 23 kwietnia 1991 r. ustawy “Про свободу совісті та релігійні організації.” 27 grudnia 1991 r. zarejestrowano katolicką wspólnotę parafialną, licząc na zwrot kościoła pw. św. Marii Magdaleny na podstawie dekretu prezydenta ““Про заходи, щодо повернення  релігійним організаціям культового майна” Nr 125 z dnia 4.03.1992 r. Ze smutkiem przyjęliśmy fakt, iż kościół nie został wpisany na listę obiektów sakralnych, podlegających zwrotowi wspólnotom religijnym i nadal będzie pełnił funkcję sali koncertowej.

W zaistniałej sytuacji, jako chrześcijanie, postanowiliśmy szukać porozumienia ze świeckimi użytkownikami świątyni. Wystąpiliśmy do władz miasta Lwowa o pozwolenie na odbywanie praktyk religijnych. W 1991 r. udało się odprawić pierwszą Mszę Świętą, jednak Msze Święte można było sprawować tylko 6 razy w ciągu roku, potem – 12.

Wielokrotnie zwracaliśmy się o pomoc do wszystkich władz państwowych na Ukrainie z prośbą o zwrot świątyni wiernym, mimo to nie przyznano nam dotychczas nawet prawa do korzystania z pomieszczeń kościoła, a o Mszach świętych, które są sprawowane, mówi się, że są nieprawne. 16 marca br. wierni, przybyli na rekolekcje o godz. 18.00, zastali drzwi kościoła zamknięte. Zdesperowani parafianie przystąpili do budowy prowizorycznego ołtarza w celu odprawienia Mszy św. przed kościołem. Dopiero wtedy otworzono drzwi świątyni, z której wymaszerowała grupa kadetów Ministerstwa Nadzwyczajnych Sytuacji, „oddelegowana” na koncert. 20 marca br. dyrektor J. Winnicki, zorganizował w kościele spotkanie z przedstawicielami środków masowego przekazu, w czasie którego podał wiele nieprawdziwych informacji na temat toczącego się od wielu lat konfliktu.

19 marca br. w akcie protestu wobec zachowania dyrekcji Sali Organowej i władz miasta, parafianka kościoła św. Marii Magdaleny, Pani Halina Makowska, rozpoczęła w kościele protest głodowy. 21 marca dołączyła do niej kolejna osoba, Pani Barbara Michałkiewicz. Szanowny Panie Prezydencie!

My, przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa oraz wierni, skupieni wokół parafii pw. św. Marii Magdaleny, zmęczeni i zdesperowani zaistniałą sytuacją, rozczarowani brakiem działań ze strony władz miejskich, zwracamy się do Pana z żądaniem zwrócenia społeczności katolickiej kościoła i położenia kresu jego bezczeszczeniu. Wierzymy, iż tylko Pan Prezydent, jako Gwarant Konstytucji Ukrainy, zapewni nam prawo do wiary i naszego Kościoła.

Z poważaniem

Przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa

Tekst adiustowany przez ks. bpa Leona Małego


Protest głodowy

Po wszystkim ?

27.03.2007

Póki trwała głodówka w kościele Marii Magdaleny – milczeli i wrogowie kościoła.

Dziś, 27 marca 2007 roku już po zastosowaniu się do prośby księdza kardynała i księdza biskupa Leona, po łzach głodujących Pań i zakończeniu protestu, w najbardziej poczytnej gazecie lwowskiej „Wysokij Zamok” ukazał się artykuł Bożeny Gorodnickiej – paszkwil na głodujących, biskupa Leona Małego, na księdza Kardynała Mariana Jaworskiego a nawet na Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie Radcę Ministra Wiesława Osuchowskiego. Jak to się stało, że tej rangi gazeta podaje nieaktualne wiadomości? No bo jeśli kłamie, podaje fakty niezgodne z historią – można jeszcze zrozumieć, usprawiedliwić czyimiś racjami czy interesami... Cały świat się dowiedział o przerwaniu protestu tuż po jego zakończeniu, a nieszczęsna miejscowa gazeta – nie wiedziała...

Najbardziej przykre jest to, że autorka artykułu – Bożena Gorodnicka uważana jest za Polkę, ukończyła polską szkołę Nr 24 we Lwowie. Wiadomo już, że za artykuł otrzymała sporo pieniędzy – za zdradę zawsze się ponoć zarabia nieźle. Tylko jak ta młoda osoba będzie dalej żyć? Jak pokaże się w kościele? Jak spojrzy w oczy kolegom i znajomym? Paniom, które głodowały i którym robiła zdjęcie z bliska? Jak wejdzie do konsulatu? Jak przyjedzie do Polski? Przecież bywa tam na szkoleniach dziennikarskich, na wymianie studentów, od dwóch lat otrzymuje polskie stypendium z Fundacji „Semper Polonia”... Odważne to młode i pewnie głupie, nie wie jeszcze, że z Panem Bogiem się nie walczy, szczególnie na naszych ziemiach. Swego czasu spadł z wieży kościoła świętej Elżbiety ten, który zdejmował krzyże. W Barze, tym od konfederatów, momentalnie sparaliżowało aktywistkę, która porównała swą urodę z Matką Boską. Nie mogli umrzeć i trwali w strasznych mękach ci, co kościoły zamykali.

Cóż – psy szczekają, karawana jedzie dalej... Kto mieczem wojuje, od miecza zginie. Modlimy się przezywamy swoista drogę krzyżową z pluciem w twarz i obelgami.

Jest takie stare gruzińskie powiedzonko: „Jeśli idziesz sobie spokojnie i nagle jakiś kundel zacznie na ciebie ujadać, to czy staniesz na czworakach i też będziesz szczekać na niego?”

Artykuł Bożeny Gorodnickiej jest dostępny na stronie gazety „Wysokij Zamok” www.wz.lviv.ua

Parafianie parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie

PS. W Lwiwśkej Hazecie ukazał się kolejny atak Jakuba Łoginowa na lwowskich Polaków i Konsula RP we Lwowie, zatytułowany "Polakom nie zależy na porozumieniu". Wpisując się w antypolską kampanię ukraińskich gazet, Łoginow krytykuje polskie media za nagłaśnianie sprawy konfliktu wokół zwrotu kościoła św. Marii Magdaleny rzymskokatolickiej wspólnocie, krytykuje też Konsula, pana Wiesława Osuchowskiego za zaangażowanie w tej sprawie. Zdaniem J.Łoginowa teraz nie jest czas na skupianie się na drobnych incydentach, skoro są znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia - np. ta, że obywatele polscy i ukraińscy przeżywają codziennie koszmar na granicy obu państw.

Przykre jest to, że do antypolskiej kampanii wciągani są Polacy. Ma to zapewne sprawiać wśród czytelników ukraińskiej prasy wrażenie, że sami Polacy są co najmniej sceptycznie nastawieni wobec sprawy zwrotu kościoła Marii Magdaleny.

Stanisław Kosiedowski


Przemówienie księdza biskupa Leona Małego do wiernych po rozmowie z władzami miasta w kościele św. Marii Magdaleny

26.03.2007

„W dzisiejszy dzień, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, zgromadziliśmy się tutaj, w kościele św. Marii Magdaleny. Dzisiaj odbywały się rozmowy z władzami miasta, prawie cały dzień. Czasami były ostre, czasami zaczynaliśmy pertraktować „na zdrowy rozsądek”. I w tych rożnych rozmowach - może to będzie dla nas dziwne - ale wynika z tego, że sprawa o powrót kościoła tak szybko nie może być rozwiązana, ponieważ są to naprawdę rzeczy skomplikowane. Trzeba jeszcze udać się do komisji, która jest powołana przy prezydencie, a naczelnikiem której jest wicepremier Dmytro Tabacznyk i prawdopodobnie do tej komisji ja w najbliższych dniach pojadę. Natomiast w ciągu tych pertraktacji, i wszyscy jesteśmy w tym zainteresowani, żeby protest był teraz zaprzestany, ponieważ chodzi i o zdrowie tych co podjęli się protestacyjnej głodówki, chodzi i o zdrowe podjecie decyzji i rozważanie tych umów, które będziemy podejmować. Termin zwrotu pozostaje nie wiem na jaki czas, jest to w perspektywie, ale teraz takiej decyzji podjąć nie można. Byłem u księdza kardynała i po długiej rozmowie też doszliśmy do wniosku, że jednak trzeba wyjść na równi z tego problemu i pertraktować dalej na różnych poziomach.

Prosiłem księdza kardynała o list, który skierował do nas. Oto tekst:

„Doktor, ksiądz biskup, proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, Leon Mały

Przeżywamy ostatnie 2 tygodnie Wielkiego Postu. Poświęćcie je ufnej modlitwie, wpatrywaniu się w oblicze Chrystusa na krzyżu, naśladujmy Jego cierpliwość.
Zwracam się z gorącą prośbą do wiernych parafian o zaniechanie jakichkolwiek zewnętrznych protestów i głodówki, byście mogli w spokoju świętować Wielkanoc. Zawierzmy jedynie miłosiernemu Zbawicielowi.

ks. kardynał Marian Jaworski

Prośba do wiernych parafii jest także moją osobistą prośbą. Wiem , że komuś by się chciało albo nie chciało nasz protest przedłużać, ale ludzie są ograniczeni w prawach jako rzymscy katolicy, a z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy kościołem katolickim i oczywiście osobiście mnie zobowiązuje też posłuszeństwo. W tym przypadku jestem przekonany, ze trzeba ten protest nam zaprzestać. To będzie wyrazem naszej heroiczności i ducha posłuszeństwa, jeśli na prośbę głowy diecezji, na prośbę tego który kieruje tym kościołem jednak z odwagą ducha w posłuszeństwie zaprzestana ten protest. Wiec pozostaje nam pomodlić się do Matki Bożej i zawierzyć dzisiejsze Święto Zwiastowania Pańskiego i polecić nasz kościół opiece Matki Boskiej. Polecamy sami siebie i polecamy sprawy kościoła Matce Bożej.

Te dni, które przeżyliśmy nie były bezowocne. Władza zrozumiała, że kościół powszechny jest potrzebny ludziom, a nie księdzu biskupowi. Ludzie też zdali sobie sprawę z tego, na ile takie sprawy są trudne w postępowaniu kościoła Ja nadal pozostaję proboszczem kościoła św. Marii Magdaleny i oczywiście obiecuję, że nadal będę się starał o zwrot tej świątyni wiernym. Dzisiaj już zupełnie inaczej ze mną rozmawiały władze miasta, inaczej niż w poprzednie miesiące. Nawet to jest już postępem, co w tych dniach przeżyliśmy. Natomiast dzisiaj trzeba postawić kropkę naszemu protestowi i przygotowywać się do dnia Zmartwychwstania Pańskiego.

Po dzisiejszych rozmowach jestem przekonany, że szkoda zdrowia, waszego zdrowia. I właśnie w dniu Zwiastowania Pańskiego nadszedł czas postawić kropkę. To nie znaczy, że takiego protestu jeszcze kiedyś nie będzie. Ten tydzień pokazał jednak, że za mało jesteśmy solidarni. Bóg zapłać pani Halino, wiem że to ciężko, że mogą łzy cieknąć. Minął tydzień w głodówce. Ale ten tydzień nas dużo nauczył. Z tego jeszcze będziemy wyciągać wnioski, że za mało jest solidarności wśród nas. Ale nauczył tego, że są ludzie, którzy za kościół gotowi oddać życie. To jest pięknym przykładem, takim, z którego można się szczycić, że kościół we Lwowie ma takich ludzi. To mówię też z pełnymi łzami w oczach, to co przeżyliśmy. No ale ja rozumiem tez wasze stanowisko i rozumiem w jakim otoczeniu jesteśmy.

Trzeba będzie z tym otoczeniem pertraktować. Mamy piękne listy od tych ludzi , którzy przychodzili na koncerty, którym jest wstyd, ze ich tutaj wołają na koncerty. Pomódlmy się w litanii do Matki Bożej. Jutro przekażemy akt zawierzenia Matce Bożej naszego kościoła, żeby Ona prowadziła ten kościół. Mam nadzieje, że ten kościół się odnowi, teraz nie wątpię, chociaż wcześniej nie wątpiłem, ale teraz jestem pewien, ze z takimi ludźmi ten kościół będzie trwać.

Bóg zapłać wszystkim za te modlitwy, za te dni, co razem przeżywaliśmy.”

Zanotowała: Anna Gordijewska.
Radio Lwów

Fotografie: Anna Gordijewska


Sytuacja w kościele świętej Marii Magdaleny

26.03.2007

W dniu dzisiejszym o godzinie 21 czasu lokalnego został przerwany protest głodowy w kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie. Na prośbę księdza kardynała Mariana Jaworskiego oraz proboszcza parafii - biskupa pomocniczego Archidiecezji Lwowskiej ks. dr. Leona Małego głodujące kobiety zdjęły opaski i zostały odwiezione do domów, gdzie pozostają pod nadzorem służby zdrowia.

Prośba o przerwanie protestu została podyktowana zmianą nastawienia władz w stosunku do problemu zwrotu kościoła wiernym. Rozpoczęte zostały rozmowy dotyczące nie jak dotąd - udostępnienia wiernym kościoła na zasadzie dzierżawy, a jego zwrotu prawowitym właścicielom. Przyczyną zmiany nastawienia stał się zarówno protest głodowy, jak również obecność rzesz wiernych, modlących się przy głodujących, a także poparcie wielonarodowej społeczności miasta Lwowa i ogromne ilości listów, które otrzymaliśmy z całego świata. Bóg Zapłać za modlitwy i solidarność oraz gotowość do pomocy.

Parafianie monitorują przebieg rozmów i gdyby - nie daj Panie Boże – władze znów odstąpiły od postanowień, gotowi są do wznowienia protestu. Od dziś pozostajemy wierni modlitwom w tej intencji i prosimy o modlitewne wsparcie.


20.03.2007.

Od 20 marca 2007 w kościele św. Marii Magdaleny trwa głodowy protest jednej z parafianek, pani Haliny Makowskiej, przeciw kolejnym szykanom i utrudnieniom czynionym przez dyrekcję Sali Organowej wobec wspólnoty parafialnej kościoła.

Rekolekcje wielkopostne, w których parafianie chcieli wziąć udział, miały rozpocząć się w piątek, 16 marca o godz. 18:00. Uzyskano na nie pozwolenie dyrekcji (gdyż codzienne msze św. odprawiane są w dni powszenie o godz. 8:00 a w niedziele o godz. 10:00, zaś na wszystkie inne należy uzyskać odrębne pozwolenie dyrekcji). Dyrekcja sali zgodziła się na ich przeprowadzenie w takim terminie, więc w piatek odbyły się one bez przeszkód. W sobotę, 17 marca - parafianie zastali jednak zamknięte drzwi, gdyż dyrekcja zorganizowała ad hoc koncert. Oprócz garstki cywilnych słuchaczy przybyło nań ... wojsko - Bogu ducha winni żołnierze, których dowódca oświadczył, że dostał taki rozkaz...

