|
List otwarty do redakcji gazety "Wysoki Zamek"
Tłumaczenie z języka ukraińskiego Szanowna Redakcjo gazety „Wysoki Zamek”! Jako rzymokatolicy i parafianie kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie (obecnie Lwowski Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej – dalej skrót - LBMOK) chcemy wyrazić nasze poglądy, dotyczące ostatnich publikacji Państwa („WZ” z dnia 21, 27, 28 marca), poświęconych wydarzeniom, związanym z tą świątynią. Bardzo przykro, że dziennikarze „Wysokiego Zamku” naświetlali problem w sposób jednostronny, uwzględniając praktycznie jedynie argumenty dyrektora LBMOK, pana Juliana Winnickiego. Na skutek tego, w świadomości zwykłego czytelnika wynikł nieobiektywny obraz parafian, jako tych, którzy są przeciwni idei partnerstwa polsko-ukraińskiego. Jesteśmy przyzwyczajeni do nieobiektywnych wypowiedzi dyrektora Winnickiego, tym bardziej przykro jest słyszeć i czytać na stronach „Wysokiego Zamku” podobne wypowiedzi przedstawicieli władz naszego miasta. Podziwiając bezprecedensowe działania naszych parafianek – pań Haliny Makowskiej, Barbary Michałkiewicz i Marii Borejko, nie możemy pozostać obojętni wobec potoku niezgodnych z prawdą informacji, płynących z łamów Państwa pisma. Wieczorem 26 marca br., na osobistą prośbę kardynała Mariana Jaworskiego, trzy parafianki z parafii rzymskokatolickiej św. Marii Magdaleny przerwały ośmiodniowy strajk głodowy w kościele, obecnie – Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej. Ten desperacki akt był dramatycznym protestem przeciwko sytuacji, która wynikła wokół kościoła. Rozpoczęcie głodówki było osobistą decyzją pań, nikt nie wprowadzał nas w błąd ani nie prowokował! Wbrew umowie ustnej z Radą Miejską na prośbę biskupa Leona Małego w sprawie zorganizowania wieczornych rekolekcji, wierni, przybyli do kościoła 16 kwietnia br. wraz ze swym duszpasterzem, zastali zamknięte drzwi do kościoła. Parafianie zostali wpuszczeni dopiero po skończeniu próby. W dniu następnym sytuacja się powtórzyła, w dodatku na koncert zostali „zaproszeni” kadeci szkoły Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. Jeden z nich się przyznał, iż o tej „imprezie kulturalnej” dowiedzieli się oni na godzinę przed koncertem. Podobne sposoby zapewnienia odpowiedniej frekwencji na koncertach są znane szerzej. 20 marca br. dyrektor Winnicki zwołał w Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej konferencję prasową, na którą, wbrew informacjom w państwa piśmie („Wysoki Zamek” z dnia 21.03) nie został zaproszony proboszcz parafii – ks. bp Leon Mały. Podczas spotkania z przedstawicielami mediów lwowskich pan J. Winnicki przekazał wiele nieprawdziwych informacji, oskarżając religijną wspólnotę rzymskokatolicką o to, że nie chce ona podpisać z LBMOK umowy użytkowania sali. Podobne zarzuty były czynione przez dyrektora niejednokrotnie, w tym – na łamach Państwa gazety (21. 03., 28-03). Pan J. Winnicki ma rację, co do jednej rzeczy: wspólnota religijna rzeczywiście nie będzie podpisywała umowy z LBMOK. Nie chodzi tu o niechęć czy, być może, przykre doświadczenia współpracy z panem Winnickim... Lwowski Budynek Muzyki Organowej nie jest instytucją, na której bilansie jest obiekt, chcemy w tym miejscu przytoczyć art. 17 Ustawy Ukrainy „O wolności sumienia i organizacjach religijnych” z dnia 23.04.1991 r.: „(...)Budowle kultu religijnego oraz majątek, stanowiące własność państwową, są przekazywane przez organizacje, na których bilansie się znajdują, w nieodpłatne użytkowanie lub są nieodpłatnie zwracane na własność organizacji religijnych na mocy decyzji obwodowych (...) administracji państwowych. Bezpodstawne są oskarżenia naszej parafii o zwlekanie z podpisaniem nowej umowy, które „brzmią” na łamach „Wysokiego Zamku” (27.03, 28.03). Chcemy przypomnieć panu A. Sadowemu i panu T. Batence, że w ciągu 2005 r. nasz proboszcz niejednokrotnie zwracał się do odpowiednich władz miejskich (Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego, na którego bilansie jest budynek) z prośbą o podpisanie z nami nowej umowy. Na początku 2005 r. została utworzona specjalna komisja Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego w celu przygotowania umowy. Niestety, nie doczekaliśmy się wyników pracy komisji. 21 lipca 2006 r. ks. bp Leon Mały skierował do Resortu Ochrony Dziedzictwa Historycznego gotowy, podpisany przez niego projekt umowy, lecz dotąd nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Wynika z tego, że nie my zwlekamy z podpisaniem umowy. Na łamach „Wysokiego Zamku” bardzo często są prezentowane różne poglądy, np. takie, że wymagania katolików rzymskich są zupełnie nieuzasadnione, bezpodstawne. Przykro, że te słowa wypowiada m.in. pan Taras Batenko („Wysoki Zamek” 27.03) Nasze wymagania wynikają z doświadczenia ponad dziesięcioletniego okresu istnienia wspólnoty katolickiej, pełnego absurdalnych oskarżeń, przeszkód, zakazów i poniżeń ze strony LBMOK. Wbrew podpisaniu umowy, zabroniono nam korzystania z organów podczas Mszy św., twierdząc, że możemy je uszkodzić, chociaż nasz organista jest absolwentem Akademii Muzycznej. Na terenie kościoła praktycznie nie można przechowywać mienia parafialnego, ponieważ dotychczas nie zostało udostępnione odpowiednie pomieszczenie dla zakrystii czy kancelarii parafialnej. Pomieszczenie tymczasowej zakrystii, znajdującej się obok toalet, urządzonych w miejscu baptysterium, przypomina raczej schowek. Wiernym, podążającym na codzienną poranną Mszę św. często utrudnia się dostanie się do świątyni, nie mówiąc o tym, że wejście główne dotąd jest zamurowane. Jako parafianie, niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni wysłuchiwać nieadekwatnych i nietolerancyjnych wypowiedzi oraz obelg, rzucanych przez dyrekcję i pracowników Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej. W swym komentarzu („Wysoki Zamek” 27.03) pan Sadowyj twierdzi, że kościół św. Marii Magdaleny został zbudowany z funduszy społeczności miasta i zawsze był udostępniany katolikom rzymskim jedynie na zasadzie dzierżawy. Co do historii – kościół św. Marii Magdaleny został zbudowany w połowie XVII w. z funduszy szlachcianki lwowskiej Anny Pstrokońskiej. Od 1685 roku w świątyni urzędowali ojcowie dominikanie, zaś po kasacie klasztoru w czasach panowania cesarza austriackiego Józefa II kościół się stał oficjalnie świątynią parafialną. W okresie międzywojennym kościół wciąż pełnił funkcje świątyni parafialnej i był nią aż do roku 1962. Nie wiemy, jakie źródła archiwalne przeglądał Mer Lwowa. Pragniemy poinformować, iż nasza wspólnota otrzymała z Archiwum Państwowego w Obwodzie Lwowskim notatkę o następującej treści: „Informujemy, że we Lwowie, przy ul. Leona Sapiehy, 10 (ob. Stepana Bandery) jest kościół św. Marii Magdaleny oraz budynek parafialny z plebanią, które do roku 1962 były własnością wspólnoty parafialnej” (13.12.2004, Nr 463/01-22). Pan Sadowyj i pan Batenko w swych wypowiedziach przywołują przykład cywilizowanego współistnienia sal koncertowych i wspólnot religijnych. Przykłady są trafne, lecz jedynie częściowo. Rzeczywiście, w Paryżu, Wiedniu, Pradze czy chociażby w Krakowie koncerty muzyki organowej czy kameralnej odbywają się w świątyniach, wspaniałych zabytkach historii. Należy dodać, że świątynie te należą do wspólnot religijnych, za których zgodą odbywają się te koncerty. A propos, duchowieństwo rzymskokatolickie na Ukrainie niejednokrotnie oświadczało, że nie jest przeciwne organizowaniu koncertów muzyki organowej po zwróceniu kościoła katolikom rzymskim. Nikt nie ma zamiaru pozbawiać lwowian radości słuchania cudownych organów kościoła! W świecie cywilizowanym praktycznie nie ma przykładów, kiedy wspólnota religijna jest zmuszona prosić użytkownika świeckiego o pozwolenie odprawiania Mszy św. w świątyni. Przytoczony przykład Rygi nie jest zbyt trafny. Kircha w Rydze została zwrócona wspólnocie luterańskiej dwa lata temu. Oczywiście, przykłady sytuacji, podobnych do lwowskiej, mają miejsce na Białorusi, w Rosji, na Ukrainie Wschodniej czy nawet w Kijowie. Wszędzie wierni starają się o to, by świątynie były użytkowane zgodnie z przeznaczeniem. Na zakończenie należy dodać, że w tych ciężkich dniach nie byliśmy osamotnieni. Po całym mieście – przed kościołami i cerkwiami – były zbierane podpisy o poparcie naszych działań. Serdecznie dziękujemy przedstawicielom Kościoła greckokatolickiego i Kościołów prawosławnych Lwowa za prawdziwą solidarność chrześcijańską z nami. Redakcji przystoi, by na łamach pisma przeprosiła ks. bpa Leona Małego za swe bezpodstawne „przypuszczenia”, opublikowane w gazecie nr 55 (3462) z dnia 27.03.07. Szanowna Redakcjo! Mamy nadzieję, iż umożliwicie państwo czytelnikom „Wysokiego zamku” zapoznanie się z innym punktem widzenia, niż ten, który był dotąd prezentowany na łamach Waszej gazety. Lwów, 31.03.07 Z poważaniem
Prezydent Ukrainy
Szanowny Panie Prezydencie!
My, przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa oraz wierni, skupieni wokół parafii pw. św. Marii Magdaleny, jako obywatele Ukrainy, zwracamy się do Pana o pomoc w odzyskaniu naszego kościoła, który został wybudowany dla kultu Bożego. W 1962 r. został zabrany przez władze komunistyczne i zamieniony w Salę Muzyki Organowej.
Jako Polacy, zamieszkali we Lwowie, z ogromną radością przyjęliśmy upadek ZSRR, ciesząc się z powstania Niepodległego Państwa Ukraińskiego. Z wielką nadzieją powitaliśmy również uchwalenie przez Radę Najwyższą Ukrainy 23 kwietnia 1991 r. ustawy ““Про
свободу
совісті та
релігійні
організації.”
27 grudnia 1991 r. zarejestrowano katolicką wspólnotę parafialną, licząc na zwrot kościoła pw. św. Marii Magdaleny na podstawie dekretu prezydenta ““Про
заходи, щодо
повернення релігійним
організаціям
культового
майна” Nr 125 z dnia 4.03.1992 r. Ze smutkiem przyjęliśmy fakt, iż kościół nie został wpisany na listę obiektów sakralnych, podlegających zwrotowi wspólnotom religijnym i nadal będzie pełnił funkcję sali koncertowej.
W zaistniałej sytuacji, jako chrześcijanie, postanowiliśmy szukać porozumienia ze świeckimi użytkownikami świątyni. Wystąpiliśmy do władz miasta Lwowa o pozwolenie na odbywanie praktyk religijnych. W 1991 r. udało się odprawić pierwszą Mszę Świętą, jednak Msze Święte można było sprawować tylko 6 razy w ciągu roku, potem – 12.
Wielokrotnie zwracaliśmy się o pomoc do wszystkich władz państwowych na Ukrainie z prośbą o zwrot świątyni wiernym, mimo to nie przyznano nam dotychczas nawet prawa do korzystania z pomieszczeń kościoła, a o Mszach świętych, które są sprawowane, mówi się, że są nieprawne.