W tej sytuacji przybyli na rekolekcje parafianie, wraz z księdzem biskupem i księżmi (ksiądz rekolekcjonista i księża spowiednicy), powiesiwszy krzyż na drzwiach wejściowych kościoła, w strugach deszczu, na przejmującym wietrze, pozostali na zewnątrz - przed kościołem. Śpiewali pieśni kościelne – wielkopostne i Maryjne, a wśród nich - jakże wymowną w takiej sytuacji - „My chcemy Boga” i lwowską pieśń Maryjną „Śliczna Gwiazdo miasta Lwowa”.
Przedstawiciel dyrekcji blokował własnym ciałem drzwi i nie wpuszczał do kościoła wiernych. Namawiał też żołnierzy do jak najdłuższego pozostania w kościele po koncercie. W końcu jednak, po ok. pół godzinie żołnierze odmaszerowali, a wierni mogli wejść do kościoła, by wysłuchać rekolekcji o sile zła, która nigdy nie może być większa, niż siła dobra. W poniedziałek, 19 marca dyrekcja sali zwołała konferencję prasową, na którą nie zaproszono przedstawicieli wspólnoty parafialnej. Po raz kolejny oskarżono parafian i ks. biskupa Leona Małego o brak woli porozumienia z władzami miasta w kwestii współużytkowania pomieszczeń kościoła i brak opłat za użytkowanie świątyni. W tej sytuacji pani Halina Makowska postanowiła czynnie zaprotestować, od dnia wczorajszego głodując w sali kościoła.

Wesprzyjmy ją naszą modlitwą i działaniem. Mam nadzieję, że prawda i sprawiedliwość w niedalekiej przyszłości zwycieżą i kościół Marii Magdaleny zostanie w pełni zwrócony wspólnocie parafialnej, która domaga się tego od wielu lat.

Stanisław Kosiedowski

Aktualne informacje z portalu informacyjnego www.lwow.net

Konferencja prasowa z 20.03.2007.
(w języku ukraińskim)
Lwów - portal informacyjny - 26.03.2007.

Wojsko, czy kościół ?
Lwów - portal informacyjny - 21.03.2007.
Artykuły prasowe:
  1. Patrz: forum dyskusyjne "Lvivśkej hazety" i kolejny artykuł Lidii Melnyk "Ugoda niezgody" (21.III.2007)
    "Umowa niezgody" (tłumaczenie)
    Lwów - portal informacyjny - 22.03.2007.

  2. "Parafianie nie ustąpią" - Rzeczpospolita (23.III.2007)
  3. "Głodówka zamiast mszy" - Rzeczpospolita (22.III.2007)
  4. "Głodówka w Marii Magdalenie" -Rzeczpospolita (22.III.2007)


Fotografie

    

Fotoreportaż Anny Gordijewskiej z 21 i 22 marca 2007

Wieczór 21 marca 2006

Przed kościołem Marii Magdaleny wierni z biskupem ks. Leonem Małym. Obok - Konsul generalny RP we Lwowie p. Wiesławem Osuchowski z małżonką

Fotografie: Grażyna Basarabowicz


Apel lwowskich katolików w sprawie zwrotu kościoła pw. św. Marii Magdaleny

Mieszkający we Lwowie Polacy zwracają się z apelem o zwrócenie uwagi na relacje pomiędzy władzami miasta a polską mniejszością.

Minęła rocznica pomarańczowej rewolucji, zwycięstwo której zapewnić miało mieszkańcom Ukrainy wiele praw i swobód demokratycznych. Polacy mieszkający na Ukrainie w sposób szczególny wiązali swoje nadzieje z nowymi demokratycznymi władzami, dla których hasłem była m.in. poprawa stosunków polsko-ukraińskich.

Ciesząc się wolnością Ukrainy, radując się z odzyskania niezawisłego miejsca w rodzinie narodów warto pamiętać o tym, że nie zawsze rzeczywistość wygląda tak, jak deklarowali to politycy obecnie sprawujący władzę.

Jednym z pierwszych aktów prawnych prezydenta Wiktora Juszczenki było rozporządzenie z 23 września 2005 r., które wykonywało dekret prezydenta Leonida Kuczmy z 21 marca 2002 r. "O natychmiastowych działaniach dotyczących ostatecznego rozwiązania negatywnych skutków polityki totalitarnej byłego ZSRR dotyczącej religii, jak również przywrócenie odebranych praw kościołom i organizacjom religijnym". Punkt 4 dekretu głosi: "Zalecenie organom samorządowym władzy wykonawczej działania na rzecz przywrócenia odebranych praw kościołom i organizacjom religijnym, m.in. zwrotów dawnych gmachów kościelnych, majątku kościelnego (w tym zabudowań), które używane są niezgodnie z przeznaczeniem i są własnością władz komunalnych".

Wydawać się mogło, że nowe władze sprostają wyzwaniom, które przyniosła ze sobą wolność. Ale na naszym przykładzie widać, że nadzieje z tym związane były przedwczesne.

Kiedy po wizycie Jana Pawła II prezydent Leonid Kuczma wydał dekret dotyczący zwrotu obiektów sakralnych wiernym, wydawało się, że dotyczy to i lwowskiego kościoła św. Marii Magdaleny. Okazało się wówczas, że na Ukrainie mieszkają obywatele różnych kategorii, mimo tego, że konstytucja i ustawodawstwo ukraińskie mówi zupełnie inaczej.

Istniejące we Lwowie dawne kościoły rzymskokatolickie (30), zostały przekazane wiernym obrządku greckokatolickiego, prawosławnego i przedstawicielom innych kościołów (załączony wykaz). Wspólnota rzymskokatolicka nie otrzymała jednakże ani jednego z nich. W tej chwili we Lwowie czynnych jest 5 kościołów rzymskokatolickich, z czego dwa funkcjonowały w okresie ZSRR (katedra, kościół pw. św. Antoniego), 3 nowe zostały wybudowane w ostatnich latach (kościoły w dzielnicach Zboiska, Rzęsna i kaplica na Sichowie).

Poczucie logiki podpowiada, że kościoły, skoro były wybudowane, są po to, by służyły celom liturgicznym. Tak też się dzieje w całym cywilizowanym świecie, tak też dzieje się na pierwszy rzut oka we Lwowie: wiernym różnych wyznań, oddano prawie wszystkie dawne kościoły katolickie. Jeśli chodzi o mieszkających we Lwowie katolików obrządku rzymskiego utożsamianych z Polakami, nie możemy się doprosić jednej, ważnej dla nas świątyni.

Od 1991 roku rzymskokatolicka wspólnota parafialna zrzeszona przy kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie (składająca się z 870 osób, według spisu przeprowadzonego w lutym 2006 r.) bezskutecznie stara się o zwrot kościoła odebranego przed 44 laty przez władzę radziecką. Wszelkie prośby, petycje i apele kierowane do władz (począwszy od władz lokalnych aż po kancelarię prezydenta) nie doprowadziły dotychczas do zwrotu świątyni.
Kościół pw. św. Marii Magdaleny przestał pełnić funkcję liturgiczną w 1962 roku - w świątyni przekazanej Politechnice Lwowskiej urządzono klub młodzieżowy, a następnie salę organową, funkcjonującą do chwili obecnej.
Nadzieje na zwrot koscioła przyniosły zmiany społeczno polityczne z okresu "pierestrojki", a po rozpadzie ZSRR narodziny niepodległej Ukrainy.
Na fali zmian zarejestrowano w urzędach lwowskiej administracji państwowej statut parafii św Marii Magdaleny, ale nie uzyskano zwrotu świątyni.
Zasadniczym punktem argumentacji władz w sporze ze wspólnotą parafialną jest znaczenie organów znajdujących się w kościele dla kulturalnego życia miasta. Zaskakująca jest identyczność stanowiska obecnych władz z powodem dla którego odebrano kościół wiernym w czasach totalitaryzmu radzieckiego.

    Obecnie wspólnota korzysta ze świątyni na następujących warunkach:
  • Od roku 2001 w kościele św. Marii Magdaleny odprawiane są nabożeństwa na zasadach odpłatności.
  • Centralne przejście do ołtarza jest zastawione ławami, których nie można przesuwać, ponieważ niszczy to, zdaniem dyrekcji, posadzkę. A przecież liturgiczne wejscie do ołtarza jest przez środek kościoła.
  • Wspólnota nie może korzystać z centralnego wejścia do kościoła, które jest zamurowane.
  • Zgodnie z zakazem dyrektora sali organowej, parafia nie może korzystać z kościelnych organów, bo zostały odnowione. Przed konserwacją korzystaliśmy z instrumentu, a organista jest absolwentem konserwatorium.
  • Na terenie kościoła nie można przechowywać żadnego mienia kościelnego, ponieważ parafii nie przekazano dotychczas pomieszczenia, ani pod zakrystię, ani pod kancelarię parafialną. Po mszy św. kolejka wiernych ustawia się do prowizorycznej zakrystii, droga przebiega obok toalet, na które zostało zamienione baptysterium.
  • Parafianie muszą tolerować aroganckie zachowanie dyrekcji i pracowników domu muzyki organowej (komentarze w stylu: "mieszkacie na ukraińskiej ziemi i dlatego płacicie za odprawianie nabożeństw!)

Poniżej jedno z "zarządzeń" dyrektora sali organowej.

Jedno z niedawnych poleceń dyrektora sali organowej Juliana Winnickiego przekazane katolikom z kościoła Marii Magdaleny.

Dyrektor sali organowej wielokrotnie zarzucał proboszczowi kościoła, że liczba wiernych jest wielka tylko dzięki uczestnictwu w nabożeństwach "wiernych przywożonych autokarami z Przemyśla". W lutym b.r. sporządzono listę parafian, na którą wpisało się 870 osób i wszyscy są obywatelami Ukrainy. Natomiast koncerty odbywają się w obecności kilkunastu osób, często też słuchaczami są wyłącznie uczestnicy wycieczek z Polski.
Chociaż liczba wiernych uczestniczących we mszy św. wielokrotnie przewyższa liczbę słuchaczy koncertów muzyki organowej, parafianie popierają pomysł, aby w zwróconym kościele odbywały się nadal koncerty muzyki organowej. Dobrym przykładem takiego rozwiązania jest katedra rzymskokatolicka w Kamieńcu Podolskim, w której odbywają się również imprezy muzyczne. Organizowanie koncertów w kościele nie może być w żadnym razie przeszkodą dla zwrotu kościoła parafii.

Każda władza, jaka by nie była powinna dać odpowiedź na pytanie, w jakim celu istnieje państwo i jak powinny kształtować się stosunki pomiędzy państwem a obywatelem. Jeśli państwo nie może zrealizować swoich rozwiązań prawnych, jeśli konstytucja i czynne ustawodawstwo takich rzeczy gwarantować nie mogą, to może nie warto tylko deklaratywnie postulować takich rozwiązań. p>Obecnie Ukraina deklaruje swoje dążenie do struktur europejskich i podkreśla pełną demokratyzację życia społecznego. Polacy mieszkający na Ukrainie są lojalnymi obywatelami tego kraju. Oczekujemy od władz respektowania naszych praw i swobód obywatelskich, dotychczas dzieje się tak, że każda działalność polskiej mniejszości na Ukrainie, może być prowadzona tylko i wyłącznie dzięki pomocy z Polski.
Czujemy się jak obywatele specjalnej troski: w obawie o nasz stan władza stosuje uniki, wymówki i naginanie prawa.

Najczęściej pojawiający się w mediach obraz dobrej współpracy i pojednania polsko-ukraińskiego, nie jest pełnym obrazem. Politycy zabiegają o przedstawianie pozytywnych wydarzeń w mediach, jest jednakże nieporozumieniem, jeśli jako bazę stosunków polsko-ukraińskich uzna się powierzchowne deklaracje polityków, przecinanie wstążek, czy odsłanianie pomników. Prawdziwym testem na europejskość Ukrainy będzie stosowanie rządów prawa i równe traktówanie obywateli, również tych, którzy deklarują inną narodowość.

Apelujemy więc do mediów, o to żeby przedstawiały też inną stronę relacji polsko-ukraińskich. Chodzi z jednej strony o realizację praw mniejszości narodowej, ale z drugiej strony o realizację praw konstytucyjnych obywateli Ukrainy wyznania rzymskokatolickiego.

W imieniu wspólnoty parafialnej: (E-mail: parafia_lwow@wp.pl)

  • Teresa Adamska
  • Beata Kost
  • Irena i Genadiusz Świdzińscy
  • Luba i Anatol Lewakowie
  • Grażyna Kaczorowska
  • Kazimierz Miciński
  • Anna i Stanisław Horbaniowie
  • Małgorzata i Aleksander Piekarowscy
  • Halina Makowska



    Gazeta Lwowska

    SPÓR O KOŚCIÓŁ

    15 czerwca 2006

    Na 3 i 4 czerwca dyrekcja Sali Organowej, która mieści się w pomieszczenia kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie, zaplanowała zorganizowanie koncertu „na ołtarzu" świątyni.

    Odpowiednie pismo, w obronie praw wierzących, wystosował Konsul Generalny Rzeczpospolitej Polskiej, Ambasador Wiesław Osuchowski. Dzięki interwencji władz miejscowych koncert odbył się na scenie, w miejscu dawnego chóru. 8 czerwca Julian Winnicki zwołał konferencję prasową, zapraszając dziennikarzy lwowskich mediów ukraińskich. Dyrektor Sali Organowej Julian Winnicki napisał oburzający list do zakrystianina parafii Józefa Stadnika. Podajemy kopię tekstu.

    Ks. bp Leon Mały, proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, powołując się na kanon 1210: W miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca, - zwrócił się o pomoc do Konsula Generalnego RP we Lwowie Wiesława Osuchowskiego. Pan Konsul wystosował odpowiednie pismo do gubernatora lwowskiego oraz do MSZ RP.

    INFORMACJA DO MSZ RP

    W dniu dzisiejszym (2 czerwca) otrzymałem od biskupa Leona Małego informację, iż dyrektor Sali Organowej w kościele św. Marii Magdaleny zwrócił się do zakrystianina w wyjątkowo nietaktownej, ubliżającej godności religii i jej wyznawców formie z żądaniem usunięcia z ołtarza symboli religijnych.

    Reagując na to wystąpienie, wierni parafii zapowiedzieli na 3-4 czerwca aktywną demonstrację we wnętrzu i okolicach kościoła. Sytuację uznałem za bardzo niebezpieczną dla sprawy stosunków polsko-ukraińskich i natychmiast przeprowadziłem rozmowę z gubernatorem P. Olejnikiem, wyrażając ubolewanie w związku z działaniami podległej mu dyrekcji Sali Organowej. Odpowiednią rozmowę przeprowadziłem również z dyrektorką Wydziału Kultury urzędu wojewódzkiego p. H. Doroszczuk. W ślad za rozmowami, przekazałem gubernatorowi notę protestacyjną, zwracając uwagę na zagrożenie dla dwustronnych stosunków, w kontekście wieloletniego konfliktu, związanego ze staraniami kierownictwa Kościoła rzymskokatolickiego i wiernych o zwrot kościoła św. Marii Magdaleny.

    /-/Osuchowski

    Sięgnijmy do historii. Powołam się tu na artykuł Jurija Smirnowa pt. „Lwowski kościół św. Mani Magdaleny - świątynią parafialną Nowego Świata", umieszczonym w „Gazecie Lwowskiej" nr7 (343),nr 10(346). Historia wybudowania kościoła św. Marii Magdaleny sięga początku XVII wieku, kiedy szlachcianka Anna Pstrokońska ofiarowała ojcom dominikanom (obrządku rzymskokatolickiego-M. B.) działkę gruntu przy Drodze Sokolnickiej (obecnie ul. Doroszenki). Na własny koszt wybudowała drewnianą kaplicę. Jednocześnie ojcowie dominikanie rozpoczęli budowę pomieszczeń klasztornych. W latach 1609-1612 budową kierował lwowski architekt Marcin Godny. Z kronik lwowskich wiadomo też, że w budowie klasztoru i murowanego kościoła uczestniczył budowniczy Wojciech Kielar. Znany historyk i teoretyk sztuki Bogdan Janusz uważa, że świątynię murowaną zaczęto budować blisko 1615 roku, a ukończono przed rokiem 1630. W roku 1612 arcybiskup Jan Zamoyski poświęcił tymczasowy ołtarz, zaś w roku 1630 bp pomocniczy Zachariasz Nowoszyński - wybudowaną świątynię. Już w roku 1612, jak pisał w kronice D. Zubrzycki, przy kościele Marii Magdaleny ufundowano klasztor filialny dominikanów. Świątynię wybudowaną w stylu renesansowym, zdobił monumentalny ołtarz. Wykonano go w latach 1635-1639.

    W ostatnim odcinku swego opracowania Jurij Smirnow opisuje losy kościoła za czasów ZSRR oraz w czasach niepodległego państwa ukraińskiego - po drugiej wojnie światowej kościół św. Marii Magdaleny był czynny do 1962 r. 22 października tego roku administracja sowiecka podjęła decyzję o likwidacji parafii i zamknięciu kościoła, który został przekazany Lwowskiemu Instytutowi Politechnicznemu.

    W roku 1969 kościół został przekazany Filharmonii Lwowskiej, zaś w roku 1988 powstał tu samodzielny zakład kulturalny o nazwie Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej (dyrektor Julian Winnicki). Niestety, po przekazaniu kościoła Politechnice Lwowskiej, nowi gospodarze przekształcili pomieszczenie na klub studencki. Znikły XVII-wieczne ławki i ołtarze. Zabielono wapnem malowidła w korytarzu i nad arką u wejścia do prezbiterium. Zniszczono również pomieszczenia baptyserium i freski Rosena, które je ozdabiały. Została także zniszczona część epitafiów. Usunięto krzyże z wież kościoła. Ocalały tylko nieliczne dzieła sztuki, które trafiły do magazynów muzeów lwowskich.

    8 czerwca Julian Winnicki zwołał konferencję prasową, zapraszając lwowskie media ukraińskie . Dyrektor Sali Organowej został zawieszony w sprawowaniu swego stanowiska. Powyższą decyzję podjęto kierownictwo wydziału kultury rady miasta Lwowa, na czele z merem Andrijem Sadowym, w dniu 5 czerwca br.

    Pan dyrektor wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Uważa się za ofiarę nieporozumienia, a winowajcą wszystkich jego nieszczęść jest bp Leon Mały, który jest administratorem parafii św. Marii Magdaleny. Julian Winnicki przedstawił się zgromadzonym dziennikarzom: Jako lwowianin, wychowany na tradycjach kulturalnych, zawsze miałem, mam i będę mieć dobrosąsiedzkie stosunki ze wszystkimi sąsiadami, zaczynając od klatki schodowej. Mogę pochwalić się, mam zaproszenie konsula Rosji na jutrzejszą uroczystość, z okazji Dnia Niepodległości Rosji. Z wielką przyjemnością przedstawię państwu, w ramach dobrosąsiedzkich stosunków między Ukraińcami i Polakami, miedzy Polakami i Ukraińcami - nagrodę rządową Rzeczypospolitej (odznaka „Zasłużony dla kultury polskiej" - red.), która posiadam, za dobrosąsiedztwo, za promowanie wspólnej kultury. Jestem patriotą Ukrainy, głosowałem na Juszczenkę. Głosowałem na Andrija Sadowego, szanuję zespół Olijnyka. Ale nie mogę się zgodzić na dokonanie bezprawnych czynów".

    Następnie pan Winnicki przypomniał o początkach swojej współpracy z wiernymi Kościoła rzymskokatolickiego we Lwowie. W 1998 roku, z inicjatywy TKPZL w kościele Marii Magdaleny, po przerwie od 1962 r., została odprawiona pierwsza Msza św. Z czasem, coraz częściej była tu celebrowana Msza św., „do tego stopnia, że to zaczęło nam przeszkadzać -jak wyraził się pan Julian - w funkcjonowaniu Sali Organowej".

    „Gdy zaczęto pisać listy do władz rządowych o zwrot Sali Organowej, tu trzeba się było zastanowić. Państwo ukraińskie powoli doprowadziło to pomieszczenie do cywilizowanego stanu, remont trwał ponad sześć lat. Na to poszło ponad milion grywien z budżetu państwowego. Nadal państwo opiekuje się tym budynkiem. Tylko w tym roku wydano na renowację organów 55 tys. euro" - kontynuował pan Winnicki.

    Dalej zaczęły się oskarżenia pod adresem ks. bpa Leona Małego, że od końca 2005 r. nie podpisuje umowy o wynajem Sali Organowej, a w konsekwencji nie płaci czynszu. „Zostaje wykorzystana sytuacja prowokacyjna, wymyślona. Na 3-4 czerwca, w części ołtarzowej miał odbyć się koncert z udziałem znanych skrzypków austriackich. Przedtem w części ołtarzowej, niejednokrotnie odbywały się koncerty. Tam występowała Nina Matwijenko, tam występowała orkiestra pod batutą Myrosława Skoryka, tam występowały zespoły zagraniczne, tam występowała Natalia Krywołynka i żadnego szmeru nie było. A teraz mi zarzuca się zbezczeszczenie ołtarza" - tłumaczył pan Winnicki. Zapytany przez naszą redakcję, czy widzi różnicę między sformułowaniami: „przy ołtarzu" i „na ołtarzu", pan dyrektor odparł, że nie. Potem pokazał dziennikarzom owe „manele" – znajdujące się w jego gabinecie: worki z sianem –jako dekoracje szopki. Stały one w niewidocznym miejscu, ani „na ołtarzu", ani „przy ołtarzu", tylko za ołtarzem. Pan dyrektor, dumny jak paw, chodził po stopniach ołtarza, a potem wszedł za niego, by pokazać, jakie też „manele", czyli różne dekoracje okolicznościowe, są tam. Skoro te przedmioty są niewidoczne i nie przeszkadzałyby w prowadzeniu koncertu, co należało zabrać z ołtarza?
    Czy tu nie chodzi o krzyż?

    Argumenty jednej z dziennikarek, że może parafia nie ma, gdzie tego trzymać i że te przedmioty są naprawdę niewidoczne i nikomu nie przeszkadzają, pozostały bez echa. Dziennikarka Radia „Woskresinnia" próbowała przemówić dyrektorowi do rozsądku, twierdząc, że retoryka antykatolicka i antypolska jest nie na miejscu i może tylko zaszkodzić. Perswazja okazała się bezskuteczna i wywołała oburzenie u dyrektora i kilku dziennikarzy. Jedna z nich, reprezentująca telewizję lokalną, posunęła się nawet do tego, że powiedziała, iż Polacy we Lwowie są traktowani „za dobrze, a przecież są we Lwowie gośćmi”. Pani się nie orientuje w realiach historycznych: przecież Polacy mieszkają we Lwowie od siedmiuset lat. Obecnie, tak, jak i Ukraińcy, są obywatelami Ukrainy. Któryś z dziennikarzy, nie wiadomo, z jakiego powodu, wspomniał o Pawłokomie. Natomiast nikomu nie przyszło do głowy, że się znajdują jednak w świątyni i trzeba się zachować we właściwy sposób.

    Na konferencji prasowej, która omal nie przerodziła się w kłótnię, zabrakło przedstawicieli drugiej strony konfliktu - czyli Kościoła rzymskokatolickiego i parafii Byli uparcie nazywani tylko Polakami W ten sposób starano się pokazać, że to Polacy czyhają na własność ukraińską i chcą ją odebrać. Akcentowano, że to kościół dominikański, a nie parafialny i tu parafii być nie może. A przecież zakon dominikanów jest jednostką Kościoła rzymskokatolickiego, a nie greckokatolickiego czy prawosławnego... i może prowadzić parafię. Nie wiemy, czy obecnie zakon dominikanów również nie czyni starań o zwrot swojej własności?

    Dyrektor Sali Organowej natomiast zapomniał chyba, że swoje odznaczenie zawdzięcza Towarzystwu Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, a zwłaszcza panu wiceprezesowi Bolesławowi Sudomlakowi, który się o nie wystarał. 4 czerwca wierni parafii św. Marii Magdaleny omal nie poturbowali pana Bolka za te jego działania.

    Bardzo to smutne i oburzające. W kółko się mówi o „partnerstwie strategicznym" i „pojednaniu polsko-ukraińskim". Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej i przypomina sowiecką indoktrynację. Jaki będzie koniec tego konfliktu i czy Kościół odzyska świątynię? Ufamy, że sprawiedliwości stanie się zadość.

    Przygotowała Maria Basza


    Odzwierciedlanie sytuacji kościoła św. Marii Magdaleny w ukraińskich mediach

    Przygotowała Irena Masalska
    2007-03-29
    Tekst ukaże się w najbliższym wydaniu Gazety Lwowskiej.
    Dziękuję Autorce za pozwolenie na opublikowanie tekstu na stronie internetowej.
    Wszelkie prawa zastrzeżone dla Autorki.

    Stanowisko naszej redakcji jest jasne – kościół ma być zwrócony wiernym. Natomiast dla wielu mediów sprawa nie jest tak przejrzysta. Żebyśmy nie byli posądzeni o stronniczość, podajemy fragmenty wypowiedzi dziennikarskich. Nie komentujemy ich – Państwo ocenią sami, którzy autorzy starali się być obiektywni, a którzy zachowywali pozory obiektywizmu.


    „Sprzeczki religijno-gospodarcze” – taki jest tytuł artykułu Bożeny Gorodnickiej, reporterki pisma „Wysoki Zamek”. Tekst ukazał się w dniu 21 marca br. z nadtytułem – „Między organami a ołtarzem”. Autorka pisze o konferencji prasowej, zwołanej dzień wcześniej przez dyrektora Sali Organowej, Juliana Winnickiego. Cytuje słowa dyrektora: „Wspólnota rzymskokatolicka jest tu obecna fizycznie, jednak na płaszczyźnie prawa jej nie ma. Zarządza pomieszczeniem, ale za nic nie odpowiada. Nie mają nawet gaśnicy! Od 2005 roku biskup Leon Mały bezpodstawnie i jednostronnie odmówił podpisania umowy użytkowania tego pomieszczenia, opłaty usług komunalnych oraz uzgodnienia grafiku pracy. Suma długu parafian, potwierdzona przez Resort Kontrolu i Rewizji stanowi 3 tys. grywien. Ostatni telegra, wystosowany do Wasyla Kosiwa, zastępcy mera miasta do spraw humanitarnych, na razie pozostaje bez odpowiedzi.”

    „Budynek Muzyki organowej i kameralnej – kościół św. Marii Magdaleny – jest na bilansie miasta – tłumaczy biskup Leon Mały. W oparciu o decyzję Ministerstwa Kultury i Turystyki Ukrainy z dnia 27.04.2001 r. umowy użytkowania zabytków architektury, będących obiektami kultu religijnego, mogą być zawierane jedynie między jednostką, na której bilansie jest obiekt a wspólnotą religijną. Niejednokrotnie apelowałem do kierownika Resortu Ochrony środowiska historycznego oraz mera Lwowa, Andrija Sadowoho z prośbą o podpisanie takiej umowy, jednak wszystkie apele pozostają bez odpowiedzi.” – powiedział ks. biskup Leon Mały.

    Autorka tekstu wykonała zdjęcie ołtarza kościoła św. Marii Magdaleny. Podpis pod zdjęciem jest następujący: „Do kogo stanie twarzą merostwo – do ołtarza czy organów?”

    21 marca wydanie internetowe www.risu.org.ua (Religijne Systemy Informacyjne Ukrainy) opublikowało materiał pod tytułem: „Konflikt we Lwowie między proboszczem kościoła a dyrekcją Sali Organowej może się przekształcić w konflikt polityczny między Polską a Ukrainą”. Dodano, że tak twierdzi dyrektor Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej Julian Winnicki. „Twierdzi, że katolicy rzymscy mają zamiar odebrać salę organową i stwarzają ku temu różne sytuacje konfliktowe” – podaje dalej wspomniany portal. „Rada Miejska, do której należy Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej, podjęła zobowiązanie, aby przed Wielkanocą rozstrzygnąć problem. Jak poinformował Ołeksij Poburko, dyrektor departamentu polityki humanitarnej w Radzie Miejskiej, na początek warto szczegółowo się zapoznać ze wszystkimi dokumentami. „Chciałbym zaznaczyć, że mowa nie o przekazaniu budynku. Na ten rok w budżecie na Budynek Sali Organowej jest przeznaczona suma 237 tys. grywien. Na organizację festiwali – 50 tys. grywien”, - mówi urzędnik.

    Tymczasem wierni Kościoła rzymskokatolickiego powołują się na Ustawę Ukrainy „O wolności sumienia i organizacjach religijnych” z 1991 r., w oparciu o którą budowle sakralne winny być nieodpłatnie zwracane Kościołom” – tymi słowami kończy się informacja.

    22 marca br. wydanie „Gazeta po ukraińsku” na swojej stronie internetowej www.gpu.ua opublikowało komunikat „Katolicy modlą się między koncertami muzyki organowej” Podtytuł komunikatu głosi: „Administracja lwowskiego Budynku Muzyki Organowej oraz wspólnota rzymskokatolicka nie mogą podzielić pomieszczenia dawnego kościoła św. Marii Magdaleny.” „Koncerty muzyki klasycznej są tu organizowane od 1962 roku. W roku 2000 wznowiono nabożeństwa. Proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, 48-letni ksiądz Leon Mały od dwu lat odmawia podpisania umowy dzierżawy i płacenia świadczeń komunalnych. Dług wiernych stanowi ponad 3 tys. grywien”, - podaje wydanie. „Za jeden pobyt w świątyni musimy płacić 445 grywien. W roku 2004 sześciokrotnie nadpłaciliśmy za świadczenia komunalne, - zapewnia kapłan. – Budynek Muzyki Organowej jest dzierżawcą, podpisywanie z nim umowy jest niezgodne z prawem”. Dalej komunikat głosi: „Pracownicy budynku muzyki organowej są oburzeni postępowaniem wiernych.” „Na ścianach samowolnie poprzybijali obrazy. Na czas koncertów wyznaczają ceremonie chrztu. Chcieli otworzyć wejście centralne, obok którego na scenie są organy. To je zniszczy!” – rozpacza 44-letnia artystka zasłużona Ukrainy Natalia Dacko.

    Dyrektor Budynku Julian Winnicki, lat 46, obawia się, że sprawa gospodarcza z czasem zamieni się w polityczną. – Jeżeli sprawa sięgnie poziomu Prezydentów Ukrainy i Polski, zostaniemy zamknięci, aby został zlikwidowany sam konflikt” – mówi Winnicki. W merostwie zapewnia się, że Budynek Muzyki Organowej nie zostanie zamknięty. „Na jego funkcjonowanie przyznano prawie 238 tys. grywien. Jednak Kościół powinien płacić świadczenia komunalne”, -uważa dyrektor departamentu polityki humanitarnej Ołeksa Poburko.”