16 marca br. wierni, przybyli na rekolekcje o godz. 18.00, zastali drzwi kościoła zamknięte. Zdesperowani parafianie przystąpili do budowy prowizorycznego ołtarza w celu odprawienia Mszy św. przed kościołem. Dopiero wtedy otworzono drzwi świątyni, z której wymaszerowała grupa kadetów Ministerstwa Nadzwyczajnych Sytuacji, „oddelegowana” na koncert. 20 marca br. dyrektor J. Winnicki, zorganizował w kościele spotkanie z przedstawicielami środków masowego przekazu, w czasie którego podał wiele nieprawdziwych informacji na temat toczącego się od wielu lat konfliktu.
19 marca br. w akcie protestu wobec zachowania dyrekcji Sali Organowej i władz miasta, parafianka kościoła św. Marii Magdaleny, Pani Halina Makowska, rozpoczęła w kościele protest głodowy. 21 marca dołączyła do niej kolejna osoba, Pani Barbara Michałkiewicz.
Szanowny Panie Prezydencie!
My, przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa oraz wierni, skupieni wokół parafii pw. św. Marii Magdaleny, zmęczeni i zdesperowani zaistniałą sytuacją, rozczarowani brakiem działań ze strony władz miejskich, zwracamy się do Pana z żądaniem zwrócenia społeczności katolickiej kościoła i położenia kresu jego bezczeszczeniu. Wierzymy, iż tylko Pan Prezydent, jako Gwarant Konstytucji Ukrainy, zapewni nam prawo do wiary i naszego Kościoła.
Z poważaniem
Przedstawiciele organizacji polskich miasta Lwowa
Tekst adiustowany przez ks. bpa Leona Małego
Protest głodowy Po wszystkim ?
27.03.2007
Póki trwała głodówka w kościele Marii Magdaleny – milczeli i wrogowie kościoła.
Dziś, 27 marca 2007 roku już po zastosowaniu się do prośby księdza kardynała i księdza biskupa Leona, po łzach głodujących Pań i zakończeniu protestu, w najbardziej poczytnej gazecie lwowskiej „Wysokij Zamok” ukazał się artykuł Bożeny Gorodnickiej – paszkwil na głodujących, biskupa Leona Małego, na księdza Kardynała Mariana Jaworskiego a nawet na Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie Radcę Ministra Wiesława Osuchowskiego.
Jak to się stało, że tej rangi gazeta podaje nieaktualne wiadomości? No bo jeśli kłamie, podaje fakty niezgodne z historią – można jeszcze zrozumieć, usprawiedliwić czyimiś racjami czy interesami... Cały świat się dowiedział o przerwaniu protestu tuż po jego zakończeniu, a nieszczęsna miejscowa gazeta – nie wiedziała...
Najbardziej przykre jest to, że autorka artykułu – Bożena Gorodnicka uważana jest za Polkę, ukończyła polską szkołę Nr 24 we Lwowie. Wiadomo już, że za artykuł otrzymała sporo pieniędzy – za zdradę zawsze się ponoć zarabia nieźle. Tylko jak ta młoda osoba będzie dalej żyć? Jak pokaże się w kościele? Jak spojrzy w oczy kolegom i znajomym? Paniom, które głodowały i którym robiła zdjęcie z bliska? Jak wejdzie do konsulatu? Jak przyjedzie do Polski? Przecież bywa tam na szkoleniach dziennikarskich, na wymianie studentów, od dwóch lat otrzymuje polskie stypendium z Fundacji „Semper Polonia”...
Odważne to młode i pewnie głupie, nie wie jeszcze, że z Panem Bogiem się nie walczy, szczególnie na naszych ziemiach. Swego czasu spadł z wieży kościoła świętej Elżbiety ten, który zdejmował krzyże. W Barze, tym od konfederatów, momentalnie sparaliżowało aktywistkę, która porównała swą urodę z Matką Boską. Nie mogli umrzeć i trwali w strasznych mękach ci, co kościoły zamykali.
Cóż – psy szczekają, karawana jedzie dalej... Kto mieczem wojuje, od miecza zginie. Modlimy się przezywamy swoista drogę krzyżową z pluciem w twarz i obelgami.
Jest takie stare gruzińskie powiedzonko: „Jeśli idziesz sobie spokojnie i nagle jakiś kundel zacznie na ciebie ujadać, to czy staniesz na czworakach i też będziesz szczekać na niego?”
Artykuł Bożeny Gorodnickiej jest dostępny na stronie gazety „Wysokij Zamok” www.wz.lviv.ua
Parafianie parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie
PS. W Lwiwśkej Hazecie ukazał się kolejny atak Jakuba Łoginowa na lwowskich Polaków i Konsula RP we Lwowie, zatytułowany "Polakom nie zależy na porozumieniu". Wpisując się w antypolską kampanię ukraińskich gazet, Łoginow krytykuje polskie media za nagłaśnianie sprawy konfliktu wokół zwrotu kościoła św. Marii Magdaleny rzymskokatolickiej wspólnocie, krytykuje też Konsula, pana Wiesława Osuchowskiego za zaangażowanie w tej sprawie. Zdaniem J.Łoginowa teraz nie jest czas na skupianie się na drobnych incydentach, skoro są znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia - np. ta, że obywatele polscy i ukraińscy przeżywają codziennie koszmar na granicy obu państw.
Przykre jest to, że do antypolskiej kampanii wciągani są Polacy. Ma to zapewne sprawiać wśród czytelników ukraińskiej prasy wrażenie, że sami Polacy są co najmniej sceptycznie nastawieni wobec sprawy zwrotu kościoła Marii Magdaleny.
Stanisław Kosiedowski
Przemówienie księdza biskupa Leona Małego do wiernych
po rozmowie z władzami miasta w kościele św. Marii Magdaleny 26.03.2007
Prosiłem księdza kardynała o list, który skierował do nas. Oto tekst:
Prośba do wiernych parafii jest także moją osobistą prośbą.
Wiem , że komuś by się chciało albo nie chciało nasz protest przedłużać, ale ludzie są ograniczeni w prawach jako rzymscy katolicy, a z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy kościołem katolickim i oczywiście osobiście mnie zobowiązuje też posłuszeństwo. W tym przypadku jestem przekonany, ze trzeba ten protest nam zaprzestać. To będzie wyrazem naszej heroiczności i ducha posłuszeństwa, jeśli na prośbę głowy diecezji, na prośbę tego który kieruje tym kościołem jednak z odwagą ducha w posłuszeństwie zaprzestana ten protest. Wiec pozostaje nam pomodlić się do Matki Bożej i zawierzyć dzisiejsze Święto Zwiastowania Pańskiego i polecić nasz kościół opiece Matki Boskiej. Polecamy sami siebie i polecamy sprawy kościoła Matce Bożej.
Te dni, które przeżyliśmy nie były bezowocne. Władza zrozumiała, że kościół powszechny jest potrzebny ludziom, a nie księdzu biskupowi. Ludzie też zdali sobie sprawę z tego, na ile takie sprawy są trudne w postępowaniu kościoła Ja nadal pozostaję proboszczem kościoła św. Marii Magdaleny i oczywiście obiecuję, że nadal będę się starał o zwrot tej świątyni wiernym. Dzisiaj już zupełnie inaczej ze mną rozmawiały władze miasta, inaczej niż w poprzednie miesiące. Nawet to jest już postępem, co w tych dniach przeżyliśmy. Natomiast dzisiaj trzeba postawić kropkę naszemu protestowi i przygotowywać się do dnia Zmartwychwstania Pańskiego.
Po dzisiejszych rozmowach jestem przekonany, że szkoda zdrowia, waszego zdrowia. I właśnie w dniu Zwiastowania Pańskiego nadszedł czas postawić kropkę. To nie znaczy, że takiego protestu jeszcze kiedyś nie będzie. Ten tydzień pokazał jednak, że za mało jesteśmy solidarni. Bóg zapłać pani Halino, wiem że to ciężko, że mogą łzy cieknąć. Minął tydzień w głodówce. Ale ten tydzień nas dużo nauczył. Z tego jeszcze będziemy wyciągać wnioski, że za mało jest solidarności wśród nas. Ale nauczył tego, że są ludzie, którzy za kościół gotowi oddać życie. To jest pięknym przykładem, takim, z którego można się szczycić, że kościół we Lwowie ma takich ludzi. To mówię też z pełnymi łzami w oczach, to co przeżyliśmy. No ale ja rozumiem tez wasze stanowisko i rozumiem w jakim otoczeniu jesteśmy.
Trzeba będzie z tym otoczeniem pertraktować. Mamy piękne listy od tych ludzi , którzy przychodzili na koncerty, którym jest wstyd, ze ich tutaj wołają na koncerty. Pomódlmy się w litanii do Matki Bożej. Jutro przekażemy akt zawierzenia Matce Bożej naszego kościoła, żeby Ona prowadziła ten kościół.
Mam nadzieje, że ten kościół się odnowi, teraz nie wątpię, chociaż wcześniej nie wątpiłem, ale teraz jestem pewien, ze z takimi ludźmi ten kościół będzie trwać.
Bóg zapłać wszystkim za te modlitwy, za te dni, co razem przeżywaliśmy.”
Zanotowała: Anna Gordijewska.
Fotografie: Anna Gordijewska
Sytuacja w kościele świętej Marii Magdaleny 26.03.2007
W dniu dzisiejszym o godzinie 21 czasu lokalnego został przerwany protest głodowy w kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie.
Na prośbę księdza kardynała Mariana Jaworskiego oraz proboszcza parafii - biskupa pomocniczego Archidiecezji Lwowskiej ks. dr. Leona Małego głodujące kobiety zdjęły opaski i zostały odwiezione do domów, gdzie pozostają pod nadzorem służby zdrowia.
Prośba o przerwanie protestu została podyktowana zmianą nastawienia władz w stosunku do problemu zwrotu kościoła wiernym. Rozpoczęte zostały rozmowy dotyczące nie jak dotąd - udostępnienia wiernym kościoła na zasadzie dzierżawy, a jego zwrotu prawowitym właścicielom.
Przyczyną zmiany nastawienia stał się zarówno protest głodowy, jak również obecność rzesz wiernych, modlących się przy głodujących, a także poparcie wielonarodowej społeczności miasta Lwowa i ogromne ilości listów, które otrzymaliśmy z całego świata.
Bóg Zapłać za modlitwy i solidarność oraz gotowość do pomocy.
Parafianie monitorują przebieg rozmów i gdyby - nie daj Panie Boże – władze znów odstąpiły od postanowień, gotowi są do wznowienia protestu.
Od dziś pozostajemy wierni modlitwom w tej intencji i prosimy o modlitewne wsparcie. Od 20 marca 2007 w kościele św. Marii Magdaleny trwa głodowy protest jednej z parafianek, pani Haliny Makowskiej, przeciw kolejnym szykanom i utrudnieniom czynionym przez dyrekcję Sali Organowej wobec wspólnoty parafialnej kościoła.
Rekolekcje wielkopostne, w których parafianie chcieli wziąć udział, miały rozpocząć się w piątek, 16 marca o godz. 18:00. Uzyskano na nie pozwolenie dyrekcji (gdyż codzienne msze św. odprawiane są w dni powszenie o godz. 8:00 a w niedziele o godz. 10:00, zaś na wszystkie inne należy uzyskać odrębne pozwolenie dyrekcji). Dyrekcja sali zgodziła się na ich przeprowadzenie w takim terminie, więc w piatek odbyły się one bez przeszkód. W sobotę, 17 marca - parafianie zastali jednak zamknięte drzwi, gdyż dyrekcja zorganizowała ad hoc koncert. Oprócz garstki cywilnych słuchaczy przybyło nań ... wojsko - Bogu ducha winni żołnierze, których dowódca oświadczył, że dostał taki rozkaz...
W tej sytuacji przybyli na rekolekcje parafianie, wraz z księdzem biskupem i księżmi (ksiądz rekolekcjonista i księża spowiednicy), powiesiwszy krzyż na drzwiach wejściowych kościoła, w strugach deszczu, na przejmującym wietrze, pozostali na zewnątrz - przed kościołem. Śpiewali pieśni kościelne – wielkopostne i Maryjne, a wśród nich - jakże wymowną w takiej sytuacji - „My chcemy Boga” i lwowską pieśń Maryjną „Śliczna Gwiazdo miasta Lwowa”.