    23 marca br. dwa wydania internetowe www.kupol.lviv.ua oraz www.portal.lviv.ua opublikowały dwa jednakowe teksty pod tytułem: „Wierni przez szturm opanowali balkon Budynku Muzyki Organowej”. Czytamy w nich: „Dziś nieznani sprawcy opanowali balkon budynku muzyki organowej. Do nas podjechał samochód, z której wyszli ludzie, niosący ogromną drabinę. Wyleźli na balkon i umieścili na nim plakat z napisem: „Wierzymy w Boga, głodujemy, zwróćcie nam kościół św. Marii Magdaleny” – o tym opowiedział dziś, 23 marca, dyrektor Budynku Muzyki Organowej, pan Julian Winnicki. Według słów pana Winnickiego, ludzie, którzy umieścili plakat o swej wierze w Boga, wylali na pana Winnickiego wyzwiska. „Działania katolików rzymskich stały się niekontrolowane. Nasze koncerty odbywają się w atmosferze zdenerwowania. Z powodu katolików rzymskich została zerwana próba do koncertu ku czci Szewczenki. Na nas wywierano presję, żeby koncert Szewczenkowski wcale się nie odbył w niedzielę. Grafik organizacji koncertów i nabożeństw powinien być uzgadniany przez obie strony konfliktu. Niestety, teraz tego brak. W tym czasie, kiedy strona polska prowokuje konflikty, nasza władza lokalna milczy”, - powiedział Julian Winnicki.

    „Wczoraj do mnie z prośbą o to, bym złożył podanie o zwolnienie, zwrócił się Jurij Kuczeriawyj, naczelnik resortu kultury Rady Miejskiej, Potrzebę napisania takiego podania uzasadnił przez to, że nie radzę sobie z pracą”, - powiedział pan Winnicki, którego stan zdrowia po zgłoszeniu wymagań o zwolnienie znacznie się pogorszył.

    Przypominamy, że 20 marca została zwołana konferencja prasowa, na której omawiano uregulowania prawne w oparciu o ważne ustawodawstwo ukraińskie, dotyczące sprawy przebywania parafii w kościele św. Marii Magdaleny, który dzierżawi Budynek Muzyki Organowej od podmiotu, utrzymującego obiekt na swoim bilansie – Miejskiego Resortu Ochrony Środowiska historycznego. Powodem do zwołania konferencji prasowej było zerwanie przez parafian prób koncertów, zaplanowanych na 16 i 17 marca. Inną podstawą konfliktu między obiema stronami – Budynkiem Muzyki Organowej i Kameralnej a parafią kościoła św. Marii Magdaleny Kościoła rzymskokatolickiego jest stała odmowa spłacania długu za świadczenia komunalne.” – kończy się komunikat.

    23 marca Radio MAN na swoim portalu www.radioman.ua opublikowało komunikat: „Kobiety rozpoczęły głodówkę z powodu braku zrozumienia ze strony urzędnika”. „Od trzech dni w kościele św. Marii Magdaleny głosują dwie kobiety. Powodem tych radykalnych działań stało się traktowanie wiernych przez dyrektora Sali Organowej, do której należy pomieszczenie kościoła.” – głosi podtytuł. Dalej komunikat głosi: „Powietrze jest przesycone konfliktem i obrazami, chociaż od XV wieku to pomieszczenie należało jedynie do spokoju i modlitw. Administracja wymaga, żeby wspólnota rzymskokatolicka podpisała umowę dzierżawy. Jednocześnie, dyrektor Sali Organowej Julian Winnicki zapewnia, że nie zasiądzie do stołu rozmów, zanim nie uzyska ustnej zgody. Julian Winnicki: „Dwa lata i trzy miesiące – to paczka dokumentów i rozmowa milion razy. Nie. A dlaczego? Ponieważ on (proboszcz świątyni) nie zgadza się na podpisanie ukraińskich dokumentów prawnych, będąc obywatelem Ukrainy.

    Natomiast proboszcz świątyni, ksiądz Leon, mówi, że umowy nie można podpisać z przyczyn prawnych. Takie dokumenty mają być podpisywane między tymi, na czyim bilansie jest zabytek kultury a wspólnotą religijną. A pan Winnicki sam dzierżawi od władzy miasta pomieszczenie sali organowej. Tymczasem, parafianie kościoła nie są wpuszczani na nabożeństwa.

    „Było nawet bardzo śmiesznie, dlatego że przyszedł zastępca mera miasta, Wasyl Kosiw i też nie został wpuszczony. Przyjechał konsul Polski i go też nie wpuszczono” – powiedział „Faktom” ksiądz Leon Mały. Do pomieszczenia nie zostali wpuszczeni nie tylko urzędnicy, ale też pracownicy pogotowia. Na razie głodujące czują się dobrze, jednak nie mają zamiaru przerywać protestu dotąd, aż kościół zostanie zwrócony. Dodamy, że wspólnota rzymskokatolicka stara się o zwrot pomieszczeń kościoła, wyrażając zgodę na organizowanie w nim koncertów muzyki organowej.”

    24 marca na stronie internetowej Telewizji „5 kanał” ( www.5tv.com.ua) ukazała się informacja: ”We Lwowie trwa konflikt dookoła kościoła św. Marii Magdaleny”. Autorami są Aleksander Wawryszczuk i Jewhen Radion. Tekst głosi: „Piątą dobę z rzędu w sali koncertowej Lwowskiego Budynku Muzyki Organowej i kameralnej głodują dwie parafianki. Wymagają, żeby kościół św. Marii Magdaleny został przekazany na własność wspólnoty rzymskokatolickiej.” Kościół św. Marii Magdaleny został zamknięty w roku 1962, a po ćwierćwieczu tu urządzono Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej. W latach 90. ubiegłego wieku wspólnocie rzymskokatolickiej zezwolono na nieodpłatne odprawianie tu nabożeństw. Jedyne, czego się wymaga, to podpisanie umowy o udostępnieniu pomieszczeń państwowych. Konflikt wynikł niedawno – wedle słów dyrektora sali, parafianie odmawiają podpisywania umowy i nawet zrywają próby.”

    Julian Winnicki, dyrektor Budynku Muzyki Organowej i kameralnej we Lwowie: „Wszystko ma się odbywać na płaszczyźnie prawa. Już dawno miała być podpisana umowa, dotycząca bezpłatnego sprawowania nabożeństw w Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej we Lwowie. W trybie jednostronnym umowa została odrzucona przez księdza biskupa, który jest proboszczem parafii rzymskokatolickiej i jest odrzucana do dziś. Świadczenia komunalne nie są opłacane, świadczenia są otrzymywane.”
    „Księża odrzucają oskarżenia dyrektora. Mówią, że nie mają wobec Budynki Muzyki organowej żadnego zadłużenia. Natomiast jako powód konfliktu podają niechęć muzyków do tego, żeby mieć sąsiadów.”
    "Michał Duszenko, kapłan: „Tutaj przychodzą się modlić prości ludzie. Proszą o to, żeby im zwrócono kościół. Oddajcie Bogu to, co boskie. Nie prosimy o nic więcej, nie chcemy nic nikomu odbierać.”
    „Głodujące, które od pięciu dni z rzędu nie opuszczają sali koncertowej, popierają kapłana. Mówią, że pozostaną tu dotąd, aż budowla zostanie przekazana wspólnocie rzymskokatolickiej.”
    „Ile jeszcze będzie trwał konflikt – i czym się może skończyć – dziś nie wiadomo. Strony nie są gotowe iść na wzajemne ustępstwa, ale wszystko zależy od władzy miasta, która na razie milczy”

    W dniu 26 marca br. Konstanty Czawaga, dziennikarz redakcji ukraińskiej „Radia Watykańskiego” i pisma „Radość Wiary” oraz stały korespondent KAI, którego nazwisko jest znane naszym stałym Czytelnikom, podał do wspomnianego radia komunikat o głodówce w kościele św. Marii Magdaleny: „25 marca we Lwowie w świątyni rzymskokatolickiej pw. św. Marii Magdaleny kolejna parafianka dołączyła do dwu kobiet, które już od tygodnia stosują głodówkę protestacyjną, wymagając od władzy lokalnej oddania świątyni, w której od czasów sowieckich mieści się Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej. Administrator parafii, lwowski biskup pomocniczy Leon Mały, oświadczył, że prosił te parafianki, by nie głodowały, jednak nie może im tego zabronić. „Ludzie pragną tej świątyni, chcą tu się modlić, od 15 lat proszą o zwrot świątyni, a nam się zarzuca, że jesteśmy tu nieprawnie, że to nie kościół, a Budynek Muzyki Organowej”, - mówił biskup Leon Mały przed niedzielną Mszą świętą. – Będę z wami i będę „nieprawnie” się modlił w tej świątyni.” „W sprawie zwrotu kościoła parafianie skierowali listy do organów władzy i społeczności.” – podał K. Czawaga. Do informacji dołączył list przedstawicieli organizacji polskich Lwowa do prezydenta Wiktora Juszczenki.

    27 marca, kiedy już było wiadomo, że parafianki kościoła św. Marii Magdaleny zaprzestały protestu, ukazał się kolejny numer gazety „Wysoki Zamek” z tekstem „Będę głodowała i spała w trumnie.” Nadtytuł ten sam – „Między organami a ołtarzem.” Autorkami tekstu są Ołena Łań, Iryna Semeniw, Bożena Gorodnicka, Iryna Kuszyńska. Oto fragmenty tekstu:
    „Konflikt gospodarczy między dyrekcją Lwowskiego Budynku Muzyki organowej i Kameralnej a wspólnotą rzymskokatolicką kościoła św. Marii Magdaleny przekształca się w prawdziwą wojnę. Jeżeli władza miasta nadal będzie zachowywała bezczynność – są możliwe ofiary.” Gazeta cytuje wypowiedź pana Juliana Winnickiego: „Merostwo nie reaguje na moje listy i telegramy. A zastępca kierownika resortu kultury Jurij Kuczeriawyj zaproponował mi złożenie podania o zwolnienie. Oczywiście, nie mam zamiaru tego robić. Wczoraj w Radzie Obwodowej odbyło się posiedzenie komisji, która omawiała sytuację we lwowskim Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej, jednak z Rady Miejskiej nikt nie przyszedł, co nie na żarty oburzyło wysokich urzędników. Jeśli chodzi o głodujących, to, jak się zdaje, do tego protestu je sprowokował biskup Leon Mały, który wprowadza parafię w błąd. Po chrześcijańsku współczuję głodującym. Nawet zezwalam na to, żeby ich grupa wsparcia – 10-15 osób – korzystała z naszych usług komunalnych. A tym czasem aktywiści wspólnoty rzymskokatolickiej opanowali balkon, na którym powiesili plakat protestacyjny z napisem: „My chcemy Boga! Głodujemy! Zwróćcie nasz kościół!”
    Gazeta zacytowała też wypowiedź pani Haliny Makowskiej: „ Mamy tylko jeden wymóg, – aby kościół był kościołem. Nigdzie na świecie nie słuchają muzyki organowej, będąc obróconymi tyłem do ołtarza. Julian Winnicki mówi, że jest na swojej ziemi i może robić, co mu się zechce. Do nas już przychodzili stróże prawa, a w nocy zajrzał zastępca mera d.s. humanitarnych Wasyl Kosiw. Zapytał: „Po co to robicie? Chyba nie rozumiecie, że jest 90 deputowanych, którzy nie będą głosowali za tym, żeby wam zwrócono kościół.” Jeśli chodzi o plakat – to nie jest nasza sprawa, ale jesteśmy wdzięczne osobom, które nas wspierają w ten sposób. Nie wyjdę stąd. Nawet prosiłam, żeby tu przyniesiono trumnę – będę w niej spała. Dlaczego w XXI wieku jest zamykany kościół, którego parafia liczy 900 osób?”
    Dalej wydanie pisze: „Jeżeli sytuacja będzie się rozwijała w ten sposób nadal, uważają politycy lwowscy, to greko-katolicy zaczną organizować takie same akcje w Polsce, wymagając oddania świątyń ukraińskich.”
    Gazeta podaje tu też dwie wypowiedzi wysokich urzędników.
    Taras Batenko, zastępca przewodniczącego Lwowskiej Administracji Obwodowej:
    „Sytuacja, która się składa, stwarza zagrożenie stosunkom ukraińsko-polskim. Wspólnota rzymskokatolicka na czele z biskupem Małym w ciągu roku świadomie zwleka z podpisaniem umowy z Budynkiem Muzyki Organowej i Kameralnej o dzierżawie jego pomieszczenia przez kościół św. Marii Magdaleny i nie płaci za świadczenia komunalne. Nie ma żadnych podstaw prawnych, by parafia działała w ten sposób. Uważam, że ten problem stworzono sztucznie i on może być rozwiązany z udziałem Kurii Kościoła Rzymskokatolickiego, zwłaszcza kardynała Jaworskiego. Nie chciałbym, żeby sytuacja była nakręcana przez różne koła polityczne na Ukrainie i w Polsce, a tym bardziej – by wychodziła na poziom międzynarodowy. Rozmawiałem z biskupem Marianem Buczkiem, który jest prawą ręką kardynała Jaworskiego. Obiecał, że rozwiąże tą sprawę. Osobiście się zwracałem do Andrija Sadowoho, który obiecał, że się spotka z kardynałem Jaworskim, jednak, wedle moich informacji, takie spotkanie dotąd się nie odbyło. Nie możemy zwlekać, trzeba jak najszybciej zamknąć ten problem. Oznacza to, że biskup Mały powinien działać na płaszczyźnie prawa, a nie używać plotek i chętek, wreszcie podpisać umowę, dotyczącą Sali Organowej i normalnie współistnieć z nim w granicach prawa.”

    „- Czemu Pan się samoczynnie odsuwa od rozwiązania problemu?” – takie pytanie zadali dziennikarze merowi Andrijowi Sadowemu. Oto odpowiedź: „Chciałbym mówić językiem faktów. W swoim czasie było wiele apeli o przekazanie Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej Kościołowi rzymskokatolickiemu, „bo to nasze, myśmy to zbudowali.” Przejrzeliśmy dokumenty archiwów i okazało się, że ta budowla została postawiona za koszty, zebrane przez społeczność miasta Lwowa i zawsze była przekazywana w dzierżawę katolikom rzymskim dla nabożeństw. Obecnie my to właśnie proponujemy. Stanowisko katolików rzymskich, moim zdaniem, jest nie całkiem adekwatne. W Rydze także jest kościół, w którym obok koncertów muzyki organowej są odprawiane Msze Święte i to nikomu nie szkodzi. Proponujemy ten sam model, ale wspólnota czemuś nie chce tego zrozumieć, a próbuje cisnąć na władzę, urządzając te lub inne akcje protestacyjne. Blisko trzy miesiące temu rozmawiałem z księdzem biskupem Leonem Małym oraz kardynałem Jaworskim i wytłumaczyłem stanowisko miasta. Ono nie może być inne. To stanowisko popiera również społeczność Lwowa. Niestety, do dziś rzymo-katolicy nie mają chęci zawierać odpowiedniej umowy. Długo prosiliśmy ich, aby podali nam swe dokumenty, a gdy wreszcie otrzymaliśmy tekst – był w nim wymóg umożliwienia sprawowania Mszy św. codziennie – rano i wieczorem. To znaczy, że trzeba zamykać znaną na całym świecie Salę Organową. Nigdy się na to nie zgodzimy. Prosiłbym rzymo-katolików, aby szanowali wszystkich lwowian, także przedstawicieli innych wyznań. Od wielu lat wspólnota kościoła św. Marii Magdaleny współpracuje z miejskim resortem kultury. Najpierw prosiła o pozwolenie na odprawianie Mszy Świętej w Budynku Muzyki Organowej raz w miesiącu, potem – trochę częściej, a zaraz doszło do tego, żeby codziennie i od rana do wieczora. Nie jesteśmy przeciwni temu, żeby nabożeństwa się odbywały codziennie rano – od ósmej do wpół do dziewiątej, – kiedy na Sali Organowej nie ma prób. Do tego – w 12 najważniejszych dniach świątecznych, kiedy nabożeństwa są odprawiane wieczorem. Proszę bardzo. To mądre stanowisko, które powinno odpowiadać wszystkim. Wspólnota rzymskokatolicka powinna podpisać umowę właśnie takiej dzierżawy z miejskim resortem kultury oraz zarządem ochrony środowiska historycznego, na bilansie którego jest Budynek.