Wesprzyjmy ją naszą modlitwą i działaniem. Mam nadzieję, że prawda i sprawiedliwość w niedalekiej przyszłości zwycieżą i kościół Marii Magdaleny zostanie w pełni zwrócony wspólnocie parafialnej, która domaga się tego od wielu lat.
Stanisław Kosiedowski
Aktualne informacje z portalu informacyjnego www.lwow.net
Przed kościołem Marii Magdaleny wierni z biskupem ks. Leonem Małym. Obok - Konsul generalny RP we Lwowie p. Wiesławem Osuchowski z małżonką Fotografie: Grażyna Basarabowicz
Apel lwowskich katolików w sprawie zwrotu kościoła pw. św. Marii Magdaleny Mieszkający we Lwowie Polacy zwracają się z apelem o zwrócenie uwagi na relacje pomiędzy władzami miasta a polską mniejszością. Minęła rocznica pomarańczowej rewolucji, zwycięstwo której zapewnić miało mieszkańcom Ukrainy wiele praw i swobód demokratycznych. Polacy mieszkający na Ukrainie w sposób szczególny wiązali swoje nadzieje z nowymi demokratycznymi władzami, dla których hasłem była m.in. poprawa stosunków polsko-ukraińskich. Ciesząc się wolnością Ukrainy, radując się z odzyskania niezawisłego miejsca w rodzinie narodów warto pamiętać o tym, że nie zawsze rzeczywistość wygląda tak, jak deklarowali to politycy obecnie sprawujący władzę. Jednym z pierwszych aktów prawnych prezydenta Wiktora Juszczenki było rozporządzenie z 23 września 2005 r., które wykonywało dekret prezydenta Leonida Kuczmy z 21 marca 2002 r. "O natychmiastowych działaniach dotyczących ostatecznego rozwiązania negatywnych skutków polityki totalitarnej byłego ZSRR dotyczącej religii, jak również przywrócenie odebranych praw kościołom i organizacjom religijnym". Punkt 4 dekretu głosi: "Zalecenie organom samorządowym władzy wykonawczej działania na rzecz przywrócenia odebranych praw kościołom i organizacjom religijnym, m.in. zwrotów dawnych gmachów kościelnych, majątku kościelnego (w tym zabudowań), które używane są niezgodnie z przeznaczeniem i są własnością władz komunalnych". Wydawać się mogło, że nowe władze sprostają wyzwaniom, które przyniosła ze sobą wolność. Ale na naszym przykładzie widać, że nadzieje z tym związane były przedwczesne. Kiedy po wizycie Jana Pawła II prezydent Leonid Kuczma wydał dekret dotyczący zwrotu obiektów sakralnych wiernym, wydawało się, że dotyczy to i lwowskiego kościoła św. Marii Magdaleny. Okazało się wówczas, że na Ukrainie mieszkają obywatele różnych kategorii, mimo tego, że konstytucja i ustawodawstwo ukraińskie mówi zupełnie inaczej. Istniejące we Lwowie dawne kościoły rzymskokatolickie (30), zostały przekazane wiernym obrządku greckokatolickiego, prawosławnego i przedstawicielom innych kościołów (załączony wykaz). Wspólnota rzymskokatolicka nie otrzymała jednakże ani jednego z nich. W tej chwili we Lwowie czynnych jest 5 kościołów rzymskokatolickich, z czego dwa funkcjonowały w okresie ZSRR (katedra, kościół pw. św. Antoniego), 3 nowe zostały wybudowane w ostatnich latach (kościoły w dzielnicach Zboiska, Rzęsna i kaplica na Sichowie). Poczucie logiki podpowiada, że kościoły, skoro były wybudowane, są po to, by służyły celom liturgicznym. Tak też się dzieje w całym cywilizowanym świecie, tak też dzieje się na pierwszy rzut oka we Lwowie: wiernym różnych wyznań, oddano prawie wszystkie dawne kościoły katolickie. Jeśli chodzi o mieszkających we Lwowie katolików obrządku rzymskiego utożsamianych z Polakami, nie możemy się doprosić jednej, ważnej dla nas świątyni. Od 1991 roku rzymskokatolicka wspólnota parafialna zrzeszona przy kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie (składająca się z 870 osób, według spisu przeprowadzonego w lutym 2006 r.) bezskutecznie stara się o zwrot kościoła odebranego przed 44 laty przez władzę radziecką. Wszelkie prośby, petycje i apele kierowane do władz (począwszy od władz lokalnych aż po kancelarię prezydenta) nie doprowadziły dotychczas do zwrotu świątyni.
Poniżej jedno z "zarządzeń" dyrektora sali organowej.
Jedno z niedawnych poleceń dyrektora sali organowej Juliana Winnickiego przekazane katolikom z kościoła Marii Magdaleny. Dyrektor sali organowej wielokrotnie zarzucał proboszczowi kościoła, że liczba wiernych jest wielka tylko dzięki uczestnictwu w nabożeństwach "wiernych przywożonych autokarami z Przemyśla". W lutym b.r. sporządzono listę parafian, na którą wpisało się 870 osób i wszyscy są obywatelami Ukrainy. Natomiast koncerty odbywają się w obecności kilkunastu osób, często też słuchaczami są wyłącznie uczestnicy wycieczek z Polski.
Każda władza, jaka by nie była powinna dać odpowiedź na pytanie, w jakim celu istnieje państwo i jak powinny kształtować się stosunki pomiędzy państwem a obywatelem. Jeśli państwo nie może zrealizować swoich rozwiązań prawnych, jeśli konstytucja i czynne ustawodawstwo takich rzeczy gwarantować nie mogą, to może nie warto tylko deklaratywnie postulować takich rozwiązań.
p>Obecnie Ukraina deklaruje swoje dążenie do struktur europejskich i podkreśla pełną demokratyzację życia społecznego. Polacy mieszkający na Ukrainie są lojalnymi obywatelami tego kraju. Oczekujemy od władz respektowania naszych praw i swobód obywatelskich, dotychczas dzieje się tak, że każda działalność polskiej mniejszości na Ukrainie, może być prowadzona tylko i wyłącznie dzięki pomocy z Polski.
Najczęściej pojawiający się w mediach obraz dobrej współpracy i pojednania polsko-ukraińskiego, nie jest pełnym obrazem. Politycy zabiegają o przedstawianie pozytywnych wydarzeń w mediach, jest jednakże nieporozumieniem, jeśli jako bazę stosunków polsko-ukraińskich uzna się powierzchowne deklaracje polityków, przecinanie wstążek, czy odsłanianie pomników. Prawdziwym testem na europejskość Ukrainy będzie stosowanie rządów prawa i równe traktówanie obywateli, również tych, którzy deklarują inną narodowość. Apelujemy więc do mediów, o to żeby przedstawiały też inną stronę relacji polsko-ukraińskich. Chodzi z jednej strony o realizację praw mniejszości narodowej, ale z drugiej strony o realizację praw konstytucyjnych obywateli Ukrainy
wyznania rzymskokatolickiego.
W imieniu wspólnoty parafialnej: (E-mail: parafia_lwow@wp.pl)
SPÓR O KOŚCIÓŁ 15 czerwca 2006 Na 3 i 4 czerwca dyrekcja Sali Organowej, która mieści się w pomieszczenia kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie, zaplanowała zorganizowanie koncertu „na ołtarzu" świątyni. Odpowiednie pismo, w obronie praw wierzących, wystosował Konsul Generalny Rzeczpospolitej Polskiej, Ambasador Wiesław Osuchowski. Dzięki interwencji władz miejscowych koncert odbył się na scenie, w miejscu dawnego chóru. 8 czerwca Julian Winnicki zwołał konferencję prasową, zapraszając dziennikarzy lwowskich mediów ukraińskich. Dyrektor Sali Organowej Julian Winnicki napisał oburzający list do zakrystianina parafii Józefa Stadnika. Podajemy kopię tekstu. Ks. bp Leon Mały, proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, powołując się na kanon 1210: W miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca, - zwrócił się o pomoc do Konsula Generalnego RP we Lwowie Wiesława Osuchowskiego. Pan Konsul wystosował odpowiednie pismo do gubernatora lwowskiego oraz do MSZ RP. W dniu dzisiejszym (2 czerwca) otrzymałem od biskupa Leona Małego informację, iż dyrektor Sali Organowej w kościele św. Marii Magdaleny zwrócił się do zakrystianina w wyjątkowo nietaktownej, ubliżającej godności religii i jej wyznawców formie z żądaniem usunięcia z ołtarza symboli religijnych. Reagując na to wystąpienie, wierni parafii zapowiedzieli na 3-4 czerwca aktywną demonstrację we wnętrzu i okolicach kościoła. Sytuację uznałem za bardzo niebezpieczną dla sprawy stosunków polsko-ukraińskich i natychmiast przeprowadziłem rozmowę z gubernatorem P. Olejnikiem, wyrażając ubolewanie w związku z działaniami podległej mu dyrekcji Sali Organowej. Odpowiednią rozmowę przeprowadziłem również z dyrektorką Wydziału Kultury urzędu wojewódzkiego p. H. Doroszczuk. W ślad za rozmowami, przekazałem gubernatorowi notę protestacyjną, zwracając uwagę na zagrożenie dla dwustronnych stosunków, w kontekście wieloletniego konfliktu, związanego ze staraniami kierownictwa Kościoła rzymskokatolickiego i wiernych o zwrot kościoła św. Marii Magdaleny. /-/Osuchowski Sięgnijmy do historii. Powołam się tu na artykuł Jurija Smirnowa pt. „Lwowski kościół św. Mani Magdaleny - świątynią parafialną Nowego Świata", umieszczonym w „Gazecie Lwowskiej" nr7 (343),nr 10(346). Historia wybudowania kościoła św. Marii Magdaleny sięga początku XVII wieku, kiedy szlachcianka Anna Pstrokońska ofiarowała ojcom dominikanom (obrządku rzymskokatolickiego-M. B.) działkę gruntu przy Drodze Sokolnickiej (obecnie ul. Doroszenki). Na własny koszt wybudowała drewnianą kaplicę. Jednocześnie ojcowie dominikanie rozpoczęli budowę pomieszczeń klasztornych. W latach 1609-1612 budową kierował lwowski architekt Marcin Godny. Z kronik lwowskich wiadomo też, że w budowie klasztoru i murowanego kościoła uczestniczył budowniczy Wojciech Kielar. Znany historyk i teoretyk sztuki Bogdan Janusz uważa, że świątynię murowaną zaczęto budować blisko 1615 roku, a ukończono przed rokiem 1630. W roku 1612 arcybiskup Jan Zamoyski poświęcił tymczasowy ołtarz, zaś w roku 1630 bp pomocniczy Zachariasz Nowoszyński - wybudowaną świątynię. Już w roku 1612, jak pisał w kronice D. Zubrzycki, przy kościele Marii Magdaleny ufundowano klasztor filialny dominikanów. Świątynię wybudowaną w stylu renesansowym, zdobił monumentalny ołtarz. Wykonano go w latach 1635-1639. W ostatnim odcinku swego opracowania Jurij Smirnow opisuje losy kościoła za czasów ZSRR oraz w czasach niepodległego państwa ukraińskiego - po drugiej wojnie światowej kościół św. Marii Magdaleny był czynny do 1962 r. 22 października tego roku administracja sowiecka podjęła decyzję o likwidacji parafii i zamknięciu kościoła, który został przekazany Lwowskiemu Instytutowi Politechnicznemu. W roku 1969 kościół został przekazany Filharmonii Lwowskiej, zaś w roku 1988 powstał tu samodzielny zakład kulturalny o nazwie Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej (dyrektor Julian Winnicki). Niestety, po przekazaniu kościoła Politechnice Lwowskiej, nowi gospodarze przekształcili pomieszczenie na klub studencki. Znikły XVII-wieczne ławki i ołtarze. Zabielono wapnem malowidła w korytarzu i nad arką u wejścia do prezbiterium. Zniszczono również pomieszczenia baptyserium i freski Rosena, które je ozdabiały. Została także zniszczona część epitafiów. Usunięto krzyże z wież kościoła. Ocalały tylko nieliczne dzieła sztuki, które trafiły do magazynów muzeów lwowskich. 8 czerwca Julian Winnicki zwołał konferencję prasową, zapraszając lwowskie media ukraińskie . Dyrektor Sali Organowej został zawieszony w sprawowaniu swego stanowiska. Powyższą decyzję podjęto kierownictwo wydziału kultury rady miasta Lwowa, na czele z merem Andrijem Sadowym, w dniu 5 czerwca br. Pan dyrektor wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Uważa się za ofiarę nieporozumienia, a winowajcą wszystkich jego nieszczęść jest bp Leon Mały, który jest administratorem parafii św. Marii Magdaleny. Julian Winnicki przedstawił się zgromadzonym dziennikarzom: Jako lwowianin, wychowany na tradycjach kulturalnych, zawsze miałem, mam i będę mieć dobrosąsiedzkie stosunki ze wszystkimi sąsiadami, zaczynając od klatki schodowej. Mogę pochwalić się, mam zaproszenie konsula Rosji na jutrzejszą uroczystość, z okazji Dnia Niepodległości Rosji. Z wielką przyjemnością przedstawię państwu, w ramach dobrosąsiedzkich stosunków między Ukraińcami i Polakami, miedzy Polakami i Ukraińcami - nagrodę rządową Rzeczypospolitej (odznaka „Zasłużony dla kultury polskiej" - red.), która posiadam, za dobrosąsiedztwo, za promowanie wspólnej kultury. Jestem patriotą Ukrainy, głosowałem na Juszczenkę. Głosowałem na Andrija Sadowego, szanuję zespół Olijnyka. Ale nie mogę się zgodzić na dokonanie bezprawnych czynów". Następnie pan Winnicki przypomniał o początkach swojej współpracy z wiernymi Kościoła rzymskokatolickiego we Lwowie. W 1998 roku, z inicjatywy TKPZL w kościele Marii Magdaleny, po przerwie od 1962 r., została odprawiona pierwsza Msza św. Z czasem, coraz częściej była tu celebrowana Msza św., „do tego stopnia, że to zaczęło nam przeszkadzać -jak wyraził się pan Julian - w funkcjonowaniu Sali Organowej". „Gdy zaczęto pisać listy do władz rządowych o zwrot Sali Organowej, tu trzeba się było zastanowić. Państwo ukraińskie powoli doprowadziło to pomieszczenie do cywilizowanego stanu, remont trwał ponad sześć lat. Na to poszło ponad milion grywien z budżetu państwowego. Nadal państwo opiekuje się tym budynkiem. Tylko w tym roku wydano na renowację organów 55 tys. euro" - kontynuował pan Winnicki. Dalej zaczęły się oskarżenia pod adresem ks. bpa Leona Małego, że od końca 2005 r. nie podpisuje umowy o wynajem Sali Organowej, a w konsekwencji nie płaci czynszu.
„Zostaje wykorzystana sytuacja prowokacyjna, wymyślona. Na 3-4 czerwca, w części ołtarzowej miał odbyć się koncert z udziałem znanych skrzypków austriackich. Przedtem w części ołtarzowej, niejednokrotnie odbywały się koncerty. Tam występowała Nina Matwijenko, tam występowała orkiestra pod batutą Myrosława Skoryka, tam występowały zespoły zagraniczne, tam występowała Natalia Krywołynka i żadnego szmeru nie było. A teraz mi zarzuca się zbezczeszczenie ołtarza" - tłumaczył pan Winnicki.
Zapytany przez naszą redakcję, czy widzi różnicę między sformułowaniami: „przy ołtarzu" i „na ołtarzu", pan dyrektor odparł, że nie. Potem pokazał dziennikarzom owe „manele" – znajdujące się w jego gabinecie: worki z sianem –jako dekoracje szopki. Stały one w niewidocznym miejscu, ani „na ołtarzu", ani „przy ołtarzu", tylko za ołtarzem. Pan dyrektor, dumny jak paw, chodził po stopniach ołtarza, a potem wszedł za niego, by pokazać, jakie też „manele", czyli różne dekoracje okolicznościowe, są tam. Skoro te przedmioty są niewidoczne i nie przeszkadzałyby w prowadzeniu koncertu, co należało zabrać z ołtarza?
Argumenty jednej z dziennikarek, że może parafia nie ma, gdzie tego trzymać i że te przedmioty są naprawdę niewidoczne i nikomu nie przeszkadzają, pozostały bez echa. Dziennikarka Radia „Woskresinnia" próbowała przemówić dyrektorowi do rozsądku, twierdząc, że retoryka antykatolicka i antypolska jest nie na miejscu i może tylko zaszkodzić. Perswazja okazała się bezskuteczna i wywołała oburzenie u dyrektora i kilku dziennikarzy. Jedna z nich, reprezentująca telewizję lokalną, posunęła się nawet do tego, że powiedziała, iż Polacy we Lwowie są traktowani „za dobrze, a przecież są we Lwowie gośćmi”. Pani się nie orientuje w realiach historycznych: przecież Polacy mieszkają we Lwowie od siedmiuset lat. Obecnie, tak, jak i Ukraińcy, są obywatelami Ukrainy. Któryś z dziennikarzy, nie wiadomo, z jakiego powodu, wspomniał o Pawłokomie. Natomiast nikomu nie przyszło do głowy, że się znajdują jednak w świątyni i trzeba się zachować we właściwy sposób. Na konferencji prasowej, która omal nie przerodziła się w kłótnię, zabrakło przedstawicieli drugiej strony konfliktu - czyli Kościoła rzymskokatolickiego i parafii Byli uparcie nazywani tylko Polakami W ten sposób starano się pokazać, że to Polacy czyhają na własność ukraińską i chcą ją odebrać. Akcentowano, że to kościół dominikański, a nie parafialny i tu parafii być nie może. A przecież zakon dominikanów jest jednostką Kościoła rzymskokatolickiego, a nie greckokatolickiego czy prawosławnego... i może prowadzić parafię. Nie wiemy, czy obecnie zakon dominikanów również nie czyni starań o zwrot swojej własności? Dyrektor Sali Organowej natomiast zapomniał chyba, że swoje odznaczenie zawdzięcza Towarzystwu Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, a zwłaszcza panu wiceprezesowi Bolesławowi Sudomlakowi, który się o nie wystarał. 4 czerwca wierni parafii św. Marii Magdaleny omal nie poturbowali pana Bolka za te jego działania. Bardzo to smutne i oburzające. W kółko się mówi o „partnerstwie strategicznym" i „pojednaniu polsko-ukraińskim". Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej i przypomina sowiecką indoktrynację. Jaki będzie koniec tego konfliktu i czy Kościół odzyska świątynię? Ufamy, że sprawiedliwości stanie się zadość. Przygotowała Maria Basza Odzwierciedlanie sytuacji kościoła św. Marii Magdaleny w ukraińskich mediach Przygotowała Irena Masalska 2007-03-29 Tekst ukaże się w najbliższym wydaniu Gazety Lwowskiej. Dziękuję Autorce za pozwolenie na opublikowanie tekstu na stronie internetowej. Wszelkie prawa zastrzeżone dla Autorki. „Sprzeczki religijno-gospodarcze” – taki jest tytuł artykułu Bożeny Gorodnickiej, reporterki pisma „Wysoki Zamek”. Tekst ukazał się w dniu 21 marca br. z nadtytułem – „Między organami a ołtarzem”. Autorka pisze o konferencji prasowej, zwołanej dzień wcześniej przez dyrektora Sali Organowej, Juliana Winnickiego. Cytuje słowa dyrektora: „Wspólnota rzymskokatolicka jest tu obecna fizycznie, jednak na płaszczyźnie prawa jej nie ma. Zarządza pomieszczeniem, ale za nic nie odpowiada. Nie mają nawet gaśnicy! Od 2005 roku biskup Leon Mały bezpodstawnie i jednostronnie odmówił podpisania umowy użytkowania tego pomieszczenia, opłaty usług komunalnych oraz uzgodnienia grafiku pracy. Suma długu parafian, potwierdzona przez Resort Kontrolu i Rewizji stanowi 3 tys. grywien. Ostatni telegra, wystosowany do Wasyla Kosiwa, zastępcy mera miasta do spraw humanitarnych, na razie pozostaje bez odpowiedzi.” „Budynek Muzyki organowej i kameralnej – kościół św. Marii Magdaleny – jest na bilansie miasta – tłumaczy biskup Leon Mały. W oparciu o decyzję Ministerstwa Kultury i Turystyki Ukrainy z dnia 27.04.2001 r. umowy użytkowania zabytków architektury, będących obiektami kultu religijnego, mogą być zawierane jedynie między jednostką, na której bilansie jest obiekt a wspólnotą religijną. Niejednokrotnie apelowałem do kierownika Resortu Ochrony środowiska historycznego oraz mera Lwowa, Andrija Sadowoho z prośbą o podpisanie takiej umowy, jednak wszystkie apele pozostają bez odpowiedzi.” – powiedział ks. biskup Leon Mały. Autorka tekstu wykonała zdjęcie ołtarza kościoła św. Marii Magdaleny. Podpis pod zdjęciem jest następujący: „Do kogo stanie twarzą merostwo – do ołtarza czy organów?” 21 marca wydanie internetowe www.risu.org.ua (Religijne Systemy Informacyjne Ukrainy) opublikowało materiał pod tytułem: „Konflikt we Lwowie między proboszczem kościoła a dyrekcją Sali Organowej może się przekształcić w konflikt polityczny między Polską a Ukrainą”. Dodano, że tak twierdzi dyrektor Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej Julian Winnicki. „Twierdzi, że katolicy rzymscy mają zamiar odebrać salę organową i stwarzają ku temu różne sytuacje konfliktowe” – podaje dalej wspomniany portal. „Rada Miejska, do której należy Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej, podjęła zobowiązanie, aby przed Wielkanocą rozstrzygnąć problem. Jak poinformował Ołeksij Poburko, dyrektor departamentu polityki humanitarnej w Radzie Miejskiej, na początek warto szczegółowo się zapoznać ze wszystkimi dokumentami. „Chciałbym zaznaczyć, że mowa nie o przekazaniu budynku. Na ten rok w budżecie na Budynek Sali Organowej jest przeznaczona suma 237 tys. grywien. Na organizację festiwali – 50 tys. grywien”, - mówi urzędnik. Tymczasem wierni Kościoła rzymskokatolickiego powołują się na Ustawę Ukrainy „O wolności sumienia i organizacjach religijnych” z 1991 r., w oparciu o którą budowle sakralne winny być nieodpłatnie zwracane Kościołom” – tymi słowami kończy się informacja. 22 marca br. wydanie „Gazeta po ukraińsku” na swojej stronie internetowej www.gpu.ua opublikowało komunikat „Katolicy modlą się między koncertami muzyki organowej” Podtytuł komunikatu głosi: „Administracja lwowskiego Budynku Muzyki Organowej oraz wspólnota rzymskokatolicka nie mogą podzielić pomieszczenia dawnego kościoła św. Marii Magdaleny.” „Koncerty muzyki klasycznej są tu organizowane od 1962 roku. W roku 2000 wznowiono nabożeństwa. Proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, 48-letni ksiądz Leon Mały od dwu lat odmawia podpisania umowy dzierżawy i płacenia świadczeń komunalnych. Dług wiernych stanowi ponad 3 tys. grywien”, - podaje wydanie. „Za jeden pobyt w świątyni musimy płacić 445 grywien. W roku 2004 sześciokrotnie nadpłaciliśmy za świadczenia komunalne, - zapewnia kapłan. – Budynek Muzyki Organowej jest dzierżawcą, podpisywanie z nim umowy jest niezgodne z prawem”. Dalej komunikat głosi: „Pracownicy budynku muzyki organowej są oburzeni postępowaniem wiernych.” „Na ścianach samowolnie poprzybijali obrazy. Na czas koncertów wyznaczają ceremonie chrztu. Chcieli otworzyć wejście centralne, obok którego na scenie są organy. To je zniszczy!” – rozpacza 44-letnia artystka zasłużona Ukrainy Natalia Dacko. Dyrektor Budynku Julian Winnicki, lat 46, obawia się, że sprawa gospodarcza z czasem zamieni się w polityczną. – Jeżeli sprawa sięgnie poziomu Prezydentów Ukrainy i Polski, zostaniemy zamknięci, aby został zlikwidowany sam konflikt” – mówi Winnicki. W merostwie zapewnia się, że Budynek Muzyki Organowej nie zostanie zamknięty. „Na jego funkcjonowanie przyznano prawie 238 tys. grywien. Jednak Kościół powinien płacić świadczenia komunalne”, -uważa dyrektor departamentu polityki humanitarnej Ołeksa Poburko.” 