    Nie widzę żadnej krytyczności sytuacji, która wynikła. Widzę niechęć jednej ze stron do tego, by szanować zdrowy rozsądek oraz stanowisko innej. Prosiłbym, żeby hierarchowie Kościoła przekazali swej społeczności prawidłowe, cywilizowane podejście do tego problemu. Jeżeli duchowieństwo rzymskokatolickie będzie stało z boku i spokojnie obserwowało to, co się dzieje, to będzie niedobrze. Na razie widziałem kilkadziesiąt listów kardynała Jaworskiego do Prezydenta Ukrainy i pierwszych osób w rządzie z prośbą o przekazanie pomieszczeń Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej na własność. Na jakiej podstawie? Rozmowa o takich rzeczach – to droga nie w tym kierunku.
    Z drugiej strony, biskup Mały stale współpracuje z kierownikiem miejskiego resortu kultury oraz moim zastępcą, panem Kosiwym. Do tej pracy aktywnie się włączył Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej pan Osuchowski. Rozmawia o sprawach wspólnoty rzymskokatolickiej. Jest prowadzona normalna dyskusja. Po prostu ktoś teraz chce wykorzystać tę sytuację w obronie własnych interesów. To nie jest prawidłowe. W okresie Wielkiego Postu i przed Wielkanocą trzeba wykazywać mądrość, tolerancję i wzajemny szacunek.
    - Czy teraz Pan się spotka z kardynałem Jaworskim?
    - Jestem gotów się spotykać z kim trzeba i ile trzeba, jeżeli zobaczę chęć do tego ze strony kardynała Jaworskiego, jednak sam nie będę inicjował takiego spotkania. Moje stanowisko w ostatnich trzech miesiącach nie uległo zmianie.”

    Na koniec – publikacja w piśmie „Lwiwska gazeta” z dnia 27 marca br., która pośrednio dotyczy sprawy kościoła św. Marii Magdaleny. Autorem tekstu jest Jakub Łoginow z Gdańska. Tytuł: „Polakom nie zależy na porozumieniu.
    „Czytając prasę polską, można pomyśleć, że między Polską a Ukrainą nie ma już poważnych problemów do rozwiązania”, - tak rozpoczyna swój tekst dziennikarz. „Nie trzeba rozwiązywać skandalicznego problemu na wspólnej granicy, która izoluje Ukrainę od Europy oraz jest przyczyną zubożenia Ziemi Lwowskiej. Natomiast uwaga redaktorów polskich się skupiła na marginesowym konflikcie dookoła kościoła św. Marii Magdaleny. Nadzwyczaj szybko odreagował na tę sprawę także Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie, pan Wiesław Osuchowski.” Dalej mowa o nocie protestu, skierowanej przez Pana Ambasadora do gubernatora Piotra Olijnyka. „Widocznie, Polska zdecydowała, że sprawa kościoła – to dla stosunków polsko ukraińskich sprawa najwyższej wagi.” Potem jest mowa o tym, że pan Osuchowski oraz dziennikarze się nie przejmują sytuacją na granicy.

    Nic dodać, nic ująć. Stanowiska są aż nadto przejrzyste, więc odpowiednie wnioski wyciągniecie Państwo sami.

    Przygotowała Irena Masalska


    OBECNE LOSY KOŚCIOŁÓW LWOWSKICH (BĘDĄCYCH PRZED WOJNĄ KOŚCIOŁAMI RZYMSKOKATOLICKIMI)

    Patrz także: Powojenne losy lwowskich kościołów

    Lp. Dawniej Obecnie Adres
    1 Kościół św.Anny Cerkiew greckokatolicka pw. św.Anny ul. Gródecka 32
    2 Kościół św.Elżbiety Cerkiew greckokatolicka pw.św.Olgi i Jelizawiety pl.Kropiwnickiego 1
    3 Kościół św.Jana Chrzciciela Muzeum pl.Stary Rynek
    4 Kościół św.Łazarza Cerkiew greckokatolicka pw. św.Łazarza ul.Kopernika 27, Kalecza Góra
    5 Kościół św.Marcina dom modlitewny chrześcijan wiary ewangelickiej ul.Żółkiewska 8
    6 Kościół św.Mikołaja prawosławna cerkiew pw. Pokrowy NM Panny ul. Hruszewskiego 2
    7 Kościół św.Zofii Cerkiew greckokatolicka pw. św. Sofii ul.Franki 121a
    8 Kościół św.Teresy gmach Politechniki Lwowskiej ul.Bandery 32-32a
    9 Kościół św.Wojciecha Cerkiew greckokatolicka pw. Męczennika Jozafata ul.Dowbusza 24
    10 Kościół św.Kazimierza kaplica szkoły milicji ul. Krzywonosa 1
    11 Kościół SS.Benedyktynek Łacińskich Cerkiew greckokatolicka pw. Wszystkich Świętych ul.Wiczewa
    12 Kościół OO.Bernardynów pw. św.Andrzeja Cerkiew greckokatolicka pw. św.Andrzeja pl.Soborny 3
    13 Kościół OO.Dominikanów pw.Bożego Ciała Cerkiew greckokatolicka pw. Bożego Ciała pl.Muzealny
    14 Kościół OO.Karmelitów pw. św.Michała Cerkiew greckokatolicka pw. św.Michała ul.Winniczenki 22
    15 Kościół SS.Karmelitanek Bosych Cerkiew greckokatolicka ul.Terszakiwców
    16 Kościół SS.Sakramentek pw.Zaślubin NMP Greckokatolicka cerkiew akademicka ul. Gródecka 32
    17 Kościół SS.Klarysek Muzeum rzeźby Jana Jerzego Pinsla pl.Mytny 1
    18 Kościół OO.Reformatów Cerkiew greckokatolicka pw. św.Andrzeja Apostoła ul.Szewczenki 66
    19 Kościół OO.Franciszkanów Dom modlitewny Adwentystów Dnia Siódmego ul.Korolenki 1
    20 Kościół SS.Franciszkanek Prawosławna cerkiew pw. św.Jana Chryzostoma ul.Łysenki 41-43
    21 Kościół SS.Józefitek Cerkiew greckokatolicka pw. św.Kosmy i Damiana ul.Łysenki 45
    22 Kościół OO.Jezuitów św.Piotra i Pawła Magazyn, zbiory ossolińskie pl. Jaworskiego/ul.Teatralna
    23 Kościół OO.Zmartwychwstańców Gmina chrześcijan wiary ewangelickiej ul.Piekarska 59
    24 Kościół Matki Bożej Gromnicznej Cerkiew greckokatolicka pw. Ofiarowania Pańskiego ul.Winniczenki 30a
    25 Kościół MB Ostrobramskiej Cerkiew greckokatolicka pw. Pokrowy NMP ul.Łyczakowka 175
    26 Kościół MB Śnieżnej Cerkiew greckokatolicka pw. MB Nieustającej Pomocy pl.Jarosława Osmomysła
    25 Kościół SS. Benedyktynek ormiańskich Cerkiew greckokatolicka Pohulanka
    26 Kościół św.Marii Magdaleny Sala organowa ul. Bandery 8
    Kościoły rzymskokatolickie czynne przez cały okres władzy radzieckiej
    27 Kościół Katedralny pl. Kapitulny
    28 Kościół św.Antoniego ul. Łyczakowska


      Zarys dziejów kościoła

      Patrz także: Zarys dziejów kościoła i parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie

      Rzymskokatolicki kościół p.w. św.Marii Magdaleny wybudowano we Lwowie w XVII wieku wg. projektu Wojciecha Kielara i Jana Godnego. Fundatorką świątyni (obecnie najstarsza część świątyni stanowi prezbiterium) w roku 1600 była Anna Pstrokońska. Świątynię rozbudowano wg. projektu Macieja Urbanika pod koniec wieku XVII przez zakon OO.Dominikanów. Dominikanie byli gospodarzami kościoła i klasztoru do momentu kasaty józefińskiej. W 1784 roku klasztor przechodzi na własność Państwowego Funduszu Religijnego. Fundusz odsprzedaje zabudowania galicyjskiemu Funduszowi Policyjnemu w roku 1841. W klasztorze urządzono dom poprawy i pracy przymusowej, później przekształcony na więzienie dla kobiet. Kościół natomiast oddano do dyspozycji archidiecezji lwowskiej - pełnił funkcję kościoła parafialnego. Ponieważ gmachy klasztorne były zajęte przez władze austriackie, obok kościoła wybudowano plebanię.

      Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w dwudziestoleciu międzywojennym dokonano wielu zmian. Zlikwidowano więzienie z gmachu poklasztornego, sam gmach władze polskie przekazały Politechnice Lwowskiej.

      W 1927 roku powstaje Komitet Odnowy Kościoła św. Marii Magdaleny. Dzięki komitetowi zostały przeprowadzone prace konserwatorskie: powstaje mensa ołtarzowa, nowe baptyserium ozdobione freskami Jana Henryka Rosena (jego autorstwa są malowidła w katedrze ormiańskiej we Lwowie i malowidła w papieskiej kaplicy w Castel Gandolfo).

      Okres międzywojenny to przede wszystkim działalnośc ks.Gerarda Szmyda - prekursora odnowy liturgicznej w Polsce. (Gerard Szmyd 1885 - 1938, doktor św. teologii. Studiował teologię na Uniwersytecie Lwowskim. W 1910 przyjął święcenia kapłańskie. Był profesorem w IV gimnazjum im. Jana Długosza we Lwowie i przewodniczącym Zarządu Lwowskiego Związku Harcerstwa Polskiego. W listopadzie 1918 brał udział w obronie Lwowa, w latach 1920 i 1925 - 1930 był kapelanem Wojska Polskiego. Honorowy kanonik kapituły lwowskiej i członek Polskiego Towarzystwa Teologicznego, w latach 1930-1938 proboszcz parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie. Sędzia synodalny, proboszcz konsultor, wizytator szkół, asystent kościelny Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet, liturgista, kerygmatyk, wychowawca młodzieży, miłośnik ruchu liturgicznego, badacz naukowy, autor wielu publikacji, podręczników dla gimnazjum i mszalików polsko - łacińskich. Zmarł 11 XII 1938 r. we Lwowie. Pochowany na cmentarzu Obrońców Lwowa).

      Kościół pełnił funkcje sakralne do roku 1945. Po ekspatriacji ze Lwowa duchowieństwa i wiernych, świątynia przez pewien czas była zamknięta. Otwarta w 1946 i czynna do października 1962. Kolejno posługę kapłańską sprawowali w kościele ks.ppłk Zygmunt Truszkowski (1876-1949), o.Marcin Karaś (1910-2003), o.Rafał Kiernicki OFM Conv (1912-1995), ks.prałat Zygmunt Hałuniewicz (1889-1974).

      W marcu 1962 ks.Hałuniewicz otrzymuje zakaz celebrowania nabożeństw. Parafię udaje się utrzymać do października tegoż roku.
      W świątyni przekazanej Politechnice Lwowskiej urządzono klub młodzieżowy, a następnie salę organową, funkcjonującą do chwili obecnej. Bogate wyposażenie kościoła - ołtarze boczne, obrazy, rzeżby, konfesjonały, klęczniki, ławki przejęte zostały przez władze: częściowo zniszczone, częśc stanowi wyposażenie muzeów.

      Baptyserium przerobiono na sanitariaty - funkcjonują do chwili obecnej. Wieże kościelne pozbawiono krzyży, z przykościelnego placu usunięto figurę Matki Bożej, zdewastowano kapliczkę z 1580 roku, wkomponowaną w ogrodzenie plebanii. Jedyną pozostałością po dawnej świetności jest ołtarz główny, organy i epitafia (ze zniszczonymi elementami dekoracyjnymi)


      Fotoreportaż z kościoła św. Marii Magdaleny z maja 2005 roku

      Niedzielna msza w kościele Marii Magdaleny, ... wypożyczanym (odpłatnie) przez wiernych od dyrekcji lwowskiej filharmonii.
      W 1962 roku władze sowieckie zamknęły kościół, usunęły piękne zabytkowe wyposażenie, urządzając w nim następnie salę organową lwowskiej filharmonii.
      Teraz wspólnota katolicka walczy o odzyskanie parafialnego kościoła, jedynego w tej części Lwowa.
      Jak na razie bezskutecznie, bo podobno kościół świeci pustkami...

             

      Baptyserium z freskami Jana Henryka Rosena zamieniono na ... toaletę, cenne freski oczywiście zamalowano.
      W mikroskopijnym pokoiku urządzono zakrystię (bo faktyczną zajmuje dyrekcja sali organowej), w sąsiednim zagraconym magazynku przebierają się ministranci.

           


      W czasie mszy pani bileterka filharmonii pilnuje dobytku siedząc w swoim "kantorku", po zakończonej mszy wierni tłoczą się w ciasnym bocznym wyjściu, gdyż główne pozostaje zamknięte. Nad nimi, po prawej, tablica pamiątkowa profesora Bronisława Gubrynowicza.

         

      Po każdej mszy ksiądz wynosi z kościoła Najświętszy Sakrament do samochodu, by zawieźć go w bezpieczne miejsce

       

      Fotografie: Stanisław Kosiedowski


      GAZETA POLSKA, 28 grudnia 2005

      "Taras łypie na ołtarz"

      Katarzyna Hejke

      „Co by powiedział Lenin, gdyby widział, jak mnie traktujecie!”. Opowiedział, że przed laty jego rodzina pomogła późniejszemu wodzowi rewolucji. Gdy był bez grosza, przodek kapelana pożyczył mu pieniądze. Zdezorientowani enkawudziści zażądali dowodu – ks. Truszkowski odnalazł wśród rodzinnych pamiątek odręczne listy z podpisem Włodzimierza Ilicza. I tak lwowskie NKWD skapitulowało przed siłą relikwii komunistycznego bożka. Duchowny wyszedł na wolność i oddano mu upragnioną świątynię.

      Centralna część Lwowa. U zbiegu ulic Bandery (dawniej Leona Sapiehy) i Doroszenki (dawniej Sykstuskiej) dostojny barokowy kościół pw. św. Marii Magdaleny. O jego tragicznej historii ostatnich kilkudziesięciu lat najwięcej mówią zabudowane główne drzwi i okienko z napisem „kasa”, obok którego przechodzą wierni idąc na mszę.