23 marca br. dwa wydania internetowe www.kupol.lviv.ua oraz www.portal.lviv.ua opublikowały dwa jednakowe teksty pod tytułem: „Wierni przez szturm opanowali balkon Budynku Muzyki Organowej”. Czytamy w nich: „Dziś nieznani sprawcy opanowali balkon budynku muzyki organowej. Do nas podjechał samochód, z której wyszli ludzie, niosący ogromną drabinę. Wyleźli na balkon i umieścili na nim plakat z napisem: „Wierzymy w Boga, głodujemy, zwróćcie nam kościół św. Marii Magdaleny” – o tym opowiedział dziś, 23 marca, dyrektor Budynku Muzyki Organowej, pan Julian Winnicki. Według słów pana Winnickiego, ludzie, którzy umieścili plakat o swej wierze w Boga, wylali na pana Winnickiego wyzwiska. „Działania katolików rzymskich stały się niekontrolowane. Nasze koncerty odbywają się w atmosferze zdenerwowania. Z powodu katolików rzymskich została zerwana próba do koncertu ku czci Szewczenki. Na nas wywierano presję, żeby koncert Szewczenkowski wcale się nie odbył w niedzielę. Grafik organizacji koncertów i nabożeństw powinien być uzgadniany przez obie strony konfliktu. Niestety, teraz tego brak. W tym czasie, kiedy strona polska prowokuje konflikty, nasza władza lokalna milczy”, - powiedział Julian Winnicki. „Wczoraj do mnie z prośbą o to, bym złożył podanie o zwolnienie, zwrócił się Jurij Kuczeriawyj, naczelnik resortu kultury Rady Miejskiej, Potrzebę napisania takiego podania uzasadnił przez to, że nie radzę sobie z pracą”, - powiedział pan Winnicki, którego stan zdrowia po zgłoszeniu wymagań o zwolnienie znacznie się pogorszył. Przypominamy, że 20 marca została zwołana konferencja prasowa, na której omawiano uregulowania prawne w oparciu o ważne ustawodawstwo ukraińskie, dotyczące sprawy przebywania parafii w kościele św. Marii Magdaleny, który dzierżawi Budynek Muzyki Organowej od podmiotu, utrzymującego obiekt na swoim bilansie – Miejskiego Resortu Ochrony Środowiska historycznego. Powodem do zwołania konferencji prasowej było zerwanie przez parafian prób koncertów, zaplanowanych na 16 i 17 marca. Inną podstawą konfliktu między obiema stronami – Budynkiem Muzyki Organowej i Kameralnej a parafią kościoła św. Marii Magdaleny Kościoła rzymskokatolickiego jest stała odmowa spłacania długu za świadczenia komunalne.” – kończy się komunikat. 23 marca Radio MAN na swoim portalu www.radioman.ua opublikowało komunikat: „Kobiety rozpoczęły głodówkę z powodu braku zrozumienia ze strony urzędnika”. „Od trzech dni w kościele św. Marii Magdaleny głosują dwie kobiety. Powodem tych radykalnych działań stało się traktowanie wiernych przez dyrektora Sali Organowej, do której należy pomieszczenie kościoła.” – głosi podtytuł. Dalej komunikat głosi: „Powietrze jest przesycone konfliktem i obrazami, chociaż od XV wieku to pomieszczenie należało jedynie do spokoju i modlitw. Administracja wymaga, żeby wspólnota rzymskokatolicka podpisała umowę dzierżawy. Jednocześnie, dyrektor Sali Organowej Julian Winnicki zapewnia, że nie zasiądzie do stołu rozmów, zanim nie uzyska ustnej zgody. Julian Winnicki: „Dwa lata i trzy miesiące – to paczka dokumentów i rozmowa milion razy. Nie. A dlaczego? Ponieważ on (proboszcz świątyni) nie zgadza się na podpisanie ukraińskich dokumentów prawnych, będąc obywatelem Ukrainy. Natomiast proboszcz świątyni, ksiądz Leon, mówi, że umowy nie można podpisać z przyczyn prawnych. Takie dokumenty mają być podpisywane między tymi, na czyim bilansie jest zabytek kultury a wspólnotą religijną. A pan Winnicki sam dzierżawi od władzy miasta pomieszczenie sali organowej. Tymczasem, parafianie kościoła nie są wpuszczani na nabożeństwa. „Było nawet bardzo śmiesznie, dlatego że przyszedł zastępca mera miasta, Wasyl Kosiw i też nie został wpuszczony. Przyjechał konsul Polski i go też nie wpuszczono” – powiedział „Faktom” ksiądz Leon Mały. Do pomieszczenia nie zostali wpuszczeni nie tylko urzędnicy, ale też pracownicy pogotowia. Na razie głodujące czują się dobrze, jednak nie mają zamiaru przerywać protestu dotąd, aż kościół zostanie zwrócony. Dodamy, że wspólnota rzymskokatolicka stara się o zwrot pomieszczeń kościoła, wyrażając zgodę na organizowanie w nim koncertów muzyki organowej.” 24 marca na stronie internetowej Telewizji „5 kanał” ( www.5tv.com.ua) ukazała się informacja: ”We Lwowie trwa konflikt dookoła kościoła św. Marii Magdaleny”. Autorami są Aleksander Wawryszczuk i Jewhen Radion. Tekst głosi: „Piątą dobę z rzędu w sali koncertowej Lwowskiego Budynku Muzyki Organowej i kameralnej głodują dwie parafianki. Wymagają, żeby kościół św. Marii Magdaleny został przekazany na własność wspólnoty rzymskokatolickiej.” Kościół św. Marii Magdaleny został zamknięty w roku 1962, a po ćwierćwieczu tu urządzono Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej. W latach 90. ubiegłego wieku wspólnocie rzymskokatolickiej zezwolono na nieodpłatne odprawianie tu nabożeństw. Jedyne, czego się wymaga, to podpisanie umowy o udostępnieniu pomieszczeń państwowych. Konflikt wynikł niedawno – wedle słów dyrektora sali, parafianie odmawiają podpisywania umowy i nawet zrywają próby.” Julian Winnicki, dyrektor Budynku Muzyki Organowej i kameralnej we Lwowie: „Wszystko ma się odbywać na płaszczyźnie prawa. Już dawno miała być podpisana umowa, dotycząca bezpłatnego sprawowania nabożeństw w Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej we Lwowie. W trybie jednostronnym umowa została odrzucona przez księdza biskupa, który jest proboszczem parafii rzymskokatolickiej i jest odrzucana do dziś. Świadczenia komunalne nie są opłacane, świadczenia są otrzymywane.”
W dniu 26 marca br. Konstanty Czawaga, dziennikarz redakcji ukraińskiej „Radia Watykańskiego” i pisma „Radość Wiary” oraz stały korespondent KAI, którego nazwisko jest znane naszym stałym Czytelnikom, podał do wspomnianego radia komunikat o głodówce w kościele św. Marii Magdaleny: „25 marca we Lwowie w świątyni rzymskokatolickiej pw. św. Marii Magdaleny kolejna parafianka dołączyła do dwu kobiet, które już od tygodnia stosują głodówkę protestacyjną, wymagając od władzy lokalnej oddania świątyni, w której od czasów sowieckich mieści się Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej. Administrator parafii, lwowski biskup pomocniczy Leon Mały, oświadczył, że prosił te parafianki, by nie głodowały, jednak nie może im tego zabronić. „Ludzie pragną tej świątyni, chcą tu się modlić, od 15 lat proszą o zwrot świątyni, a nam się zarzuca, że jesteśmy tu nieprawnie, że to nie kościół, a Budynek Muzyki Organowej”, - mówił biskup Leon Mały przed niedzielną Mszą świętą. – Będę z wami i będę „nieprawnie” się modlił w tej świątyni.” „W sprawie zwrotu kościoła parafianie skierowali listy do organów władzy i społeczności.” – podał K. Czawaga. Do informacji dołączył list przedstawicieli organizacji polskich Lwowa do prezydenta Wiktora Juszczenki. 27 marca, kiedy już było wiadomo, że parafianki kościoła św. Marii Magdaleny zaprzestały protestu, ukazał się kolejny numer gazety „Wysoki Zamek” z tekstem „Będę głodowała i spała w trumnie.” Nadtytuł ten sam – „Między organami a ołtarzem.” Autorkami tekstu są Ołena Łań, Iryna Semeniw, Bożena Gorodnicka, Iryna Kuszyńska. Oto fragmenty tekstu:
„- Czemu Pan się samoczynnie odsuwa od rozwiązania problemu?” – takie pytanie zadali dziennikarze merowi Andrijowi Sadowemu. Oto odpowiedź: „Chciałbym mówić językiem faktów. W swoim czasie było wiele apeli o przekazanie Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej Kościołowi rzymskokatolickiemu, „bo to nasze, myśmy to zbudowali.” Przejrzeliśmy dokumenty archiwów i okazało się, że ta budowla została postawiona za koszty, zebrane przez społeczność miasta Lwowa i zawsze była przekazywana w dzierżawę katolikom rzymskim dla nabożeństw. Obecnie my to właśnie proponujemy. Stanowisko katolików rzymskich, moim zdaniem, jest nie całkiem adekwatne. W Rydze także jest kościół, w którym obok koncertów muzyki organowej są odprawiane Msze Święte i to nikomu nie szkodzi. Proponujemy ten sam model, ale wspólnota czemuś nie chce tego zrozumieć, a próbuje cisnąć na władzę, urządzając te lub inne akcje protestacyjne. Blisko trzy miesiące temu rozmawiałem z księdzem biskupem Leonem Małym oraz kardynałem Jaworskim i wytłumaczyłem stanowisko miasta. Ono nie może być inne. To stanowisko popiera również społeczność Lwowa. Niestety, do dziś rzymo-katolicy nie mają chęci zawierać odpowiedniej umowy. Długo prosiliśmy ich, aby podali nam swe dokumenty, a gdy wreszcie otrzymaliśmy tekst – był w nim wymóg umożliwienia sprawowania Mszy św. codziennie – rano i wieczorem. To znaczy, że trzeba zamykać znaną na całym świecie Salę Organową. Nigdy się na to nie zgodzimy. Prosiłbym rzymo-katolików, aby szanowali wszystkich lwowian, także przedstawicieli innych wyznań. Od wielu lat wspólnota kościoła św. Marii Magdaleny współpracuje z miejskim resortem kultury. Najpierw prosiła o pozwolenie na odprawianie Mszy Świętej w Budynku Muzyki Organowej raz w miesiącu, potem – trochę częściej, a zaraz doszło do tego, żeby codziennie i od rana do wieczora. Nie jesteśmy przeciwni temu, żeby nabożeństwa się odbywały codziennie rano – od ósmej do wpół do dziewiątej, – kiedy na Sali Organowej nie ma prób. Do tego – w 12 najważniejszych dniach świątecznych, kiedy nabożeństwa są odprawiane wieczorem. Proszę bardzo. To mądre stanowisko, które powinno odpowiadać wszystkim. Wspólnota rzymskokatolicka powinna podpisać umowę właśnie takiej dzierżawy z miejskim resortem kultury oraz zarządem ochrony środowiska historycznego, na bilansie którego jest Budynek. Nie widzę żadnej krytyczności sytuacji, która wynikła. Widzę niechęć jednej ze stron do tego, by szanować zdrowy rozsądek oraz stanowisko innej. Prosiłbym, żeby hierarchowie Kościoła przekazali swej społeczności prawidłowe, cywilizowane podejście do tego problemu. Jeżeli duchowieństwo rzymskokatolickie będzie stało z boku i spokojnie obserwowało to, co się dzieje, to będzie niedobrze. Na razie widziałem kilkadziesiąt listów kardynała Jaworskiego do Prezydenta Ukrainy i pierwszych osób w rządzie z prośbą o przekazanie pomieszczeń Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej na własność. Na jakiej podstawie? Rozmowa o takich rzeczach – to droga nie w tym kierunku.
Na koniec – publikacja w piśmie „Lwiwska gazeta” z dnia 27 marca br., która pośrednio dotyczy sprawy kościoła św. Marii Magdaleny. Autorem tekstu jest Jakub Łoginow z Gdańska. Tytuł: „Polakom nie zależy na porozumieniu.”
Nic dodać, nic ująć. Stanowiska są aż nadto przejrzyste, więc odpowiednie wnioski wyciągniecie Państwo sami. Przygotowała Irena Masalska Patrz także: Powojenne losy lwowskich kościołów
Patrz także: Zarys dziejów kościoła i parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie Rzymskokatolicki kościół p.w. św.Marii Magdaleny wybudowano we Lwowie w XVII wieku wg. projektu Wojciecha Kielara i Jana Godnego. Fundatorką świątyni (obecnie najstarsza część świątyni stanowi prezbiterium) w roku 1600 była Anna Pstrokońska. Świątynię rozbudowano wg. projektu Macieja Urbanika pod koniec wieku XVII przez zakon OO.Dominikanów. Dominikanie byli gospodarzami kościoła i klasztoru do momentu kasaty józefińskiej. W 1784 roku klasztor przechodzi na własność Państwowego Funduszu Religijnego. Fundusz odsprzedaje zabudowania galicyjskiemu Funduszowi Policyjnemu w roku 1841. W klasztorze urządzono dom poprawy i pracy przymusowej, później przekształcony na więzienie dla kobiet. Kościół natomiast oddano do dyspozycji archidiecezji lwowskiej - pełnił funkcję kościoła parafialnego. Ponieważ gmachy klasztorne były zajęte przez władze austriackie, obok kościoła wybudowano plebanię. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w dwudziestoleciu międzywojennym dokonano wielu zmian. Zlikwidowano więzienie z gmachu poklasztornego, sam gmach władze polskie przekazały Politechnice Lwowskiej. W 1927 roku powstaje Komitet Odnowy Kościoła św. Marii Magdaleny. Dzięki komitetowi zostały przeprowadzone prace konserwatorskie: powstaje mensa ołtarzowa, nowe baptyserium ozdobione freskami Jana Henryka Rosena (jego autorstwa są malowidła w katedrze ormiańskiej we Lwowie i malowidła w papieskiej kaplicy w Castel Gandolfo). Okres międzywojenny to przede wszystkim działalnośc ks.Gerarda Szmyda - prekursora odnowy liturgicznej w Polsce. (Gerard Szmyd 1885 - 1938, doktor św. teologii. Studiował teologię na Uniwersytecie Lwowskim. W 1910 przyjął święcenia kapłańskie. Był profesorem w IV gimnazjum im. Jana Długosza we Lwowie i przewodniczącym Zarządu Lwowskiego Związku Harcerstwa Polskiego. W listopadzie 1918 brał udział w obronie Lwowa, w latach 1920 i 1925 - 1930 był kapelanem Wojska Polskiego. Honorowy kanonik kapituły lwowskiej i członek Polskiego Towarzystwa Teologicznego, w latach 1930-1938 proboszcz parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie. Sędzia synodalny, proboszcz konsultor, wizytator szkół, asystent kościelny Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet, liturgista, kerygmatyk, wychowawca młodzieży, miłośnik ruchu liturgicznego, badacz naukowy, autor wielu publikacji, podręczników dla gimnazjum i mszalików polsko - łacińskich. Zmarł 11 XII 1938 r. we Lwowie. Pochowany na cmentarzu Obrońców Lwowa). Kościół pełnił funkcje sakralne do roku 1945. Po ekspatriacji ze Lwowa duchowieństwa i wiernych, świątynia przez pewien czas była zamknięta. Otwarta w 1946 i czynna do października 1962. Kolejno posługę kapłańską sprawowali w kościele ks.ppłk Zygmunt Truszkowski (1876-1949), o.Marcin Karaś (1910-2003), o.Rafał Kiernicki OFM Conv (1912-1995), ks.prałat Zygmunt Hałuniewicz (1889-1974). W marcu 1962 ks.Hałuniewicz otrzymuje zakaz celebrowania nabożeństw. Parafię udaje się utrzymać do października tegoż roku.
Baptyserium przerobiono na sanitariaty - funkcjonują do chwili obecnej. Wieże kościelne pozbawiono krzyży, z przykościelnego placu usunięto figurę Matki Bożej, zdewastowano kapliczkę z 1580 roku, wkomponowaną w ogrodzenie plebanii. Jedyną pozostałością po dawnej świetności jest ołtarz główny, organy i epitafia (ze zniszczonymi elementami dekoracyjnymi) Niedzielna msza w kościele Marii Magdaleny, ... wypożyczanym (odpłatnie) przez wiernych od dyrekcji lwowskiej filharmonii.
Baptyserium z freskami Jana Henryka Rosena zamieniono na ... toaletę, cenne freski oczywiście zamalowano.
Po każdej mszy ksiądz wynosi z kościoła Najświętszy Sakrament do samochodu, by zawieźć go w bezpieczne miejsce Fotografie: Stanisław Kosiedowski Katarzyna Hejke „Co by powiedział Lenin, gdyby widział, jak mnie traktujecie!”. Opowiedział, że przed laty jego rodzina pomogła późniejszemu wodzowi rewolucji. Gdy był bez grosza, przodek kapelana pożyczył mu pieniądze. Zdezorientowani enkawudziści zażądali dowodu – ks. Truszkowski odnalazł wśród rodzinnych pamiątek odręczne listy z podpisem Włodzimierza Ilicza. I tak lwowskie NKWD skapitulowało przed siłą relikwii komunistycznego bożka. Duchowny wyszedł na wolność i oddano mu upragnioną świątynię. Centralna część Lwowa. U zbiegu ulic Bandery (dawniej Leona Sapiehy) i Doroszenki (dawniej Sykstuskiej) dostojny barokowy kościół pw. św. Marii Magdaleny. O jego tragicznej historii ostatnich kilkudziesięciu lat najwięcej mówią zabudowane główne drzwi i okienko z napisem „kasa”, obok którego przechodzą wierni idąc na mszę. Gdy we Lwowie nastał Związek Sowiecki, świątynie znacjonalizowano – z kilkudziesięciu wiernym pozostawiono jedynie trzy: katedrę, kościół pw. św. Antoniego i położony w centrum kościół św. Marii Magdaleny. Sukcesy w gromieniu Niemców umocniły komunistów – w 1944 r. władza ludowa zakazała katolikom odprawiania nabożeństw w kościele św. Marii Magdaleny. Świątynię przeznaczono do celów świeckich. Ów plan zostałby niechybnie zrealizowany, gdyby nie sprytne działanie jednego z lwowskich duchownych. W 1948 r. z zesłania na Syberię wrócił ks. Truszkowski, przedwojenny kapelan wojskowy. Rozpoczął walkę o odzyskanie zamkniętego kilka lat wcześniej kościoła. Determinacja duchownego wkrótce spotkała się z ostrą reakcją miejscowego NKWD. Kapelana Truszkowskiego wezwano na przesłuchanie. Gdy przed duchownym stanęła perspektywa długiego więzienia, niespodziewanie uratowało go od łagru wspomnienie Lenina. Na jednym z przesłuchań ksiądz odważył się powiedzieć do agresywnych śledczych zdanie, które zupełnie zbiło ich z tropu: „Co by powiedział Lenin, gdyby widział, jak mnie traktujecie!”. Opowiedział, że przed laty jego rodzina pomogła późniejszemu wodzowi rewolucji. Gdy był bez grosza, przodek kapelana pożyczył mu pieniądze. Zdezorientowani enkawudziści zażądali dowodu – ks. Truszkowski odnalazł wśród rodzinnych pamiątek odręczne listy z podpisem Włodzimierza Iljicza. I tak lwowskie NKWD skapitulowało przed siłą relikwii komunistycznego bożka. Duchowny wyszedł na wolność i oddano mu upragnioną świątynię. Przez następne 14 lat w kościele św. Marii Magdaleny odprawiano msze. W 1962 r., gdy nie było już kapelana Truszkowskiego, lwowskie władze ponownie zainteresowały się świątynią. Tym razem nie było ratunku. Barokowy kościół zamieniono na salę koncertową. Organizowała w niej imprezy głównie miejscowa politechnika. Ołtarz zasłonięto kotarą, ambonę zdemontowano, a w kaplicy chrzcielnej urządzono toalety, pozbywając się przy okazji drogocennych fresków. Były tu i bale, potańcówki, napuszone akademie, odczyty, zebrania i koncerty. By poprawić akustykę, ówcześni włodarze świątyni kazali zamurować główne wejście. Pod sklepieniem zamontowano duży metalowy ekran. Nowe stare zwyczaje Gdy Związek Sowiecki przestał istnieć, a Ukraina proklamowała niepodległość, kościół św. Marii Magdaleny stał się własnością komunalną Lwowa. Mylili się jednak ci, którzy liczyli na upadek bolszewickich praktyk i zwrot świątyni prawowitym właścicielom – rzymskokatolickiej parafii. Magistrat postanowił kontynuować tradycję – kościół pozostał budynkiem świeckim, przemianowano go na salę koncertową muzyki organowo-kameralnej. Taki charakter ma po dziś dzień, choć od ponad pięciu lat na Ukrainie obowiązuje dekret prezydenta, w myśl którego wszelkie budynki sakralne zarekwirowane w czasach sowieckich powinny wrócić do wspólnot, z myślą o których były budowane. Dziś świątynię otacza atmosfera schizofrenii. W dni powszednie między godz. 8.00 a 9.00 kościół jest kościołem, później zamienia się w filharmonię, a nawet salę do wynajęcia. W niedzielę o godz. 9.00 powraca do sakralnego przeznaczenia, by po półtorej godzinie znowu stać się budynkiem świeckim. Zwierzchnikiem dzisiejszego kościoła Marii Magdaleny jest ukraińskie ministerstwo kultury. Świątynią administruje podległy mu dyrektor. Parafia katolicka jest jego petentem. Przez lata wierni musieli uiszczać comiesięczne opłaty za możliwość odprawiania codziennego nabożeństwa. Stawka była wysoka – kilkaset hrywien – kilkakrotność przeciętnej w tym kraju pensji. W końcu okazało się, że haracze za pozwolenie na modlitwę we własnym kościele pobierane były nielegalnie. Dziś za godzinę obecności w kościele raz dziennie parafia nie musi uiszczać żadnych opłat. Płacić trzeba jednak za wszelkie ponadprogramowe uroczystości – choćby mszę z okazji rozpoczęcie roku szkolnego. Obowiązujący w tym roku cennik to 100 hrywien, ok. 70 polskich złotych za nabożeństwo ekstra. Biuro w zakrystii Dyrektor sali koncertowej w kościele św. Marii Magdaleny jest zachwycony swoją instytucją. Chełpi się odznaczeniem przyznanym przez władze RP za propagowanie kultury polskiej, nie dostrzega niezręczności sytuacji. Jego ego wzmocniła w marcu tego roku „Polityka”. W artykule „Kościół niezgody” Natalia Gańko rozpływała się nad poziomem repertuaru sali koncertowej w kościele i ubolewała nad marnością parafian, którzy chcieliby korzystać ze świątyni swobodnie, zgodnie z przyjętymi w cywilizowanym świecie wieki temu standardami. Tymczasem wierni z kościoła pw. św. Marii Magdaleny nie chcą zaprzestania koncertów organowych, przeciwnie – z przyjemnością byliby ich słuchaczami. Zależy im na uszanowaniu świętości tego miejsca, na przyjęciu za priorytetową jego misji sakralnej. – Przez dziesięciolecia komunizm pozbawiał ludzi godności, zwalczał Boga. Nie będzie ani wolności, ani demokracji, gdy punktem odniesienia nadal będą zwyczaje rodem z bolszewizmu, tłumaczą. Administratorzy dzisiejszej sali koncertowej w barokowej świątyni nie są skorzy do porozumienia. W czasie porannych mszy zarządzają generalne porządki – mycie i pastowanie sceny usytuowanej vis a vis ołtarza, wycieranie ławek. W sobotnie i niedzielne wieczory w kościele odbywają się nie tylko koncerty, ale i występy taneczne. Dyrekcja urzęduje w zakrystii, w korytarzu przy wejściu do głównej nawy kościoła działa ustanowiona jeszcze za Sowietów kasa. W świątyni organizowane są imprezy sponsorowane, rozwieszane reklamy opłacających je firm. Nad sceną dekoracje – wisiał tu już i ukraiński poeta Taras Szewczenko i szef UPA Stiepan Bandera. W gablocie przed wejściem do kościoła rozwieszono plakaty, nie ma tabliczki informującej o wielowiekowej historii „sali koncertowej”. Ponad rok temu dziesiątki tysięcy Ukraińców walczyły o poszanowanie reguł demokracji. Pomarańczowa rewolucja stała się rozpoznawalnym na świecie symbolem ich walki o swobody obywatelskie i lepsze państwo. Los lwowskiej świątyni pw. św. Marii Magdaleny obnaża smutną prawdę – marzący o integracji z Unią Europejską nasi wschodni sąsiedzi mizernie radzą sobie z pozbywaniem się komunistycznych przyzwyczajeń. Katarzyna Hejke