      Gdy we Lwowie nastał Związek Sowiecki, świątynie znacjonalizowano – z kilkudziesięciu wiernym pozostawiono jedynie trzy: katedrę, kościół pw. św. Antoniego i położony w centrum kościół św. Marii Magdaleny. Sukcesy w gromieniu Niemców umocniły komunistów – w 1944 r. władza ludowa zakazała katolikom odprawiania nabożeństw w kościele św. Marii Magdaleny. Świątynię przeznaczono do celów świeckich. Ów plan zostałby niechybnie zrealizowany, gdyby nie sprytne działanie jednego z lwowskich duchownych.

      W 1948 r. z zesłania na Syberię wrócił ks. Truszkowski, przedwojenny kapelan wojskowy. Rozpoczął walkę o odzyskanie zamkniętego kilka lat wcześniej kościoła. Determinacja duchownego wkrótce spotkała się z ostrą reakcją miejscowego NKWD. Kapelana Truszkowskiego wezwano na przesłuchanie. Gdy przed duchownym stanęła perspektywa długiego więzienia, niespodziewanie uratowało go od łagru wspomnienie Lenina. Na jednym z przesłuchań ksiądz odważył się powiedzieć do agresywnych śledczych zdanie, które zupełnie zbiło ich z tropu: „Co by powiedział Lenin, gdyby widział, jak mnie traktujecie!”. Opowiedział, że przed laty jego rodzina pomogła późniejszemu wodzowi rewolucji. Gdy był bez grosza, przodek kapelana pożyczył mu pieniądze. Zdezorientowani enkawudziści zażądali dowodu – ks. Truszkowski odnalazł wśród rodzinnych pamiątek odręczne listy z podpisem Włodzimierza Iljicza. I tak lwowskie NKWD skapitulowało przed siłą relikwii komunistycznego bożka. Duchowny wyszedł na wolność i oddano mu upragnioną świątynię. Przez następne 14 lat w kościele św. Marii Magdaleny odprawiano msze.

      W 1962 r., gdy nie było już kapelana Truszkowskiego, lwowskie władze ponownie zainteresowały się świątynią. Tym razem nie było ratunku. Barokowy kościół zamieniono na salę koncertową. Organizowała w niej imprezy głównie miejscowa politechnika. Ołtarz zasłonięto kotarą, ambonę zdemontowano, a w kaplicy chrzcielnej urządzono toalety, pozbywając się przy okazji drogocennych fresków. Były tu i bale, potańcówki, napuszone akademie, odczyty, zebrania i koncerty. By poprawić akustykę, ówcześni włodarze świątyni kazali zamurować główne wejście. Pod sklepieniem zamontowano duży metalowy ekran.

      Nowe stare zwyczaje

      Gdy Związek Sowiecki przestał istnieć, a Ukraina proklamowała niepodległość, kościół św. Marii Magdaleny stał się własnością komunalną Lwowa. Mylili się jednak ci, którzy liczyli na upadek bolszewickich praktyk i zwrot świątyni prawowitym właścicielom – rzymskokatolickiej parafii. Magistrat postanowił kontynuować tradycję – kościół pozostał budynkiem świeckim, przemianowano go na salę koncertową muzyki organowo-kameralnej. Taki charakter ma po dziś dzień, choć od ponad pięciu lat na Ukrainie obowiązuje dekret prezydenta, w myśl którego wszelkie budynki sakralne zarekwirowane w czasach sowieckich powinny wrócić do wspólnot, z myślą o których były budowane.

      Dziś świątynię otacza atmosfera schizofrenii. W dni powszednie między godz. 8.00 a 9.00 kościół jest kościołem, później zamienia się w filharmonię, a nawet salę do wynajęcia. W niedzielę o godz. 9.00 powraca do sakralnego przeznaczenia, by po półtorej godzinie znowu stać się budynkiem świeckim.

      Zwierzchnikiem dzisiejszego kościoła Marii Magdaleny jest ukraińskie ministerstwo kultury. Świątynią administruje podległy mu dyrektor. Parafia katolicka jest jego petentem. Przez lata wierni musieli uiszczać comiesięczne opłaty za możliwość odprawiania codziennego nabożeństwa. Stawka była wysoka – kilkaset hrywien – kilkakrotność przeciętnej w tym kraju pensji. W końcu okazało się, że haracze za pozwolenie na modlitwę we własnym kościele pobierane były nielegalnie. Dziś za godzinę obecności w kościele raz dziennie parafia nie musi uiszczać żadnych opłat. Płacić trzeba jednak za wszelkie ponadprogramowe uroczystości – choćby mszę z okazji rozpoczęcie roku szkolnego. Obowiązujący w tym roku cennik to 100 hrywien, ok. 70 polskich złotych za nabożeństwo ekstra.

      Biuro w zakrystii

      Dyrektor sali koncertowej w kościele św. Marii Magdaleny jest zachwycony swoją instytucją. Chełpi się odznaczeniem przyznanym przez władze RP za propagowanie kultury polskiej, nie dostrzega niezręczności sytuacji. Jego ego wzmocniła w marcu tego roku „Polityka”. W artykule „Kościół niezgody” Natalia Gańko rozpływała się nad poziomem repertuaru sali koncertowej w kościele i ubolewała nad marnością parafian, którzy chcieliby korzystać ze świątyni swobodnie, zgodnie z przyjętymi w cywilizowanym świecie wieki temu standardami.

      Tymczasem wierni z kościoła pw. św. Marii Magdaleny nie chcą zaprzestania koncertów organowych, przeciwnie – z przyjemnością byliby ich słuchaczami. Zależy im na uszanowaniu świętości tego miejsca, na przyjęciu za priorytetową jego misji sakralnej. – Przez dziesięciolecia komunizm pozbawiał ludzi godności, zwalczał Boga. Nie będzie ani wolności, ani demokracji, gdy punktem odniesienia nadal będą zwyczaje rodem z bolszewizmu, tłumaczą.

      Administratorzy dzisiejszej sali koncertowej w barokowej świątyni nie są skorzy do porozumienia. W czasie porannych mszy zarządzają generalne porządki – mycie i pastowanie sceny usytuowanej vis a vis ołtarza, wycieranie ławek. W sobotnie i niedzielne wieczory w kościele odbywają się nie tylko koncerty, ale i występy taneczne. Dyrekcja urzęduje w zakrystii, w korytarzu przy wejściu do głównej nawy kościoła działa ustanowiona jeszcze za Sowietów kasa. W świątyni organizowane są imprezy sponsorowane, rozwieszane reklamy opłacających je firm. Nad sceną dekoracje – wisiał tu już i ukraiński poeta Taras Szewczenko i szef UPA Stiepan Bandera. W gablocie przed wejściem do kościoła rozwieszono plakaty, nie ma tabliczki informującej o wielowiekowej historii „sali koncertowej”.

      Ponad rok temu dziesiątki tysięcy Ukraińców walczyły o poszanowanie reguł demokracji. Pomarańczowa rewolucja stała się rozpoznawalnym na świecie symbolem ich walki o swobody obywatelskie i lepsze państwo. Los lwowskiej świątyni pw. św. Marii Magdaleny obnaża smutną prawdę – marzący o integracji z Unią Europejską nasi wschodni sąsiedzi mizernie radzą sobie z pozbywaniem się komunistycznych przyzwyczajeń.

      Katarzyna Hejke


      "Polityka", 19 marca 2005 r.

      "Kościół niezgody"

      Natalia Gańko

      Polscy parafianie kontra ukraiński Dom Muzyki: spór o świątynię we Lwowie

      Pomarańczowa Rewolucja zaostrzyła ukraińskie apetyty na to co narodowe. Parafianie polskiego kościoła zamienionego kiedyś na Dom Muzyki liczą, że egzorcyzmy wypędzą zło i pomogą nowej władzy podjąć dobre decyzje.

      Zakrystian Józef Stadnik głosował na Janukowycza mając na względzie dobro parafii. (Nie bez znaczenia był dla Józefa przedwyborczy gest władzy, podwyższona do 280 hrywien emerytura, na polskie to 175 zł). Bo kto, jak nie były premier i kandydat na prezydenta załatwił w 2004 r. zwrot katedry lwowskim Ormianom?

      Parafia ormiańska, jak polska, została zabrana po wojnie przez Rosję sowiecką. U Ormian zrobiono wielką graciarnię. U Polaków w kościele św. Marii Magdaleny – Narodowy Dom Muzyki Organowej: biuro w zakrystii, klozety w baptysterium. Zniknęły krzyże z dachu, boczne ołtarze, kazalnica oraz barokowe ławki.

      Dziś tylko prezbiterium pełni funkcje sakralne. Za mszę trzeba płacić 100 hrywien w ukraińskiej kasie dyrektora Domu Muzyki. Parafianie do wynajmowanego kościoła wchodzą jak służba, bocznymi drzwiami. Powód: zamurowane główne wejście; stoi przy nim wielka scena, wiszą dekoracje.

      W nawie głównej są nowe ławki, miejsca numerowane, jak w teatrze. Rano polska msza, wieczorem (tyłem do ołtarza) koncert ukraiński, oklaski. Dyrektor Domu Muzyki Julian Winnicki widzi szansę współpracy, mówi po polsku: – Mnie woda święcona w biurze wcale nie przeszkadza. A kościelne organy są najlepsze na całej Ukrainie. Korzystajmy z nich razem.

      Zwrotu kościelnych nieruchomości i świętych sprzętów chce biskup Leon Mały. Przyjechał do Lwowa z Kazachstanu jako specjalista od trudnych sytuacji. W październiku 2004 r. spisał petycję, wysłał do Kijowa. – Odpisali, że po wyborach prezydenckich poważnie zajmą się sprawą. Teraz nic nie wiadomo. Dobrze, że parafianie odprawiają egzorcyzmy. Od stycznia co rano.

      Modły, 8 rano

      Pokornie prosimy, rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie strąciły do piekła. Amen – ostatnia sekwencja egzorcyzmu zamyka modlitwy poranne. Starsze panie w skupieniu wstają, poprawiają czapki. Przed wyjściem jeszcze znak krzyża przy maleńkiej przenośnej kropielnicy, pod napisem: „Kasa”. To tu, według parafianek, przebiega główna granica między profanum i sacrum. – Kasa w kościele katolickim to grzech, choć, owszem, dopuszcza się dostojne koncerty na organy – mówi Alina Węgier, emerytowana pediatra (po wojnie została we Lwowie z powodu ważnej społecznie pracy w szpitalu).

      Pani Lusia, sopran w chórze Lutnia (wyjazd do Polski z kresowej ojczyzny byłby dla niej rejteradą): – Na koncertach Ukraińcy ciągle nam zsuwają ławki, żeby ksiądz nie mógł przechodzić ze świętą monstrancją. Robimy porządek, to słyszymy skargi, że rysujemy posadzkę, szacunku do zabytków nie mamy. Fakt, trochę rysujemy, ale posadzkę polską – własną.

      Przy drzwiach stoją już Ukrainki, sprzątaczki. Liczą, kręcą głowami: adin, dwa, tri..., dziesiat..., tylko wosiemnaście. Czy warto? Dla osiemnastu starowinek robić z ukraińskiej sali koncertowej parafię? Tylko w niedzielę na mszę nawet z Łyczakowa tramwajem dojeżdżają Polacy. – Siłę demonstrują – mówi sprzątająca Halina. – Za oknem dwudziesty pierwszy wiek, a Poljacy jak nie łokciami, to egzorcyzmami z nami walczą.

      400 lat wcześniej

      Od zwalczania pogaństwa zaczyna się historia Kościoła: w 1600 r. polska szlachcianka Anna Pstrokońska nakazała wśród otaczających lwowski gród chałup pobudować kaplicę z freskami. Na nich historia świętej grzesznicy Marii Magdaleny w obrazkach – zrozumiała nawet dla wiejskich analfabetów, budzi ich zachwyt.

      Pstrokońska opiekę nad kaplicą powierzyła dominikanom przybyłym na prawosławną Ruś z zamiarem misjonarskim. Powstał kościół, obok klasztor. W XVII w. rozbudowane w stylu barokowym budynki siłą zajmuje Chmielnicki, pod jego wodzą zbuntowane przeciw polskim rządom ukraińskie Kozactwo. Wreszcie rozbiór Rzeczypospolitej przynosi w 1787 r. kasację. Austriacki cesarz Józef będzie śmiał się z efektów katolickiej chrystianizacji Galicji Wschodniej. Zarekwiruje wszystkie kościoły we Lwowie (w tym św. Marii Magdaleny), zapłaci za nie nowo utworzonemu Funduszowi Religijnemu na rzecz nauk księży i katechezy parafian. Bo co z tego, że Rusini pacierze już znają. Gdy w 1800 r. w Suchej Woli pod Lwowem wybucha w oborach zaraza – ludzie komunię po kryjomu do kieszeni spluwają i biegną z nią do chorych krów, cudu uzdrowienia czekają.

      – Po austriackich reformach widziałyśmy już tylko smutne pamiątki – wspominają siwiuteńkie Janina i Irena Zappe, jedne z najstarszych parafianek. Po II wojnie zostały we Lwowie w swoim mieszkaniu przy ulicy Czuprynki, dwa kroki od zamkniętej parafii. Stworzyły bastion polskości, prowadziły tajne lekcje katechezy i języka polskiego. Wzdychają: – Nasz kościół to była ruina, bo gdy Fundusz Religijny w końcu wyprzedał majątek, w najstarszej części kościoła otworzono więzienie dla kobiet. Dopiero za niepodległej naszej II Rzeczpospolitej usunięto zakład karny, a z okien kraty.

      W 1927 r. panie Zappe z Komitetem Odnowy Kościoła piszą „Historyję parafii i dzielnicy VI zwanej Nowym Światem” i dołączają apel o datki od patriotów z Polski. Dwa lata później znów jest dziewięć ołtarzy, odnowione gzymsy stropowe, nowo konsekrowane obrazy. Proboszcz Gerard Szmyd sprowadza ze Śląska czeskie organy. Instrument przyciąga ciekawskich. Gdy na graną mszę zagląda Ukrainiec, zasiada w ławach, głowę zadziera, wierci się i wlepia ślepia w rzędy organowych piszczałek. Prawosławni w cerkwiach tylko głosu używają, zabroniony jest im przez Konstantynopol wszelki akompaniament. Katolicy dziwią się: przecież ludziom od początku świata przygrywały do mszy Bachem kościelne organy.

      Matka Boska zmieniona, bardzo wystraszona

      O organy i ołtarz martwią się parafianie w czasie niemieckiej okupacji, a potem pod sowiecką władzą. W 1962 r. tracą klucze do kościoła. Dzień przed zamknięciem parafii na mszy nagle pęka czara z komunikantami. Panie Zappe, pochlipując, zbierają z czerwonego dywanu rozsypane jak śnieg opłatki. – To był znak zły i ważny – mówi pani Irena. – Proboszcza wywieźli na dziesięć lat do łagrów, dobra kościelne uległy konfiskacie.

      Na sowieckiej Ukrainie tolerowano tylko Cerkiew podporządkowaną Moskwie. W samym obwodzie lwowskim zamknięto ok. 300 katolickich świątyń. Likwidowane były też synagogi, kościoły ormiańskie i cerkwie narodowe. W ich miejscu otwierano sowieckie instytucje państwowe.

      Obowiązkowe są wówczas polityczne masówki i zakładowe wycieczki, tzw. kulturpochody. Raz meksykański film w Komsomolcu, kiedy indziej wyprawa do Muzeum Religii i Ateizacji mieszczącego się przy Muziejnej w byłym klasztorze dominikanów. W szklanych gablotach zebrano 50 tys. eksponatów: święte figury, naczynia liturgiczne, obrazy. Człowiek religijny w progu głupiał, nie wiedział – klękać czy płakać. Wszystko pomieszane jak w piekle: kamienne tablice z V w. p.n.e. ludu od kultu słońca, obok zwoje Tory, średniowieczne piety, ilustrowane Biblie po polsku. Zwiedzający szukali przedmiotów zapamiętanych z kościołów. Był czerwiec 1970 r., gdy Janina Zappe w muzealnej galerii figur znalazła znajomą. – Matka Boska stała z boku, a twarz u niej była zupełnie zmieniona: wybladła, smutna, okropnie wystraszona.

      Rok 1973, lwowskie lato, Józef Stadnik nad ranem wraca z pracy (dozorca w fabryce, nieźle płatny), przy byłym kościele robi znak krzyża, bierze głęboki oddech, decyduje się wejść. – Żelazną kurtyną zasłonili ołtarz, trudno tam nawet zajrzeć – wspomina. W kościele remont. Radzieccy architekci Kowaliszin i Kuligina tworzą projekt przystosowania budynku dla potrzeb sali organowej. W dokumentacji piszą: „Kierowaliśmy się postanowieniami partii o roli pamiątek wartości estetyczno-kulturalnej w wychowaniu komunistycznym, które umacniać będzie socjalizm”.

      Kościół to teraz Dom Muzyki Organowej. Wokół powstanie skwer rozrywki, w środku, pod sufitem, ekran z blachy. Poprawi akustykę, doda nowoczesności i będzie odsuwany. Ale brakuje rubli. Tylko koncerty muzyki organowej odbywają się naprawdę. Bilety za darmo albo w nagrodę. – Od 1988 r. jestem tu już drugim pełnym zapału dyrektorem – mówi Julian Winnicki. Na biurku obok zatemperowanych ołówków ma figurę z brązu – „Ukrainka zgwałcona przez Moskala”. – Pracę zacząłem od remontu i porządków. W piwnicy odkryłem szczątki zasłużonych Polaków. Nikt z władz kościelnych się tym nie zainteresował. Kazałem wykonać zgrabną trumienkę, ozdobić falbaną. Niech stoi, czeka na lepsze czasy.

      Maria Magdalena zmienia adres

      Szły lepsze czasy dla Ukrainy. W sierpniu 1991 r. rozpadł się Związek Radziecki. W referendum ponad 90 proc. Ukraińców opowiedziało się za niepodległością. Znika ulica Puszkina, przy której stał kościół św. Marii Magdaleny. Teraz nosi imię Stepana Bandery, który w oddziałach UPA za ojczyznę tłukł kogo trzeba, nieważne, Niemców, Polaków czy Rusków.

      – Od proklamowania niezależności Ukrainy zaczęła się u nas nowa epoka – mówi Winnicki. – Groźnego wydźwięku nabrały (dotąd zabawne) wypowiedzi polskich mieszkańców, o Lwowie naszym ukochanym i polskim. To już nie te czasy. Ukraińcy są u siebie, polubili smak wolności.

      „Het do domu – Poljaczki!” – napis na plakacie ozdabia swastyka, auto z plakatem trąbi koło polskiego kościoła. W środku, na scenie Domu Muzyki, odbywają się coraz częściej patriotyczne koncerty. A to jubileusz utworzenia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a to wieczór ku czci wielkiego poety Iwana Szewczenki. Parafianie się irytują. Dom Boży to nie miejsce imprez. Raz przychodzą na mszę i zastają na ścianie portret Stepana Bandery. Zakrywają oczy: to przecież szatan!

      Wcześniej polska Kuria musiała zająć miejsce w kolejce do urzędu, wymagana była rejestracja. Parafia kościoła św. Marii Magdaleny doliczyła się 2 tys. osób katolickiej konfesji. Katolicy zgadzali się nawet na kontrowersyjny adres. Był tylko jeden problem: jak dogadać się z merem miasta. On w budynku kościelnym chętniej niż msze widział muzyczne imprezy.

      – Mer dał mi wolną rękę. A ja pomyślałem: niech katolicy będą tu gośćmi, zapłacą za ogrzewanie, sprzątanie i, proszę bardzo, niech korzystają – mówi dyrektor Winnicki. – Zaczęli bardzo skromnie, od mszy niedzielnej, ale apetyt rósł w miarę świętowania. Teraz moje życie zawodowe dyktuje kalendarz świąt katolickich.

      Dyrektor ma grafik (dni tygodnia na cały rok, oznaczone na czerwono – msze, na zielono – koncerty). – Dajmy na to, chcę zaprosić czeski saksofonowy kwartet Bohemia, najpierw sprawdzam w grafiku, czy nie wypada akurat Matki Boskiej Zielnej. Nie wypada, to OK, mówię Czechom – panowie, przyjeżdżajcie.

      W 2001 r. przyjeżdża na Ukrainę papież. Prezydent Kuczma z Kijowa zarządza zwrot obiektów sakralnych ich byłym gospodarzom. W urzędzie miasta Lwów urzędniczka zza biurka wzrusza ramionami: – Macki władzy kijowskiej są długie, ale do nas nie sięgają. Oddamy wam kościół, a co z naszą salą koncertową?

      Urząd miasta w 60 proc. finansuje koncerty Domu Muzyki. Resztę dorzuca sponsor, a efekt jest taki, że każdego lwowiaka stać na bilet za 6 hrywien (3,60 zł). Na organach często koncertuje młoda Nadja Weliczko, skończyła konserwatorium lwowskie. Narzeka, że niektóre rejestry organów już nie działają, ale i tak instrument jest pierwsza klasa.

      Wieczór, 23 stycznia 2005 r., świąteczny nastrój. W Kijowie zaprzysiężenie nowego prezydenta Wiktora Juszczenki. We lwowskim Domu Muzyki na scenie chór z Drohobycza. Pod sceną tłum w pomarańczowych szalikach. Grają organy. Wpada pani Halina, w Domu Muzyki bileterka i sprzątaczka: – Cantata! – moja ulubiona.

      Po koncercie Włodzimierz Pryjma-Tamioła, Polak, lwowski artysta malarz, oświadcza: – Przychodzę do Domu Muzyki dla ucha, a do kościoła dla ducha. Tu trwa walka o miedzę, gdy potrzebne jest pojednanie.

      W 2003 r. dyrektor Winnicki dostał od polskiego ministra kultury order Zasłużony dla Kultury Polskiej za propagowanie we Lwowie artystów z repertuarem polskim. Parafianie o orderze nic nie wiedzą, na koncerty przecież nie chodzą.

      Nawet do Juszczenki

      Alina Węgier jest już spokojna, złożyła przysięgę przed ołtarzem: sama odzyska kościół. Zdąży, nawet przed planowaną przez Ukraińców na ten rok konserwacją organów (inwestycja 32 tys. euro z kasy urzędu miasta). Dyrektor Winnicki prosił o udział w kosztach polskiego proboszcza: – Powiedział, że go nie stać. Dziwne, bo u niego telefon komórkowy i zachodnie auto.

      Pani Alina, by ratować kościół, ruszy do Kijowa, do ministerstwa, nawet do Juszczenki zajrzy, tylko uleczy nogi. W tym celu przystawia czarne pijawki i zbiera podpisy w kościele i pod Domem Muzyki Organowej. – Mam podpisy nie tylko Polaków – ścisza głos. – Bo do św. Marii Magdaleny przychodzą też prawosławni. U nas msza święta ładniejsza i krótsza, poza tym są ubikacje i ławki.

      Natalia Gańko,
      Polityka


      Gdańsk, 2005-04-01

      Redakcja tygodnika "Polityka"

      Szanowna Redakcjo,

      Przeczytałem w jednym z ostatnich numerów Polityki artykuł "Kościół niezgody" Natalii Gańko. Tak się składa, że znam dość dobrze Lwów, studiowałem tam bowiem w latach 70-tych na Politechnice, miałem kontakty z lwowskimi Polakami, mam je zresztą do dziś.

      W kościele Marii Magdaleny bywałem i za czasów sowieckich, gdy od lat sześćdziesiątych pełnił on funkcję sali organowej filharmonii i niedawno, gdy częściowo udostępniono go wiernym. Był on za Sowietów szczęśliwie jednym z tych nielicznych kościołów, które nie zostały do końca sprofanowane przeznaczeniem na magazyn chemikaliów, sklep meblowy czy centralę telefoniczną. Służyl Sztuce. Służy też jej obecnie.

      Od kilku lat rzymscy katolicy z tego rejonu Lwowa, nie mający w pobliżu innego czynnego kościoła, drogą negocjacji i wzajemnego zrozumienia z zarządzającymi kulturą we Lwowie, korzystają z niego - jako świątyni - w niedziele i święta a także w dni powszednie, dla odbycia porannych mszy. Z jednej strony to dużo, bo za sowietów nie mieli oprócz Katedry i kościoła św. Antoniego na Łyczakowie nic więcej, z drugiej - wobec upadku komuny, powstania niepodległej Ukrainy, polskiego strategicznego partnera, wobec obietnic najpierw prezydenta Kuczmy a później prezydenta Juszczenki o zwrocie obiektów kultu wiernym - to stanowczo za mało. Z około czterdziestu kościołów katolickich istniejących przed wojną we Lwowie, polskiej, a właściwie rzymskokatolickiej społeczności zwrócono dotąd bardzo mało - niedawno przekazano bowiem kościół seminaryjny ufundowany przez rodziców króla Jana III Sobieskiego. Lwowscy Polacy, a jest ich kilkanaście tysięcy, stanowią niewielki procent obecnej ludności 800-tysięcznego Lwowa. Przeważają pośród nich ludzie starsi, bo młodzi - z powodu ciężkich warunków życia na Ukrainie - wyjeżdżają masowo na Zachód - do Polski i dalej. Tym starszym ludziom kościół jest po prostu potrzebny codziennie. Nie muszę chyba tego dalej uzasadniać.

      Wiara katolicka, utrzymywana przez tych ludzi w okresie sowieckich represji, równoznaczna była z narodowością polską. Dwa czynne kościoły katolickie w okresie ZSRR dawały oparcie jednak nie tylko katolikom i Polakom, lecz także tym Ukraińcom, którzy wobec delegalizacji w 1946 roku cerkwi greckokatolickiej (unickiej) i przekazania świątyń unickich cerkwi prawosławnej, chodzili do tych dwóch czynnych kościołów: Katedry i św. Antoniego. Wolna Ukraina przywróciła cerkwie unickie grekokatolikom, przekazała im też zdecydowaną większość kościołów rzymskokatolickich: wspaniałe, zabytkowe świątynie w centrum Lwowa: kościół OO. Bernardynów, kościół OO. Dominikanów, kościół Matki Boskiej Śnieżnej, św. Jana Chrzciciela, Benedyktynek itd., a także wielkie świątynie oddalone od centrum: kościół św. Elżbiety na Gródeckiem czy bazylikę Matki Boskiej Ostrobramskiej na Łyczakowie. Jest to poniekąd zrozumiałe - rzymskich katolików pozostało we Lwowie zbyt mało, by byli w stanie utrzymać te świątynie i dobrze, że przywrócono je celom kultu religijnego.

      Polacy lwowscy starali się o zwrot kilku lwowskich świątyń i właściwie przez te kilkanaście lat wolnej Ukrainy wskórali bardzo niewiele. Wobec takiej sytuacji rozpoczęli budowę nowego kościoła w jednej z nowych dzielnic Lwowa. Dla obserwatora z zewnątrz wygląda to paradoksalnie: kilkadziesiąt przedwojennych polskich kościołów nie wystarczy, trzeba budować jeszcze jeden? Ano trzeba, bo z tych kilkudziesięciu Polakom nie dostało się prawie nic. Ogromne to przedsięwzięcie nie zostało dotąd ukończone z braku środków. Ot, śmieją się Ukraińcy, porwali sie Polaczki z motyką na słońce.

      Artykuł "Kościół niezgody" wplata się doskonale w ten szyderczy śmiech i akcję poniżania, podając tendencyjnie jedynie niektóre fakty: z jednej strony imputuje ciemnotę lwowskim Polakom (egzorcyzmy, zdziwaczałe staruszki, lekarka stosująca pijawki), z drugiej eksponuje szczytne cele Ukraińców (kulturalne sprzątaczki, troska dyrektora o zabytkowe organy a nawet o szczątki polskich zmarłych).

      Widzę w tym artykule celową manipulację, mającą na celu zdyskredytowanie działań tych dzielnych starszych wiekiem Polaków, którzy tyle lat walczyli o swoją polską godność: w kościele, na Cmentarzu Obrońców Lwowa, w polskim amatorskim teatrze, w dwóch (ciągle niestety od czasów sowieckich tylko dwóch) polskich szkołach. Nie dość, że na jednej z tych dwóch polskich szkół wchodząca tam młodzież codziennie ogląda tablicę pamiątkową Romana Szuchewycza, uczestnika mordu Polskich Profesorów w lipcu 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich, nie dość, że młodzież ostatnich klas zmuszana jest do oglądania filmów gloryfikujących bandy UPA, że podczas porannej mszy w kościele Marii Magdaleny trwa codziennie złośliwe głośne sprzatanie tej "sali organowej"... Trzeba było do tego wszystkiego jeszcze takiego tendencyjnego artykułu w jednym z najbardziej poczytnych tygodników polskich. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby przedstawił on obiektywnie sytuację: racje strony ukraińskiej i polskiej, gdyby to wszystko na dodatek "okrasił" owymi egzorcyzmami. Czytałoby się równie dobrze, albo jeszcze lepiej. A tak - wygląda po prostu na artykuł na zamówienie. Ciekawe, czy choć dobrze opłacony!

      Stanisław Kosiedowski


      Pomieszanie z poplątaniem - o artykule "Kościół niezgody" Natalii Gańko.
      (głos w dyskusji zamieszczony w internetowym wydaniu tygodnika)

      Jak wszystkie artykuły o Lwowie i ten, autorstwa Natalii Gańko, przeczytałem z zainteresowaniem. Temat nośny: Ukraina po pomarańczowej rewolucji i Lwów - dawne polskie miasto, w którym o zwrot kościoła walczy polska społeczność.

      Doczytawszy do końca przecieram jednak oczy ze zdumienia, jak pokrętnie i fałszywie, jak tendencyjnie, z jakim antypolskim w sumie podtekstem można było przedstawić ten temat.