"Kościół niezgody" Natalia Gańko Polscy parafianie kontra ukraiński Dom Muzyki: spór o świątynię we Lwowie Pomarańczowa Rewolucja zaostrzyła ukraińskie apetyty na to co narodowe. Parafianie polskiego kościoła zamienionego kiedyś na Dom Muzyki liczą, że egzorcyzmy wypędzą zło i pomogą nowej władzy podjąć dobre decyzje. Zakrystian Józef Stadnik głosował na Janukowycza mając na względzie dobro parafii. (Nie bez znaczenia był dla Józefa przedwyborczy gest władzy, podwyższona do 280 hrywien emerytura, na polskie to 175 zł). Bo kto, jak nie były premier i kandydat na prezydenta załatwił w 2004 r. zwrot katedry lwowskim Ormianom? Parafia ormiańska, jak polska, została zabrana po wojnie przez Rosję sowiecką. U Ormian zrobiono wielką graciarnię. U Polaków w kościele św. Marii Magdaleny – Narodowy Dom Muzyki Organowej: biuro w zakrystii, klozety w baptysterium. Zniknęły krzyże z dachu, boczne ołtarze, kazalnica oraz barokowe ławki. Dziś tylko prezbiterium pełni funkcje sakralne. Za mszę trzeba płacić 100 hrywien w ukraińskiej kasie dyrektora Domu Muzyki. Parafianie do wynajmowanego kościoła wchodzą jak służba, bocznymi drzwiami. Powód: zamurowane główne wejście; stoi przy nim wielka scena, wiszą dekoracje. W nawie głównej są nowe ławki, miejsca numerowane, jak w teatrze. Rano polska msza, wieczorem (tyłem do ołtarza) koncert ukraiński, oklaski. Dyrektor Domu Muzyki Julian Winnicki widzi szansę współpracy, mówi po polsku: – Mnie woda święcona w biurze wcale nie przeszkadza. A kościelne organy są najlepsze na całej Ukrainie. Korzystajmy z nich razem. Zwrotu kościelnych nieruchomości i świętych sprzętów chce biskup Leon Mały. Przyjechał do Lwowa z Kazachstanu jako specjalista od trudnych sytuacji. W październiku 2004 r. spisał petycję, wysłał do Kijowa. – Odpisali, że po wyborach prezydenckich poważnie zajmą się sprawą. Teraz nic nie wiadomo. Dobrze, że parafianie odprawiają egzorcyzmy. Od stycznia co rano. Modły, 8 rano Pokornie prosimy, rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie strąciły do piekła. Amen – ostatnia sekwencja egzorcyzmu zamyka modlitwy poranne. Starsze panie w skupieniu wstają, poprawiają czapki. Przed wyjściem jeszcze znak krzyża przy maleńkiej przenośnej kropielnicy, pod napisem: „Kasa”. To tu, według parafianek, przebiega główna granica między profanum i sacrum. – Kasa w kościele katolickim to grzech, choć, owszem, dopuszcza się dostojne koncerty na organy – mówi Alina Węgier, emerytowana pediatra (po wojnie została we Lwowie z powodu ważnej społecznie pracy w szpitalu). Pani Lusia, sopran w chórze Lutnia (wyjazd do Polski z kresowej ojczyzny byłby dla niej rejteradą): – Na koncertach Ukraińcy ciągle nam zsuwają ławki, żeby ksiądz nie mógł przechodzić ze świętą monstrancją. Robimy porządek, to słyszymy skargi, że rysujemy posadzkę, szacunku do zabytków nie mamy. Fakt, trochę rysujemy, ale posadzkę polską – własną. Przy drzwiach stoją już Ukrainki, sprzątaczki. Liczą, kręcą głowami: adin, dwa, tri..., dziesiat..., tylko wosiemnaście. Czy warto? Dla osiemnastu starowinek robić z ukraińskiej sali koncertowej parafię? Tylko w niedzielę na mszę nawet z Łyczakowa tramwajem dojeżdżają Polacy. – Siłę demonstrują – mówi sprzątająca Halina. – Za oknem dwudziesty pierwszy wiek, a Poljacy jak nie łokciami, to egzorcyzmami z nami walczą. 400 lat wcześniej Od zwalczania pogaństwa zaczyna się historia Kościoła: w 1600 r. polska szlachcianka Anna Pstrokońska nakazała wśród otaczających lwowski gród chałup pobudować kaplicę z freskami. Na nich historia świętej grzesznicy Marii Magdaleny w obrazkach – zrozumiała nawet dla wiejskich analfabetów, budzi ich zachwyt. Pstrokońska opiekę nad kaplicą powierzyła dominikanom przybyłym na prawosławną Ruś z zamiarem misjonarskim. Powstał kościół, obok klasztor. W XVII w. rozbudowane w stylu barokowym budynki siłą zajmuje Chmielnicki, pod jego wodzą zbuntowane przeciw polskim rządom ukraińskie Kozactwo. Wreszcie rozbiór Rzeczypospolitej przynosi w 1787 r. kasację. Austriacki cesarz Józef będzie śmiał się z efektów katolickiej chrystianizacji Galicji Wschodniej. Zarekwiruje wszystkie kościoły we Lwowie (w tym św. Marii Magdaleny), zapłaci za nie nowo utworzonemu Funduszowi Religijnemu na rzecz nauk księży i katechezy parafian. Bo co z tego, że Rusini pacierze już znają. Gdy w 1800 r. w Suchej Woli pod Lwowem wybucha w oborach zaraza – ludzie komunię po kryjomu do kieszeni spluwają i biegną z nią do chorych krów, cudu uzdrowienia czekają. – Po austriackich reformach widziałyśmy już tylko smutne pamiątki – wspominają siwiuteńkie Janina i Irena Zappe, jedne z najstarszych parafianek. Po II wojnie zostały we Lwowie w swoim mieszkaniu przy ulicy Czuprynki, dwa kroki od zamkniętej parafii. Stworzyły bastion polskości, prowadziły tajne lekcje katechezy i języka polskiego. Wzdychają: – Nasz kościół to była ruina, bo gdy Fundusz Religijny w końcu wyprzedał majątek, w najstarszej części kościoła otworzono więzienie dla kobiet. Dopiero za niepodległej naszej II Rzeczpospolitej usunięto zakład karny, a z okien kraty. W 1927 r. panie Zappe z Komitetem Odnowy Kościoła piszą „Historyję parafii i dzielnicy VI zwanej Nowym Światem” i dołączają apel o datki od patriotów z Polski. Dwa lata później znów jest dziewięć ołtarzy, odnowione gzymsy stropowe, nowo konsekrowane obrazy. Proboszcz Gerard Szmyd sprowadza ze Śląska czeskie organy. Instrument przyciąga ciekawskich. Gdy na graną mszę zagląda Ukrainiec, zasiada w ławach, głowę zadziera, wierci się i wlepia ślepia w rzędy organowych piszczałek. Prawosławni w cerkwiach tylko głosu używają, zabroniony jest im przez Konstantynopol wszelki akompaniament. Katolicy dziwią się: przecież ludziom od początku świata przygrywały do mszy Bachem kościelne organy. Matka Boska zmieniona, bardzo wystraszona O organy i ołtarz martwią się parafianie w czasie niemieckiej okupacji, a potem pod sowiecką władzą. W 1962 r. tracą klucze do kościoła. Dzień przed zamknięciem parafii na mszy nagle pęka czara z komunikantami. Panie Zappe, pochlipując, zbierają z czerwonego dywanu rozsypane jak śnieg opłatki. – To był znak zły i ważny – mówi pani Irena. – Proboszcza wywieźli na dziesięć lat do łagrów, dobra kościelne uległy konfiskacie. Na sowieckiej Ukrainie tolerowano tylko Cerkiew podporządkowaną Moskwie. W samym obwodzie lwowskim zamknięto ok. 300 katolickich świątyń. Likwidowane były też synagogi, kościoły ormiańskie i cerkwie narodowe. W ich miejscu otwierano sowieckie instytucje państwowe. Obowiązkowe są wówczas polityczne masówki i zakładowe wycieczki, tzw. kulturpochody. Raz meksykański film w Komsomolcu, kiedy indziej wyprawa do Muzeum Religii i Ateizacji mieszczącego się przy Muziejnej w byłym klasztorze dominikanów. W szklanych gablotach zebrano 50 tys. eksponatów: święte figury, naczynia liturgiczne, obrazy. Człowiek religijny w progu głupiał, nie wiedział – klękać czy płakać. Wszystko pomieszane jak w piekle: kamienne tablice z V w. p.n.e. ludu od kultu słońca, obok zwoje Tory, średniowieczne piety, ilustrowane Biblie po polsku. Zwiedzający szukali przedmiotów zapamiętanych z kościołów. Był czerwiec 1970 r., gdy Janina Zappe w muzealnej galerii figur znalazła znajomą. – Matka Boska stała z boku, a twarz u niej była zupełnie zmieniona: wybladła, smutna, okropnie wystraszona. Rok 1973, lwowskie lato, Józef Stadnik nad ranem wraca z pracy (dozorca w fabryce, nieźle płatny), przy byłym kościele robi znak krzyża, bierze głęboki oddech, decyduje się wejść. – Żelazną kurtyną zasłonili ołtarz, trudno tam nawet zajrzeć – wspomina. W kościele remont. Radzieccy architekci Kowaliszin i Kuligina tworzą projekt przystosowania budynku dla potrzeb sali organowej. W dokumentacji piszą: „Kierowaliśmy się postanowieniami partii o roli pamiątek wartości estetyczno-kulturalnej w wychowaniu komunistycznym, które umacniać będzie socjalizm”. Kościół to teraz Dom Muzyki Organowej. Wokół powstanie skwer rozrywki, w środku, pod sufitem, ekran z blachy. Poprawi akustykę, doda nowoczesności i będzie odsuwany. Ale brakuje rubli. Tylko koncerty muzyki organowej odbywają się naprawdę. Bilety za darmo albo w nagrodę. – Od 1988 r. jestem tu już drugim pełnym zapału dyrektorem – mówi Julian Winnicki. Na biurku obok zatemperowanych ołówków ma figurę z brązu – „Ukrainka zgwałcona przez Moskala”. – Pracę zacząłem od remontu i porządków. W piwnicy odkryłem szczątki zasłużonych Polaków. Nikt z władz kościelnych się tym nie zainteresował. Kazałem wykonać zgrabną trumienkę, ozdobić falbaną. Niech stoi, czeka na lepsze czasy. Maria Magdalena zmienia adres Szły lepsze czasy dla Ukrainy. W sierpniu 1991 r. rozpadł się Związek Radziecki. W referendum ponad 90 proc. Ukraińców opowiedziało się za niepodległością. Znika ulica Puszkina, przy której stał kościół św. Marii Magdaleny. Teraz nosi imię Stepana Bandery, który w oddziałach UPA za ojczyznę tłukł kogo trzeba, nieważne, Niemców, Polaków czy Rusków. – Od proklamowania niezależności Ukrainy zaczęła się u nas nowa epoka – mówi Winnicki. – Groźnego wydźwięku nabrały (dotąd zabawne) wypowiedzi polskich mieszkańców, o Lwowie naszym ukochanym i polskim. To już nie te czasy. Ukraińcy są u siebie, polubili smak wolności. „Het do domu – Poljaczki!” – napis na plakacie ozdabia swastyka, auto z plakatem trąbi koło polskiego kościoła. W środku, na scenie Domu Muzyki, odbywają się coraz częściej patriotyczne koncerty. A to jubileusz utworzenia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a to wieczór ku czci wielkiego poety Iwana Szewczenki. Parafianie się irytują. Dom Boży to nie miejsce imprez. Raz przychodzą na mszę i zastają na ścianie portret Stepana Bandery. Zakrywają oczy: to przecież szatan! Wcześniej polska Kuria musiała zająć miejsce w kolejce do urzędu, wymagana była rejestracja. Parafia kościoła św. Marii Magdaleny doliczyła się 2 tys. osób katolickiej konfesji. Katolicy zgadzali się nawet na kontrowersyjny adres. Był tylko jeden problem: jak dogadać się z merem miasta. On w budynku kościelnym chętniej niż msze widział muzyczne imprezy. – Mer dał mi wolną rękę. A ja pomyślałem: niech katolicy będą tu gośćmi, zapłacą za ogrzewanie, sprzątanie i, proszę bardzo, niech korzystają – mówi dyrektor Winnicki. – Zaczęli bardzo skromnie, od mszy niedzielnej, ale apetyt rósł w miarę świętowania. Teraz moje życie zawodowe dyktuje kalendarz świąt katolickich. Dyrektor ma grafik (dni tygodnia na cały rok, oznaczone na czerwono – msze, na zielono – koncerty). – Dajmy na to, chcę zaprosić czeski saksofonowy kwartet Bohemia, najpierw sprawdzam w grafiku, czy nie wypada akurat Matki Boskiej Zielnej. Nie wypada, to OK, mówię Czechom – panowie, przyjeżdżajcie. W 2001 r. przyjeżdża na Ukrainę papież. Prezydent Kuczma z Kijowa zarządza zwrot obiektów sakralnych ich byłym gospodarzom. W urzędzie miasta Lwów urzędniczka zza biurka wzrusza ramionami: – Macki władzy kijowskiej są długie, ale do nas nie sięgają. Oddamy wam kościół, a co z naszą salą koncertową? Urząd miasta w 60 proc. finansuje koncerty Domu Muzyki. Resztę dorzuca sponsor, a efekt jest taki, że każdego lwowiaka stać na bilet za 6 hrywien (3,60 zł). Na organach często koncertuje młoda Nadja Weliczko, skończyła konserwatorium lwowskie. Narzeka, że niektóre rejestry organów już nie działają, ale i tak instrument jest pierwsza klasa. Wieczór, 23 stycznia 2005 r., świąteczny nastrój. W Kijowie zaprzysiężenie nowego prezydenta Wiktora Juszczenki. We lwowskim Domu Muzyki na scenie chór z Drohobycza. Pod sceną tłum w pomarańczowych szalikach. Grają organy. Wpada pani Halina, w Domu Muzyki bileterka i sprzątaczka: – Cantata! – moja ulubiona. Po koncercie Włodzimierz Pryjma-Tamioła, Polak, lwowski artysta malarz, oświadcza: – Przychodzę do Domu Muzyki dla ucha, a do kościoła dla ducha. Tu trwa walka o miedzę, gdy potrzebne jest pojednanie. W 2003 r. dyrektor Winnicki dostał od polskiego ministra kultury order Zasłużony dla Kultury Polskiej za propagowanie we Lwowie artystów z repertuarem polskim. Parafianie o orderze nic nie wiedzą, na koncerty przecież nie chodzą. Nawet do Juszczenki Alina Węgier jest już spokojna, złożyła przysięgę przed ołtarzem: sama odzyska kościół. Zdąży, nawet przed planowaną przez Ukraińców na ten rok konserwacją organów (inwestycja 32 tys. euro z kasy urzędu miasta). Dyrektor Winnicki prosił o udział w kosztach polskiego proboszcza: – Powiedział, że go nie stać. Dziwne, bo u niego telefon komórkowy i zachodnie auto. Pani Alina, by ratować kościół, ruszy do Kijowa, do ministerstwa, nawet do Juszczenki zajrzy, tylko uleczy nogi. W tym celu przystawia czarne pijawki i zbiera podpisy w kościele i pod Domem Muzyki Organowej. – Mam podpisy nie tylko Polaków – ścisza głos. – Bo do św. Marii Magdaleny przychodzą też prawosławni. U nas msza święta ładniejsza i krótsza, poza tym są ubikacje i ławki. Natalia Gańko,
Gdańsk, 2005-04-01 Szanowna Redakcjo, Przeczytałem w jednym z ostatnich numerów Polityki artykuł "Kościół niezgody" Natalii Gańko. Tak się składa, że znam dość dobrze Lwów, studiowałem tam bowiem w latach 70-tych na Politechnice, miałem kontakty z lwowskimi Polakami, mam je zresztą do dziś. W kościele Marii Magdaleny bywałem i za czasów sowieckich, gdy od lat sześćdziesiątych pełnił on funkcję sali organowej filharmonii i niedawno, gdy częściowo udostępniono go wiernym. Był on za Sowietów szczęśliwie jednym z tych nielicznych kościołów, które nie zostały do końca sprofanowane przeznaczeniem na magazyn chemikaliów, sklep meblowy czy centralę telefoniczną. Służyl Sztuce. Służy też jej obecnie. Od kilku lat rzymscy katolicy z tego rejonu Lwowa, nie mający w pobliżu innego czynnego kościoła, drogą negocjacji i wzajemnego zrozumienia z zarządzającymi kulturą we Lwowie, korzystają z niego - jako świątyni - w niedziele i święta a także w dni powszednie, dla odbycia porannych mszy. Z jednej strony to dużo, bo za sowietów nie mieli oprócz Katedry i kościoła św. Antoniego na Łyczakowie nic więcej, z drugiej - wobec upadku komuny, powstania niepodległej Ukrainy, polskiego strategicznego partnera, wobec obietnic najpierw prezydenta Kuczmy a później prezydenta Juszczenki o zwrocie obiektów kultu wiernym - to stanowczo za mało. Z około czterdziestu kościołów katolickich istniejących przed wojną we Lwowie, polskiej, a właściwie rzymskokatolickiej społeczności zwrócono dotąd bardzo mało - niedawno przekazano bowiem kościół seminaryjny ufundowany przez rodziców króla Jana III Sobieskiego. Lwowscy Polacy, a jest ich kilkanaście tysięcy, stanowią niewielki procent obecnej ludności 800-tysięcznego Lwowa. Przeważają pośród nich ludzie starsi, bo młodzi - z powodu ciężkich warunków życia na Ukrainie - wyjeżdżają masowo na Zachód - do Polski i dalej. Tym starszym ludziom kościół jest po prostu potrzebny codziennie. Nie muszę chyba tego dalej uzasadniać. Wiara katolicka, utrzymywana przez tych ludzi w okresie sowieckich represji, równoznaczna była z narodowością polską. Dwa czynne kościoły katolickie w okresie ZSRR dawały oparcie jednak nie tylko katolikom i Polakom, lecz także tym Ukraińcom, którzy wobec delegalizacji w 1946 roku cerkwi greckokatolickiej (unickiej) i przekazania świątyń unickich cerkwi prawosławnej, chodzili do tych dwóch czynnych kościołów: Katedry i św. Antoniego. Wolna Ukraina przywróciła cerkwie unickie grekokatolikom, przekazała im też zdecydowaną większość kościołów rzymskokatolickich: wspaniałe, zabytkowe świątynie w centrum Lwowa: kościół OO. Bernardynów, kościół OO. Dominikanów, kościół Matki Boskiej Śnieżnej, św. Jana Chrzciciela, Benedyktynek itd., a także wielkie świątynie oddalone od centrum: kościół św. Elżbiety na Gródeckiem czy bazylikę Matki Boskiej Ostrobramskiej na Łyczakowie. Jest to poniekąd zrozumiałe - rzymskich katolików pozostało we Lwowie zbyt mało, by byli w stanie utrzymać te świątynie i dobrze, że przywrócono je celom kultu religijnego. Polacy lwowscy starali się o zwrot kilku lwowskich świątyń i właściwie przez te kilkanaście lat wolnej Ukrainy wskórali bardzo niewiele. Wobec takiej sytuacji rozpoczęli budowę nowego kościoła w jednej z nowych dzielnic Lwowa. Dla obserwatora z zewnątrz wygląda to paradoksalnie: kilkadziesiąt przedwojennych polskich kościołów nie wystarczy, trzeba budować jeszcze jeden? Ano trzeba, bo z tych kilkudziesięciu Polakom nie dostało się prawie nic. Ogromne to przedsięwzięcie nie zostało dotąd ukończone z braku środków. Ot, śmieją się Ukraińcy, porwali sie Polaczki z motyką na słońce. Artykuł "Kościół niezgody" wplata się doskonale w ten szyderczy śmiech i akcję poniżania, podając tendencyjnie jedynie niektóre fakty: z jednej strony imputuje ciemnotę lwowskim Polakom (egzorcyzmy, zdziwaczałe staruszki, lekarka stosująca pijawki), z drugiej eksponuje szczytne cele Ukraińców (kulturalne sprzątaczki, troska dyrektora o zabytkowe organy a nawet o szczątki polskich zmarłych). Widzę w tym artykule celową manipulację, mającą na celu zdyskredytowanie działań tych dzielnych starszych wiekiem Polaków, którzy tyle lat walczyli o swoją polską godność: w kościele, na Cmentarzu Obrońców Lwowa, w polskim amatorskim teatrze, w dwóch (ciągle niestety od czasów sowieckich tylko dwóch) polskich szkołach. Nie dość, że na jednej z tych dwóch polskich szkół wchodząca tam młodzież codziennie ogląda tablicę pamiątkową Romana Szuchewycza, uczestnika mordu Polskich Profesorów w lipcu 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich, nie dość, że młodzież ostatnich klas zmuszana jest do oglądania filmów gloryfikujących bandy UPA, że podczas porannej mszy w kościele Marii Magdaleny trwa codziennie złośliwe głośne sprzatanie tej "sali organowej"... Trzeba było do tego wszystkiego jeszcze takiego tendencyjnego artykułu w jednym z najbardziej poczytnych tygodników polskich. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby przedstawił on obiektywnie sytuację: racje strony ukraińskiej i polskiej, gdyby to wszystko na dodatek "okrasił" owymi egzorcyzmami. Czytałoby się równie dobrze, albo jeszcze lepiej. A tak - wygląda po prostu na artykuł na zamówienie. Ciekawe, czy choć dobrze opłacony! Stanisław Kosiedowski (głos w dyskusji zamieszczony w internetowym wydaniu tygodnika) Jak wszystkie artykuły o Lwowie i ten, autorstwa Natalii Gańko, przeczytałem z zainteresowaniem. Temat nośny: Ukraina po pomarańczowej rewolucji i Lwów - dawne polskie miasto, w którym o zwrot kościoła walczy polska społeczność. Doczytawszy do końca przecieram jednak oczy ze zdumienia, jak pokrętnie i fałszywie, jak tendencyjnie, z jakim antypolskim w sumie podtekstem można było przedstawić ten temat. Trudno komentować ten artykuł (i „duch” i „literę”), odniosę się więc po kolei do większych lapsusów, które zauważyłem w artykule. Artykuł roi się od większych i mniejszych błędów, więc - po kolei:
Widzę w tym artykule kolejną manipulację lub co najmniej ignorancję w temacie sytuacji Polaków we Lwowie. Szukanie sensacji za wszelką cenę, posmaczek skandalu, ot tak jak sobie paniusia z Polski przyjechawszy na zapadłą Ukrainę, do jakiegoś tam Lwowa czy Kijowa, wyobraża ów konflikt. I pisze... co jej ślina na język przyniosła... Chyba, że zrobiła to świadomie, na zamówienie... Historia Lwowa - ta dawna i nowsza nie jest już dziś tabu, i nie trzeba nadmiernie się wysilić, by ją poznać - a nie pisać byle co, robiąc w głowie czytelników groch z kapustą! Stanisław Kosiedowski
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||