      Trudno komentować ten artykuł (i „duch” i „literę”), odniosę się więc po kolei do większych lapsusów, które zauważyłem w artykule. Artykuł roi się od większych i mniejszych błędów, więc - po kolei:

      1. Katedra Ormiańska, o której zwrocie pisze pani Gańko nie została zwrócona tym, którym ją zabrano, czyli polskim Ormianom, ściślej - kościołowi ormiańsko-katolickiemu (we Lwowie były wszak od stuleci trzy obrządki katolickie: rzymski, grecki i ormiański - wszystkie podporządkowane Rzymowi), tylko społeczności ormiańskiej przybyłej do Lwowa po drugiej wojnie światowej, wyznającej zupełnie inny obrządek.
      2. W Katedrze Ormiańskiej, o której powyżej mowa, nie była graciarnia, lecz magazyn ikon i obrazów zrabowanych w kościołach i cerkwiach, magazyn Lwowskiej Galerii Obrazów.
      3. Biskup Leon Mały pochodzi (z polskiej rodziny) z miasta Bar na Ukrainie, kształcił się we Lwowie w tajnym seminarium prowadzonym przez ks. dr Henryka Mosinga (wyświęconego w tajemnicy na kapłana przez kardynała Stefana Wyszyńskiego w 1961 r.). Jeździł więc ksiądz Leon Mały ze swoim mistrzem, ks. Mosingiem od lat 80-tych, a w czasie jego ciężkiej choroby i po jego śmierci (1999) - sam - po terytorium całego ZSRR, by wbrew szykanom władz komunistycznych nieść posługę kapłańską nie tylko Polakom, ale wszystkim, którzy tego potrzebowali. Nie jest więc ksiądz biskup osobą z zewnątrz, "importowaną" do Lwowa w celu załatwienia kryzysowej sprawy kościoła. Stwierdzenie, że przyjechał z Kazachstanu jako specjalista od trudnych sytuacji nie jest nieprawdą, ale też niczego nie wyjaśnia. Szkoda było dodać dwóch zdań o jego trudnej drodze do kapłaństwa i sakry biskupiej? O jego wieloletnich związkach ze Lwowem?
      4. Egzorcyzmy w kościele Czy pani Gańko wyobraża sobie w jakimkolwiek cywilizowanym kraju, że podczas porannej mszy w kościele sprzątaczki "domu muzyki organowej" zajmują się głośnym, demonstracyjnym sprzątaniem, przeszkadzając tym kilkunastu starszym osobom w godnym przeżyciu mszy? Ani prośbą ani groźbą nie udaje się przerwać tej ich codziennej złośliwej procedury. Jakie argumenty należy więc przedstawić tym prostym ukraińskim kobietom, by zaprzestały swoich złośliwości na przeciąg jednej godziny? Czy sprzątaczki czynią te złośliwości na polecenie kulturalnego pana Winnickiego? Czy te ukraińskie kobiety są wierzące? Odpowiedzi na te pytania w artykule niestety nie znajdziemy.
        Wygląda to przecież jak najbardziej na opętanie. Egzorcyzm ma je uwolnić od tej manii. Modlitwa starych kobiet już po zakończeniu mszy, którą z własnej (a nie księdza!) inicjatywy głoszą, jest ich protestem przeciw szykanom.
      5. Sprzątaczki ukraińskie (ach, jakie "kulturne", wszak znają się na muzyce i mają swoje ulubione kantaty!!! Jaka szkoda, że przy tej choćby okazji nic pani nie napisała o wykształceniu i erudycji sióstr Zappe, ograniczając się jedynie do wzmianki o pisanej przez nich historii kościoła, choć wątpię, aby to one pisały historię kościoła - były wówczas jeszcze dziećmi!) liczą osoby na porannej mszy w kościele. W domyśle mamy wniosek: jak można dla tych kilkunastu starych kobiet poświęcić taki wspaniały przybytek sztuki? Kolejna manipulacja! Czy pani Gańko pofatygowała się kiedyś do dowolnego kościoła w Polsce i policzyła wiernych biorących udział w porannej mszy? W znacznie większych liczebnie parafiach w Polsce jest to też najczęściej kilkanaście osób. I nikt zapewne nie wpadłby na pomysł zabierania świątyni z tego powodu ze względu na zabytkowe w niej organy. Byłem w ciągu minionych 3 lat kilka razy na niedzielnej mszy w kościele Marii Magdaleny i widziałem ten kościół zapełniony wiernymi prawie w całości - większość ławek była zajęta. To nie jest, droga pani redaktor, kościół dla osiemnastu starowinek, proszę pofatygować się na mszę w niedzielę o godz. 10-tej!
        Na Łyczakowie jest i był przez cały powojenny czas czynny kościół św. Antoniego, gdzie chrzczony był m.in. Herbert, zaś w tym rejonie Lwowa, gdzie znajduje się parafialny niegdyś kościół Marii Magdaleny, innej rzymskokatolickiej świątyni nie ma.
      6. 400 lat wcześniej... Ten akapit przypomina mi jak żywo tłumaczenie (w latach 70-tych) któregoś z przewodników w sowieckim muzeum ateizmu i religii, które znajdowało się w klasztorze i kościele OO. Dominikanów niedaleko Rynku. Otóż tłumaczył on łacińską nazwę zakonu ''Dominicanes" jako "psy pańskie" (Domini canes), choć wiemy przecież, że pochodzi ona od imienia założyciela zgromadzenia - św. Dominika. Cel uświęca środki… Tam „psy pańskie”, tu „wykorzenienie pogaństwa we Lwowie i na prawosławnej Rusi”. W 1600 roku Lwów był wielkim polskim miastem (o zwalczaniu w nim pogaństwa to się chyba komuś śniło), w którym jeden po drugim wyrastały kościoły katolickie, prawosławne i ormiańskie. Były też żydowskie bożnice. Kościołów tych było we Lwowie kilkadziesiąt.
      7. W wyniku reformy józefińskiej nie były zarekwirowane wszystkie kościoły! Likwidacji uległy m.in. zakony kontemplacyjne, ich budynki a także kilkunastu katolickich i greckokatolickich świątyń poszły na inne cele (szpitale, więzienia itp.), ale sam kościół Marii Magdaleny (poza najstarszą częścią) był przekazany archidiecezji lwowskiej i od lat 30-tych XX w. znowu był kościołem parafialnym. Wówczas właśnie zakupiono ze składek wiernych te wspaniałe organy, które teraz są pretekstem do nieoddania świątyni wiernym. Organy były w prawie każdym polskim kościele we Lwowie, niestety w wielu przypadkach - tak jak w przypadku kościoła OO.Dominikanów (obok Rynku) zostały zdemontowane i zagrabione przez sowietów.
      8. Dom Muzyki Organowej i Julian Winnicki - z tego akapitu wynika, że dzięki niemu (remont i porządki) ten przybytek sztuki nabrał blasku. Śmiechu warte! Pełnił tę funkcję wszak przez 30 lat za czasów ZSRR (od lat 60-tych), gdy kościół zabrano Polakom. Proszę porównać fotografie kościoła sprzed II wojny i obecnie, wnioski same się nasuną. A że w podziemiach chowano zmarłych i że są tam kości? Dla Pani Gańko pewnie jest to kolejne kuriozum na miarę egzorcyzmów, ale takie były wówczas w Polsce i nie tylko, zwyczaje.
        Proboszcz ma telefon komórkowy i zachodni samochód, a nie chce dołożyć się do remontu organów. Śmiechu warte! Czy to mają być dowody bogactwa księdza? Coś się tu komuś pomyliło...
        Druga sprawa: przecież walka jest nie z panem Winnickim tylko o zwrot świątyni. Niechże sobie pan Winnicki urządza salę organową choćby w filharmonii, że już nie wspomnę o wybudowaniu nowej, ewentualnie: dlaczego nie odwrócić ról - to pan Winnicki wynajmuje od parafii katolickiej kościół na koncerty a nie parafia wynajmuje od niego kościół na msze? Niby mała zmiana, a istotna. Na takie rozwiązanie pani Gańko nie wpadła?
        Trzecia sprawa: na początku artykułu jak zarzut brzmi stwierdzenie, że Polki walczące o zwrot kościoła na koncerty organowe nie chodzą i nie wiedzą, że pan Winnicki został odznaczony orderem "Zasłużony dla kultury polskiej". Czy Pani Gańko wiadomo, jak wygląda materialna sytuacja Polaków we Lwowie - niby tak, bo podaje wysokość emerytury zakrystianina, ale chyba nie do końca, bo dziwi się, że mając na swoje utrzymanie równowartość 180 złotych miesięcznie nie stać człowieka nawet na tak skromny wydatek jak bilet na koncert.
      9. Biedny dyrektor Winnicki zmuszony jest dostosowywać harmonogram koncertów, by nie kolidowały ze świętami kościelnymi! Co za bzdura, przecież msze odprawiane są o godz. 8 lub 10 rano - nie słyszałem jeszcze, by koncerty organowe czy kameralne urządzano o takiej porze. Pani Gańko słyszała?
      10. Kościół Marii Magdaleny nie stał nigdy przy ulicy Puszkina, (polska nazwa ulicy: Potockiego, za ZSRR: Puszkina, obecnie -Czuprynki) lecz Mira (polska nazwa: Sapiehy, obecna - ukraińska - Stepana Bandery). Przy wzmiankowanej przez Panią ulicy jest natomiast jedna z dwóch polskich szkół we Lwowie (przed wojną nazwana imieniem Marii Magdaleny), na której frontonie umieszczono za wolnej Ukrainy tablicę poświęconą Romanowi Szuchewyczowi – „Tarasowi Czuprynce”, który brał udział w hitlerowskim mordzie Profesorów Lwowskich w lipcu 1941. Ku pamięci i ku przestrodze pozostałych we Lwowie Polaków?
      11. Groźny wydźwięk polskich mieszkańców Lwowa? Garstka Polaków, w zdecydowanej większości starych (bo młodzi jak tylko mogą - wyjeżdżają na stałe do Polski)? Pani Gańko - czy pani zdaje sobie sprawę z absurdu, jaki Pani pisze?
      12. "Het' do domu Poljaczki" - szkoda że Pani tego nie przetłumaczyła, bo brzmi tak jakoś ciepło - to znaczy "PRECZ do domu, Polaczki. Bez komentarza!
      13. Szkoda że pani Gańko nie nadmieniła, że oprócz pana Winnickiego, który został odznaczony orderem "Zasłużony dla kultury polskiej" (wszak jednak nie za upór w blokowaniu zwrotu kościoła prawowitym właścicielom, lecz za promowanie polskiej muzyki), stojącego po jednej stronie, po drugiej stronie - w sprawę zwrotu rzymskim katolikom kościoła Marii Magdaleny włączona jest wspaniała Polka - pani Zamojska, która za długoletnią walkę o utrwalenie polskiego dziedzictwa kulturowego we Lwowie (nie opuściła Lwowa nigdy) otrzymała w 2004 roku od Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. To już było niepolitycznie napisać???
      14. Pani doktor Alina Węgier Maksymowicz nie jest zapyziałą staruszką, jest zasłużoną polską lekarką, która pozostała wśród Rodaków, by im nieść pomoc. Kolejny powód do szyderstwa? Szokują panią pijawki? I mnie szokowały, sprzedawane są zresztą w lwowskich aptekach do dziś..., mające znaczenie lecznicze a nie (jak wzmiankowane wypluwanie hostii), szarlataneria.
      Tak więc to nie tak prosto, szanowna Pani, jak to pani w artykule przedstawiła: z jednej strony (polskiej) egzorcyzmy, pijawki, 18 zapyziałych groźnych staruszek, z drugiej (ukraińskiej) - szlachetni, kulturalni ludzie (plus wzruszająca fotografia pana Winnickiego z troską obejmującego piszczałkę stopniowo niszczejących organów!), troszczący się nie tylko o zabytki, ale nawet o polskie kości w podziemiach świątyni.

      Widzę w tym artykule kolejną manipulację lub co najmniej ignorancję w temacie sytuacji Polaków we Lwowie. Szukanie sensacji za wszelką cenę, posmaczek skandalu, ot tak jak sobie paniusia z Polski przyjechawszy na zapadłą Ukrainę, do jakiegoś tam Lwowa czy Kijowa, wyobraża ów konflikt. I pisze... co jej ślina na język przyniosła... Chyba, że zrobiła to świadomie, na zamówienie...

      Historia Lwowa - ta dawna i nowsza nie jest już dziś tabu, i nie trzeba nadmiernie się wysilić, by ją poznać - a nie pisać byle co, robiąc w głowie czytelników groch z kapustą!

      Stanisław Kosiedowski


      Lidija Meľnyk - "Spory wokół ołtarza", ukraińska "Lwiwśka Hazeta" z 9. czerwca 2006 r., którego tekst w transkrypcji łacińskiej oraz w polskim tłumaczeniu wraz z komentarzami zamieszczam poniżej:


      9 czerwca 2006 "Lwiwśka Hazeta" - "Spory wokół ołtarza"
      Tekst ukraiński (w transliteracji łacińskiej) Tłumaczenie z komentarzami autora strony (czerwoną czcionką)

      Lidija Meľnyk - "Czwary bilia wiwtaria"

      Čy može odne slovo spryčynyty majže mižnarodnyj skandal? A čy naviť pryjmennyk staty kamenem spotykanńa?

      Vyjavľajeťśa, istorija pro komu, jaka zmińuje vyrok, može povtorytyśa j nyni. Osoblyvo koly sprava stosujeťśa dvoch čy ne najbiľš dražlyvych sfer - stosunkiv mižkonfesijnych i mižnacionaľnych.

      Same v epicentri takych “frontiv” opynylaśa odna z najbiľšych perlyn kuľturnoji spadščyny mista - Orhannyj zal. Uprodovž ne odnoho deśatylitťa vin roztašovuvavśa u velyčnomu kosteli Sv. Mariji- Mahdalyny, ščo joho zbuduvaly 1612 roku dominikanci. Do toho tut rozmiščuvavśa sportzal, raďanśka vlada planuvala vykorystaty velyke prymiščenńa i zi skladśkoju metoju. Ta zavďaky vidkrytťu kuľturnoji instytuciji vdalośa vŕatuvaty j unikaľnu sporudu, i jiji orhan, analohiv jakomu v Ukrajini nemaje.

      Iz 1998 roku na prochanńa hromady Rymo-Katolyćkoji Cerkvy v sobori počaly vidbuvatyśa j bohoslužinńa. Schože, pid takymy vysokymy sklepinńamy mohly šče ne odne stolitťa myrno vžyvatyśa interesy virnych i zacikavlenńa orhannym mystectvom ta kamernoju muzykoju čyslennych ľviv’jan i hostej mista. Prote vže ne peršyj rik iz seredovyšča RKC lunajuť ideji pro povnu peredaču chramu relihijnij hromadi. Novyj vytok problemna sytuacija zdobula dńamy: za rozpoŕadženńam miśkoho holovy stvoreno speciaľnu komisiju dľa vyvčenńa konfliktnoji sytuaciji, ščo sklalaśa dovkola orhannoho zalu. Na čas roboty komisiji, zhidno z cym že rozpoŕadženńam, dyrektora LBOKM Juliana Vynnyćkoho usunuly vid vykonanńa obov’jazkiv, narazi jich spovńatyme joho zastupnyk Jaroslav Lavryś.

      Sam pan Vynnyćkyj i kolektyv zakladu, jakym vin donedavna keruvav, vvažajuť sytuaciju rozdutoju štučno. Movľav, “sirnykom”, ščo rozpalyv vohnyšče, stala cydulka, jaku dyrektor napysav do ďaka hromady z prochanńam zabraty svoji “maneli” z vivtaŕa na čas koncertiv, ščo tam prochodytymuť. Unaslidok virni vyznaly provedenńa koncertiv na vivtari naruhoju